Znów zalało Głuchołazy. Woda będzie grać coraz ważniejszą rolę w polskiej polityce
Jeśli wybory wygrywa się w Końskich, to pewnie przegrywa w Głuchołazach. Do takiego wniosku doszli politycy opozycji. Zainteresowali się sytuacją hydrologiczną miejscowości, która nie podniosła się jeszcze po powodzi z września 2024 r., a właśnie padła ofiarą kolejnych podtopień. Woda stała na ulicach i we wnętrzach aut. Strugą przelewała się przez szpital, akurat na remontowanym poziomie.
Zalewa Głuchołazy
„Znowu zalewa Głuchołazy na Opolszczyźnie! Wzywam rząd do natychmiastowej pomocy mieszkańcom. Pobudka” – to miejscowy poseł Marcin Ociepa z klubu parlamentarnego PiS. Sytuacją poszkodowanego dwa lata temu pana Kazimierza z sąsiedniego Bodzanowa, leżącego w dole biegu rzeka Biała Głuchołaska, zajął się pisowski kandydat na premiera Przemysław Czarnek: „(…) znów zalało. Wody nie było tyle, co wtedy, ale błoto jest na trzech czwartych dużej powierzchni działki. Potrzebna jest pomoc. Potrzebne są wojska obrony terytorialnej, dużo większa ilość straży pożarnej”.
W poniedziałek 17 sierpnia nad miastem przeszła ulewa. Lokalna stacja Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej odnotowała, że w kwadrans spadło 37,7 mm deszczu. To bardzo dużo, trzy–cztery wiadra na każdy metr kwadratowy (a że padało dłużej, to z poniedziałku na wtorek w ciągu doby suma opadu sięgnęła 53 mm, czyli niewiele mniej, niż wynosi średnia dla sierpnia, zazwyczaj mieszcząca się w przedziale 65–70 mm).
Miasta da się przygotować na taką ilość wody pojawiającą się w tak krótkim czasie. Miasto gotowe na tak nawalny deszcz ma nie tylko bardzo drożny system kanalizacji burzowej (z tym w Głuchołazach jest problem), ale nie może być jedynie taflą betonu i asfaltu, musi wchłaniać deszcz tam, gdzie spada. Najlepiej, by nadmiarowe krople – to one są kluczowe, te mogące doprowadzić do przelewek i podtopień – wsiąkały na obszarach zieleni, w parkach, w ogrodach i na skwerach. Jeśli ich nie ma, niech leją się na boiska, stadiony i place zabaw, ogródki działkowe czy inne obniżenia terenu, których zalanie nie wywoła szczególnie dużych strat. Jeśli takich struktur brak, trzeba tworzyć ich zamienniki, np. retencjonować opad na dachach.
Pechowo się złożyło
To wszystko nie gwarantuje powodzenia. Zwłaszcza w takich przypadkach jak w poniedziałkowym oberwaniu chmury, gdy do miasta płynęła jeszcze woda z okolicy. W tym z pól i innych terenów rolniczych oraz leżących pod bokiem i nieco wyżej Czech, gdzie też przecież padało. Generalnie ok. 40 mm deszczu na terenach zurbanizowanych w kwadrans to często przepis na mniejsze czy większe podtopienia, które w takich okolicznościach występują jak świat długi i szeroki. Ćwiczą je Europa, Azja (np. Indie podczas monsunów), Oceania i obie Ameryki.
Nie jest to oczywiście żadne pocieszenie dla znękanych mieszkańców. Posłowie opozycji swój oskarżycielski palec kierują teraz w stronę Marcina Kierwińskiego, szefa MSWiA, dawniej pełnomocnika premiera do odbudowy po powodzi. Odbudowa trwa. Kierwiński funkcji nie pełni od roku, nikt go nie zastąpił. Broni się, że niemożliwością jest zapobieganie na 100 proc. wszystkim gwałtownym zdarzeniom pogodowym. I dodaje, że jesteśmy lepiej przygotowani na podobne zjawiska niż dwa lata temu.
Tak się pechowo dla ministra złożyło, że pod koniec lipca właśnie w Głuchołazach otwierał z premierem Donaldem Tuskiem most zniszczony podczas poprzedniej powodzi. Tusk z przejęciem mówił o ówczesnej katastrofie, gdy „woda okazała się silniejsza”. Kiedy tym razem jechał przez miasto, dostrzegał wciąż widoczne „blizny i ślady”. I stawiał je jako kontrapunkt dla obecnych posunięć rządu, który pomoc traktuje serio. Stąd 360 mln zł dla miasta, w tym na pomoc doraźną dla mieszkańców, odbudowę mostu, szkoły, żłobka i kompleksu sportowego z pływalnią.
Eksperci od pogody i klimatu podpowiadają, że ta część kraju będzie regularnie zmagać się z powtórkami podobnych nawałnic. Są układy atmosferyczne – w 2024 r. dowiedzieliśmy się o działalności niżu genueńskiego – które niosą dodatkową wilgoć z parujących, coraz cieplejszych mórz, zwłaszcza Śródziemnego. Swoje robią strome zbocza miejscowych gór i pagórków, przez co opad szybko pojawia się w dolinach, doprowadza do gwałtownych wezbrań na rzekach płynących przez miejscowości. Wraz z wodą powracać będą partyjne bijatyki o niedasizm, nieprzygotowanie i spóźnione reakcje. Pojawiać się też będą różnej wartości argumenty.
Nie da się tego zagadać
Rząd Tuska z rutynową czujnością i bez żadnych opóźnień reaguje na kataklizmy. Premier i jego ministrowie meldują się na miejscu wzbierającej powodzi, na początku rozwijających się wielkoobszarowych pożarów czy niedługo po wybuchu na torach. Dużo mówią wtedy o prawidłowej reakcji służb, „konkretnych” czy „precyzyjnych” działaniach zaradczych. Akurat ten rząd połapał się, że jak woda wystąpi z brzegów i zaleje domy albo je porwie, to nie da się tego obrazu zagadać, coś trzeba realnie zrobić. Choć i tak zawsze powstaje przestrzeń na wrażenie, że rząd nie wspiera, i wtedy robi się miejsce np. dla kandydata na premiera noszącego pralki dla zapomnianych przez władzę powodzian.
Na powodzie i wezbrania z południowego zachodu, a pewnie jest tak w innych stronach Rzeczypospolitej, pracuje wiele czynników. Na razie rząd skupia się na odbudowie, pracach na rzekach i potokach, reperowaniu wałów, modernizowaniu istniejących zbiorników i planowaniu nowych. Czyli podąża ścieżką tradycyjną, oczekiwaną przez obywateli, którzy nadzieję pokładają głównie w inwestycjach w dolinach. Ekipa Tuska nie skorzystała dotąd z przytomnych rad, by wodę łapać możliwie najwyżej w zlewni – na polach, pastwiskach i w lasach. I wbrew intuicji nie chodzi o małe zastawki na strumieniach, ale o chwytanie wody np. w odpowiednio przygotowanej leśnej glebie. Takie podejście wydaje się dla ekipy Tuska jednak zbyt daleko idącą fantazją.
Roboczy wniosek płynący z Głuchołaz jest taki, że woda – jest jej za mało albo za dużo, często niedobory i nadmiary występują w różnych regionach w tym samym momencie – grać będzie coraz ważniejszą rolę w polskiej polityce. Pozornie politycy są specjalistami w jej laniu, ale na odcinku powodziowo-hydrologicznym powinni wykazywać się pewną przezornością. Także dlatego, że susze nie ustaną, a deszcze nie przestaną padać wraz z przesiadką opozycji do ław rządowych.