Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

O Oskarze Szafarowiczu, który złamał ciszę „z miłości do Polski”

Oskar Szarafowicz Oskar Szarafowicz Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl
Oskar ma 22 lata. Ale już jest i sławny, i zasłużony dla Partii. Jako młodzieniec z ambicjami postanowił przy okazji wyborów stać się jeszcze sławniejszy. I dodatkowo zasłużyć.

Oskar Szafarowicz od ponad roku działa w młodzieżówce PiS. Detalicznie ten etap jego kariery politycznej opisała już w „Polityce” Agata Szczerbiak, przypomnijmy więc tylko pokrótce.

Oskar walczy dla Partii

Najpierw z dwójką towarzyszy na tiktokowym kanale Okiem Młodych chwalił rząd i atakował Donalda Tuska. Poza wszystkim miał to być dowód, że PiS ma też sympatyków wśród ludzi młodych. Potem Oskar to samo robił na Twitterze – zdobył 15 tys. obserwatorów, tyle że w wielu przypadkach i tu w komentarzach pojawiała się kpina czy wręcz, jak mawia młodzież, beka.

Oskar walczył jednak o Partię dalej, a przy okazji promował się zdjęciami z Mateuszem Morawieckim i Elżbietą Witek. I przestał już przebierać w środkach. Na początku roku w ślad za innym funkcjonariuszem pisowskich mediów zaczął nagłaśniać – i żenująco komentować – dawno już wyjaśnioną przez sąd tragedię pedofilskiego molestowania w Szczecinie, której sprawcą był lokalny działacz PO. Kiedy w efekcie jedna z ofiar – tak się złożyło, że był nią syn posłanki PO – popełniła samobójstwo, Oskar poszedł na obrzydliwą całość. Oskarżył mianowicie władze PO o wymuszenie na matce milczenia, a ją samą o stawianie kariery politycznej „ponad dobro dzieci”. Dla każdego było jasne, że nagłaśnianie takich historii może mieć dramatyczne skutki dla ofiar (co się, niestety, potwierdziło).

Młody dostał wiatru w żagle

Wynurzenia pisowskiego hunwejbinka oburzyły m.in. władze Uniwersytetu Warszawskiego (młodzian studiuje tam… prawo) i studentów tej uczelni. W obronę wzięli go m.in. minister oświaty (wezwał rektora UW na dywanik), wiceminister sprawiedliwości i słynna krakowska kuratorka oświaty. Padły słowa o zagrożeniu wolności słowa i totalitaryzmie. Szły za nimi jednak także bardziej wymierne wyrazy wdzięczności. Oskar został „młodszym” (faktycznie) specjalistą ds. promocji w państwowym Krajowym Zasobie Nieruchomości, zaczął prowadzić program „Hity w Sieci” w prorządowej TV Republika, w końcu stał się także pracownikiem PKO BP.

Trudno się dziwić, że młody dostał wiatru w żagle. Obiecał publicznie, że się nie ukorzy i nie cofnie.

Słowa dotrzymał. Oto w niedzielę Oskar Szafarowicz zamieścił w mediach społecznościowych swój portret przy wyborczej urnie. Z ostentacją i dumą dzierżył w rękach kartę do głosowania w referendum. Widać przy tym wyraźnie, że wypełnił partyjne zalecenie „4 razy »nie«”. Na karcie dopisał hasło: „Niech żyje Polska!”. A żeby już nie było wątpliwości, to sam tweet opatrzył komentarzem: „Z miłości do Polski”. Co więcej, zawsze aktywny Oskar był tym razem... członkiem komisji wyborczej.

I cisza wyborcza złamana

Pytanie brzmi: czy to z nieuctwa, czy może z głupoty, a może z cynizmu i bezczelności pomieszanych z nieposkromioną ambicją Oskar naruszył zasadę ciszy wyborczej? Owszem, dokumentowanie w sieci udziału w wyborach jest dopuszczalne – zakazana jest agitacja za poszczególnymi kandydatami, ale można jak najbardziej zachęcać do samego głosowania. W przypadku referendum (nawet jeśli było farsą niegodną miana tej instytucji demokracji bezpośredniej) jest inaczej, tu istotna jest frekwencja. Zatem publiczne namawianie do udziału w nim – i to z lokalu wyborczego – wydaje się bezprawnym wpływaniem na jego przebieg.

Oskar powinien o tym wiedzieć – przecież żywo interesuje się polityką, aspiruje do tytułu prawnika, a i przeszedł przeszkolenie obowiązujące członków komisji wyborczych. W grę wchodzi więc chyba kalkulacja na przysłużenie się swojej formacji (z doświadczenia Oskar wie, że można wtedy liczyć na rozmaite wyrazy wdzięczności) i kolejne kilka minut medialnej sławy. Cóż z tego, że wedle niektórych mołojeckiej...

No bo to chyba nie głupota i młodzieńcza naiwność, nieprawdaż? Chyba że wszystko razem. Bo nawet jak Partia straci władzę, to umie chronić wiernych.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Psychologowie są dziś wszędzie i zajmują się wszystkim. Czy słusznie? I kto się zajmie nimi?

Transport, policja, szpitale, marketing, reklama, sądownictwo, media, polityka, a wkrótce każda polska szkoła – gdzie się obejrzeć, tam psycholog. Czy współczesna wiedza psychologiczna pozwala im brać na swoje barki aż takie obciążenia?

Ewa Wilk
25.02.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną