Czas na Wimbledon! Obawy o Świątek są potężne. Liczymy na przyjemne niespodzianki
W przeciwieństwie do piłkarskich mistrzostw na kortach All England Lawn Tennis and Croquet Club mamy polską reprezentację, całkiem sporą, bo w singlach sześć osób. Przepowiadanie losów Polek i Polaków jest w tym roku wyjątkowo trudne. Zwłaszcza jeśli chciałoby się przepowiadać radosne chwile, wielkie zwycięstwa i sięganie po najwyższe premie.
Iga może mieć problemy
Tytułu sprzed roku broni Iga Świątek. Wówczas w finale doszło do niezwykłego pokazu mocy Polki, która nie pozwoliła Amandzie Anisimovej na uszczknięcie choćby jednego gema. To było zaledwie 12 miesięcy temu, a wydaje się, że w poprzedniej epoce, zważywszy na efekty tegorocznych występów. Rok temu tuż przed przyjazdem do Londynu Iga (wówczas podopieczna Wima Fissette’a) skutecznie oswajała się z trawiastą nawierzchnią w Bad Homburg. Przegrała dopiero w finale, tymczasem kilka dni temu nasza mistrzyni schodziła z kortu ze spuszczoną głową już po pierwszym pojedynku z Emmą Navarro, która przecież nie dokonywała cudów.
Czy londyńska trawa natchnie Polkę do wielkich czynów? Oby, ale można mieć potężne obawy. Sama mówi o powściąganiu ambicji. Ale czy to jest w ogóle możliwe w jej przypadku? Należy wątpić. Pierwszą jej rywalką jest 30-letnia Taylor Townsend (81. WTA), która do tej pory w tym turnieju nie przebrnęła drugiej rundy. Analiza ewentualnych przeciwniczek w następnych rundach nie ma sensu. Jeśli zawodniczka Francisco Roiga będzie w dobrej dyspozycji, może pokonać każdą rywalkę, jeśli nie – problemy mogą się pojawić bardzo wcześnie. Przypomnijmy, że stawką jest strata aż 2 tys. pkt z ubiegłego roku.
To może Chwalińska
To może Maja Chwalińska, nasza sensacyjna finalistka z Paryża? W uznaniu zasług dostała „dziką kartę” i rozstawienie z nr 20. Czy zdołała wyrzucić z głowy wielkie zamieszanie, które wywołała swoim sukcesem? Bardzo trudno odpowiedzieć na te pytania. Na razie tuż przed pierwszymi oficjalnymi piłkami przegrała z Magdą Linette podczas zamkniętej imprezy i mówi z respektem o swojej rywalce w pierwszej rundzie, którą jest tajska kwalifikantka Manandaya Sawankaew.
Najlepiej chyba będzie, jeśli nie będziemy nakładać presji na nią i ewentualnie cieszyć się z każdej kolejnej rundy. Przypomnijmy, że jeszcze kilka miesięcy temu plan Chwalińskiej i jej najbliższych był taki, żeby w końcu wejść do setki rankingu i nie martwić się o miejsce w głównych drabinkach wielkiego szlema.
Niełatwo będą miały pozostałe Polki. Magda Linette zderzy się z triumfatorką Rolanda Garrosa Mirrą Andriejewą, a Magdalena Fręch z Anną Kalinską.
Mamy sporo uwag do postawy Igi Świątek, ale warto wspomnieć, że ostatnio niespodziewanie przegrywały inne największe: Aryna Sabalenka, Jelena Rybakina, Coco Gauff czy Mirra Andriejewa. Może to tylko zasłona dymna, a może rzeczywisty spadek formy. Co wcale nie oznacza, że żadna z nich nie sięgnie po ostateczny sukces w Londynie. Ciekawe, jak spisze się podopieczna Tomasza Wiktorowskiego Naomi Osaka, która po pokazach we wcześniejszych rundach skreczowała w drugim secie meczu finałowego w Bad Homburg z Karoliną Muchovą.
Hurkacz krąży
W męskim singlu ciągle trochę liczymy na, może już nie błyskotliwy, ale w ogóle jakiś marsz w górę Huberta Hurkacza, który teraz niebezpiecznie krąży wokół setnego miejsca w rankingu ATP. Mało kto, poza polskimi kibicami, pamięta jego półfinał sprzed pięciu lat, no i wcześniejsze pokonanie najbardziej utytułowanego w historii Wimbledonu Rogera Federera. Przypomnijmy, że było to faktycznie pożegnanie ośmiokrotnego mistrza z zawodowym tenisem.
Na drodze Polaka staje od razu Norweg Casper Ruud (12. ATP), który nie jest wybitnym specjalistą od biegania po trawiastych boiskach, ale i tak może się okazać przeszkodą nie do przejścia.
Kamil Majchrzak, któremu mocno kibicujemy, spotka się z Alejandro Tabilo (nr 30). Też łatwo nie będzie, bo Chilijczyk okazał się niedawno lepszy w Paryżu.
A kto zostanie mistrzem? Mats Wilander stawia na Novaka Djokovicia. Carlos Alcaraz jeszcze leczy kontuzję, a obrońca tytułu Jannik Sinner też jest niewiadomą po zaskakującym opadnięciu z sił w Paryżu.
Wróćmy do polskich interesów na wimbledońskich kortach. Rozpoczynamy kibicowanie bez wielkich oczekiwań, co nie oznacza, że nie jesteśmy gotowi... na przyjemne niespodzianki.