Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Społeczeństwo

Zbrodnia w Jarosławiu. Nie znamy motywów, nie ma sensu wszczynanie politycznej bójki

Preferuj w Google
Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google, aby częściej widzieć „Politykę” w wynikach wyszukiwania.
x
Opactwo w Jarosławiu, miejsce ataku nożownika, 24 września 2026 r. Opactwo w Jarosławiu, miejsce ataku nożownika, 24 września 2026 r. Patryk Ogorzałek / Agencja Wyborcza.pl
Wykorzystywanie tego, co się wydarzyło, do politycznych oskarżeń jest niezdrowe. Obwinianie rządzących za całe zdarzenie to absurdalny pomysł. Dziś, kiedy nie znamy motywów zbrodni, może lepiej pomilczeć.

Zbrodnia, która wydarzyła się w czwartek w Jarosławiu, w spokojnym i cichym opactwie przy ulicy Benedyktyńskiej, tuż przed rozpoczęciem porannej mszy świętej, jest tragiczna w najgłębszym sensie tego słowa. Z rąk 31-letniego mężczyzny, Ukraińca, zginął katolicki ksiądz. Cztery inne osoby zostały ranne, trzy ciężko.

Zbrodnia w opactwie

Zbrodni dokonano nożem zabranym z kuchni klasztornej. Ofiary były przypadkowe, stanęły na drodze sprawcy, którego nie znały i nie miały z nim nic wspólnego. Sprawca zamordował księdza, którego widział najprawdopodobniej pierwszy raz w życiu. Zranił osoby, które przypadkiem znalazły się na jego drodze i próbowały go powstrzymać.

Zabójca nie był pijany, to wykazało badanie alkomatem. I na razie jest to jedna z niewielu informacji pewnych w tej sprawie. Nie wiadomo jeszcze, czy był pod wpływem środków odurzających, trwają badania. Nie wiadomo również, jak znalazł się na terenie opactwa, gdzie zresztą znajduje się schronisko dla uchodźców. Ale przede wszystkim nie wiadomo, co nim kierowało.

Jak ustaliła prokuratura, mężczyzna poprzedniej nocy przekroczył granicę niemiecko-polską, chciał wjechać na terytorium Ukrainy przez przejście graniczne w Korczowej, ale było zamknięte, bo trwał rosyjski atak powietrzny na Ukrainę. Polska poderwała samoloty, alert RCB ogłoszono o godz. 5:42, zagrożenie odwołano o 7:02. Drugi alert, ogłoszony o godz. 8, odwołano dopiero po 14.

Kim był 31-letni Ukrainiec

Dlaczego i w jaki sposób młody obywatel Ukrainy wrócił do Jarosławia, dlaczego dotarł na teren klasztoru? Czy kiedykolwiek tam już był, skoro trafił do kuchni? Czy ktoś go skierował, czy szukał schronienia?

Ta sprawa jest tym bardziej tragiczna do opisania i opowiedzenia, że nie wiadomo – nadal – prawie nic. Prokuratura, bardzo słusznie, nie komentuje dramatu, póki nie zostaną zebrane dowody procesowe i nie zostanie ogarnięta możliwie największa liczba faktów z poprzedniej nocy i dnia. Nie planuje nawet przesłuchania sprawcy zbrodni, póki okoliczności i motywy nie zostaną zbadane.

Poruszające to niezmiernie, że ktoś, młody człowiek, zabija w okrutny sposób osobę duchowną, nieznaną, że rani innych całkiem na oślep. Że robi to cudzoziemiec. Ale przecież zbrodnie zdarzają się wszędzie. Dokonywali ich także przebywający za granicą Polacy: w afekcie i dla zysku, z zemsty, z miłości, z nienawiści.

Tę zbrodnię popełnił młody Ukrainiec, o którym dziś nie wiemy prawie nic. Czy był na froncie, czy był ranny, czy cierpiał na zespół stresu pourazowego, czy jego rodzina mieszka w Niemczech, czy ma żonę, dzieci, czy nie spotkał ich jakiś zły los. A może uciekł z kraju i nie umiał się odnaleźć na obczyźnie, chciał wrócić, ale obawiał się konsekwencji? Może jego sytuacja życiowa była zawikłana i doprowadziła go na skraj szaleństwa czy niepoczytalności? Nie zabija się przecież ot tak, dla zabijania. Może chorował psychicznie, może leczył się w Niemczech? To się okaże. Dziś lepiej powstrzymać wyrażanie kategorycznych sądów i ocen.

Podobnie nie można wykluczyć, że był to człowiek zwerbowany przez Rosjan po to właśnie, żeby podsycać konflikt polsko-ukraiński, wzbudzać w Polakach niechęć do Ukraińców, zresztą nie tylko w Polakach, także wśród obywateli innych państw, nacji i grup społecznych pomagających Ukrainie i Ukraińcom. Zbrodnia zawsze budzi sprzeciw, to oczywiste. Więc może był to sabotażysta?

Lepiej pomilczeć

Tym bardziej wykorzystywanie tego, co się wydarzyło, do politycznych oskarżeń jest niezdrowe. Obwinianie rządzących za całe zdarzenie to pomysł absurdalny. Oczywiście poseł Janusz Kowalski już się za takie rozliczenia zabrał. „Ukrainiec w wieku poborowym zamordował na Podkarpaciu księdza” – napisał w mediach społecznościowych. Oskarżył szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego oraz Tomasza Siemoniaka o brak bezpieczeństwa w kraju i słabą kontrolę nad cudzoziemcami. Zwłaszcza ukraińskimi poborowymi.

Wydaje się to oskarżeniem tak bezsensownym, że wprost szkoda słów. Wypada jedynie mieć nadzieję, że do tego głosu nie dołączy chór chcących mu wtórować, używając – świadomie lub nie – rosyjskiej nuty. Gdyby dało się przewidzieć zbrodnię, można by jej zapobiec. Niestety nie da się. Nie da się upilnować każdego miejsca ani w Polsce, ani na ziemi. Rozpoczynanie kolejnej bójki nie jest nikomu potrzebne. Może Kremlowi. Ale wtedy rosyjska metoda podżegania kolejny raz okazałaby się skuteczna.

Główne ukraińskie media poinformowały o tragedii już około południa, prezydent Wołodymyr Zełenski w długim wpisie wyraził żal, złożył kondolencje rodzinie ofiary, życzył skrzywdzonym powrotu do zdrowia. Premier Donald Tusk zapowiedział konsekwencje w oparciu o polskie prawo.

Ale dziś, kiedy nie znamy motywów zbrodni, może lepiej pomilczeć i choćby pomodlić się za ofiarę, jeśli ktoś potrafi i czuje taką potrzebę. W Jarosławiu ogłoszono żałobę. Sprawą ostatecznie zajmie się sąd.

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Polskie tabu. Samotne matki nie mają już siły. Umierają w biegu, ale po kawałku, żeby dzieciom nie było smutno

Samotne matki na wizytach w poradni albo na konsultacjach na SOR nie mówią wszystkiego, bo boją się, że lekarz je zamknie na oddziale. I dlatego nie mówią o myślach samobójczych.

Aleksandra Grabowiecka
16.10.2026

Subskrybuj, by korzystać bez ograniczeń.
5 zł / tydzień przez miesiąc rok.

Kup dostęp
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną