Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Społeczeństwo

Zatrzymanie patostreamera. Wojciech O. musi się leczyć

Demonstracja antyszczepionkowców pod Sejmem. Na zdj. Wojciech O. Demonstracja antyszczepionkowców pod Sejmem. Na zdj. Wojciech O. Kuba Atys / Agencja Gazeta
To już drugie zatrzymanie Wojciecha O., antysemity i antyszczepionkowca. Aparat ścigania długo nie przywiązywał wagi do jego pilnowania, podobnie jak władze.

Miałem osobiście okoliczność z Wojciechem O. i jest dla mnie oczywiste, że powinien być leczony. Tymczasem władza nie jest w stanie nie tylko zapewnić mu niezbędnego leczenia, lecz nawet odizolować go od społeczeństwa. Być może teraz to się zmieni. Oby tak było, bo w przypadku osób agresywnych i funkcjonujących na granicy poczytalności o nieszczęście nietrudno. Nie trzeba być zawodowym psychiatrą, żeby to wiedzieć. A gdy jest się sędzią, zdecydowanie powinno się to wiedzieć.

Antysemita i patostreamer

W poniedziałek 31 stycznia w Bydgoszczy Wojciech O. został zatrzymany w wyniku kilku zawiadomień skierowanych do prokuratury i policji. Zatrzymanie było następstwem gróźb karalnych, jakie kierował podczas wiecu antyszczepionkowców na Starym Rynku w Bydgoszczy pod adresem posłów popierających rządowy projekt ustawy nadającej pracodawcom pewne uprawnienia do kontrolowania stanu zaszczepienia bądź wyników testu na covid u swoich pracowników. Chodziło o absurdalną skądinąd ustawę „lex Kaczyński”, lecz ten fakt akurat nie ma tu znaczenia.

To już drugie zatrzymanie tego człowieka. Pierwsze miało miejsce w połowie listopada zeszłego roku po wiecu w Kaliszu, na którym w przerażający sposób urągano Żydom i spalono makietę słynnego statutu kaliskiego z 1264 r. O. siedział trzy tygodnie, po czym wyszedł na wolność za poręczeniem w wysokości 20 tys. zł. Zwolnienie z aresztu obwarowano jak zawsze w takich przypadkach pewnymi warunkami, jak nieopuszczanie miejscowości, w której zamieszkuje, oraz – rzecz jasna – zaniechanie działalności, która zaprowadziła delikwenta za kratki.

Jak widać, O. czuje się bezkarny i dalej robi swoje – również w internecie, gdzie wciąż udziela się jako tzw. patostreamer (do spółki z nie lepszym kolegą Marcinem Osadowskim). Najwyraźniej aparat ścigania nie przywiązuje wagi do pilnowania O., podobnie jak władze. Prezydent Bydgoszczy, wiedząc, że O. będzie urządzał w mieście burdę, nie wysłał nawet swego obserwatora. Tłumaczy się, że policja go o to nie prosiła. Również zarządcy serwisu YouTube, na którym produkuje się O., specjalnie się nie przejmują. Obudzą się dopiero, gdy ktoś zginie?

Listy posłów z wyrokami śmierci

Oto próbki wypowiedzi Wojciecha O., z powodu których został wsadzony do aresztu: „To jest kij na poselski ryj. Jeśli oni 1 lutego zagłosują, jak chcą, i ustalą tę ustawę, jeśli oni to zrobią, to skazują się na śmierć i my te listy śmierci tworzymy. My te listy śmierci tworzymy! My ich ostrzegamy. Jeśli oni zagłosują na tak, to chcę ich zabić! A dlaczego nie? Jestem przepełniony radosną nienawiścią i chcę ich śmierci!”, a do dziennikarzy: „My was znajdziemy, my tworzymy listy gończe, bo to wy roznieśliście epidemię. To wy pójdziecie pod ścianę i zostaniecie rozstrzelani!”.

Uczestnicy bydgoskiego wiecu mieli ze sobą portrety posłów i żywo reagowali na złorzeczenia Wojciecha O. Wołano: „Będą wisieć!” oraz „Śmierć! Śmierć! Śmierć”. Było to jawne i najzupełniej niemetaforyczne wezwanie do linczu. O., z zawodu aktor, przemawiał z pasją, starając się wyrażać jak dobitniej, tak aby nikt nie miał wątpliwości, że mówi serio.

Wojciech O. ze swoim koleżką od lat świetnie funkcjonują w sieci (i nie tylko) jako Bracia Kamraci. Mają nawet kilkudziesięciotysięczne zasięgi, nadając wulgarny faszystowski streaming wideo z telefonicznym udziałem swoich zwolenników. Widziałem kilka z tych filmów. W szczególności zapadł mi w pamięć ten, na którym O. z wielką pasją, a wręcz trzęsąc się z nienawiści, zapewnia, że gdyby odkrył, iż ma w sobie choćby kroplę żydowskiej krwi, toby się zabił. Jest mi obojętne, ile krwi żydowskiej ma w sobie ten zaburzony nieszczęśnik, lecz prawdopodobieństwo, że nie ma jej wcale, jest w przypadku Polaka bardzo nikłe. Ale to tak na marginesie.

Skąd się biorą tacy ludzie?

Kiedyś w 2018 r. szedłem ulicą w centrum Warszawy, gdy nagle zatrzymał się przy mnie jadący na rowerze, ubrany w uniform polowy mężczyzna w średnim wieku. To był właśnie Wojciech O. Zaczął mi ubliżać i zapewniać, że „wszystko jest zapisane i nie zostanie zapomniane”, a gdy już nastanie czas, zostanę za swoje zdrady powieszony. Towarzysząca mi partnerka zaczęła go przywoływać do porządku, na co ten odparł: „Milcz, kobieto! Kobiety milczą, gdy mężczyźni rozmawiają!”. Podobne napaści słowne przydarzają mi się co jakiś czas i wiem, że trzeba wówczas unikać wdawania się w dialog. Tamtą historię zapamiętałem jednakże w szczególny sposób, bo została przy okazji obrażona bliska mi osoba.

To przykre wspomnienie, lecz nie mogę powiedzieć, żebym odczuwał gniew. Wojciech O. jest po prostu zaburzony i z pewnością wymaga terapii. Ale to niczego wszakże nie załatwia. Nie można zignorować faktu, że jego działalność i przerażający dyskurs spotykają się z aprobatą tysięcy ludzi. Ma swoich zwolenników deklarujących użycie przemocy w stosunku do wszystkich, których uznają za wrogów. Mogą to być Żydzi, LGBT albo ktokolwiek inny, kto im podpadnie, np. politycy nakładający na nich obowiązki czy opłaty.

Skąd się biorą tacy ludzie? Rozmaici agresywni frustraci, incele i inni paranoicy? Odpowiedź psychiatryczna to jedno. Z pewnością znaczna część ludzi o podwyższonej agresji i niezdolnych do jej prawidłowego przetworzenia to osoby o nieprawidłowej, czyli źle ukształtowanej osobowości. W każdej populacji są socjopaci, psychopaci, a także paranoicy. Jest jednak i odpowiedź kulturowa. W tłumie zwolenników O. są nie tylko osoby takie jak on, czyli z zaburzeniami osobowości. Są tam również tacy, których wychowano w atmosferze ksenofobii, szowinizmu i podziwu dla przemocy. Na pytanie, kto ich wychowywał w poczuciu, że są lepsi od innych, a wszelkie wątpliwości i delikatniejsze uczucia nauczył zagłuszać bojowym rykiem, wszyscy znamy odpowiedź.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Nowe szaty tyrana. Dlaczego Putin zaatakował i co go dziś przeraża?

Sergei Guriev, profesor ekonomii, były doradca prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa i były główny ekonomista EBOiR, o tym, co może czekać Putina i Rosję pod jego dyktatorskimi rządami.

Jacek Żakowski
18.05.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną