Świat

Topniejąca wyspa

Stopnienie lodu morskiego zaburzy równowagę ekologiczną w regionie (ma bezpośredni wpływ na życie niedźwiedzi polarnych, fok i innych gatunków zwierząt), pociągnie też za sobą poważne niebezpieczeństwo dalszych zmian klimatycznych. Stopnienie lodu morskiego zaburzy równowagę ekologiczną w regionie (ma bezpośredni wpływ na życie niedźwiedzi polarnych, fok i innych gatunków zwierząt), pociągnie też za sobą poważne niebezpieczeństwo dalszych zmian klimatycznych. Jinho.Jung / Flickr CC by SA
Lodowa pokrywa Grenlandii kurczy się coraz bardziej – a poziom morza się podnosi. Jak tak dalej pójdzie, morze zaleje nie tylko gdańską Starówkę, ale i dużą część naszego wybrzeża.
Artykuł pochodzi z  37 numeru tygodnika FORUM, w kioskach od 10 września 2012 r.Polityka Artykuł pochodzi z 37 numeru tygodnika FORUM, w kioskach od 10 września 2012 r.

W słoneczny letni poranek termometr wskazuje sześć stopni powyżej zera. Inuuteq Qaavigaq, inuicki rybak z Ilulissat, trzeciej co do wielkości osady na wyspie (około pięć tysięcy mieszkańców), zatrzymuje małą łódź na środku Zatoki Disko na zachodnim wybrzeżu Grenlandii. Znajdujemy się na wprost Jakobshavn, lodowca uznawanego za najbardziej aktywny na planecie. Odpowiada za powstawanie 10 procent gór lodowych na całej wyspie. Podobnie jak inne lodowce, posiadające własne imiona, Jakobshavn jest połączony z ogromną, trudną do wyobrażenia masą lodu, która pokrywa terytorium tej największej na świecie wyspy. Lądolód liczy 100 tys. lat i przykrywa Grenlandię warstwą o średniej grubości od dwóch do czterech kilometrów.

Pływanie łodzią po Zatoce Disko nie jest łatwe. Wielkie góry lodowe, którym towarzyszą tysiące mniejszych odłamków kry, dryfują po powierzchni wody. Można odnieść wrażenie, że znajdujemy się w ogromnym kotle z zupą pełną różnych składników. Nad tymi zamarzniętymi górami unoszą się liczne ptaki morskie, kilka metrów od nas wieloryb głośno prychając toruje sobie drogę wśród odłamków lodu. Piękno fiordu jest imponujące, ale jednocześnie pejzaż wywołuje wrażenie chaosu: czy to normalne, że tyle gór lodowych tarasuje zatokę? Inuuteq Qaavigaq wyjaśnia: Jeszcze kilka lat temu lodowiec sięgał aż do pierwszej zatoczki Ilulissat. Jednak każdego roku oddala się coraz bardziej i coraz więcej jego odłamków dryfuje na powierzchni morza. Mimo to Inuici,stanowiący 90 procent ludności Grenlandii, liczącej 60 tys. mieszkańców, nadal wypuszczają się łowić ryby na morze lodu, tak jak to robili przez wieki.

Kilka dni później mam okazję obserwować te same lodowe jęzory z helikoptera. Maszyna leci nisko, więc z góry wyraźnie widać pęknięcia i szczeliny. Niektóre z nich zamieniły się w rzeki i wodospady. Powstały również małe zatoczki, które jeszcze bardziej przyspieszają topnienie lodowców.

Stan takich zatoczek jest doskonałym wskaźnikiem zmian klimatycznych: temperatura rośnie i w efekcie topnieje większa ilość lodu w warstwach powierzchniowych. Woda powstająca w wyniku tego procesu spływa szczelinami aż do podstawy i sprawia, że lodowa czapa ześlizguje się powoli w stronę morza. Kiedy styka się ze słoną wodą, lód zaczyna topnieć szybciej, tworząc jeszcze więcej odłamków, które Inuuteq Qaavigaq musi omijać, pływając po Zatoce Disko.

Siedem metrów wyżej

Grenlandia topnieje. Topnieje coraz szybciej. Wyspa (Kalaallit Nunaat, jak nazywają ją tutejsi mieszkańcy) każdego roku traci 250 km sześc. lodu – dwukrotnie więcej niż jeszcze dziesięć lat temu. Stopnienie całej masy lodowej oznaczałoby podniesienie poziomu mórz o ponad siedem metrów, z wszystkimi katastrofalnymi konsekwencjami. Jeśli lodowce będą topnieć w takim tempie, nazwa, którą islandzki uciekinier nadał wyspie w X wieku – Grenlandia pochodzi od duńskich słów gron land, czyli „zielona ziemia” – nabierze realnego, a jednocześnie dramatycznego znaczenia. Przekonamy się wówczas, czy rację miał francuski naukowiec Paul-Émile Victor który w połowie ubiegłego wieku ogłosił, że Grenlandia to w istocie nie jedna, ale trzy wyspy, połączone lodową pokrywą. Na razie zieleń pokazuje się jedynie latem, przez kilka krótkich tygodni. Jednak z roku na rok powiększa się otaczający wyspę w miesiącach letnich pas wolny od lodu.

Podobnie jak w innych regionach Arktyki wiosna i początek lata 2012 r. były tu wyjątkowo gorące. Fale ciepłego powietrza z południa sprawiły, że temperatury osiągnęły niespotykanie wysoki poziom. To z kolei przyspieszyło topnienie powierzchniowej warstwy lodu. Zdjęcia wykonane z satelitów pokazują, że w dniach od 8 do 12 lipca bieżącego roku topniejąca część powierzchni Grenlandii wzrosła z 40 do 97 procent. Nawet w centralnej części wyspy, na wysokości dwóch tysięcy metrów, zaobserwowano oznaki topnienia. W połowie lipca od lodowca Petermann w północno-zachodniej części wyspy oderwała się góra lodowa o długości 30 kilometrów. Na tym właśnie polega główny problem: w ciągu ostatnich kilku lat takie zdarzenia występują z coraz większą częstotliwością. Na Grenlandii, ale także w kanadyjskiej części Arktyki, na Syberii, na należącej do Norwegii wyspie Spitsbergen i na Alasce – ta tendencja jest aż nadto widoczna.

 

Marsz przez tundrę

Domy w Ilulissat wyglądają jakby zostały przeniesione z baśni braci Grimm. Urocze budyneczki, w większości drewniane, pomalowane na żywe kolory, stoją zbite w grupkę, zwrócone w stronę wybrzeża, z widokiem na zatokę pełną gór lodowych. Mimo że jest słoneczna niedziela, jedynie na stadionie piłki nożnej widać niewielkie poruszenie. Dwie lokalne drużyny rozgrywają mecz na boisku pełnym kałuż. Na trybunach grupki dzieci dość obojętnie obserwują widowisko. Trenuje tu drużyna z Ilulissat, która już kilkakrotnie wygrała mistrzostwa Grenlandii (mecze są rozgrywane w stolicy, Nuuk).

Kończy się lato i jesień zaczyna się z opóźnieniem. Zwykle o tej porze krajobraz ulega przemianie po pierwszych opadach śniegu. Ląduję w Kangerlussuaq, miejscowości liczącej 600 mieszkańców, gdzie znajduje się największe na Grenlandii lotnisko. Zbudowano je jeszcze w czasie II wojny, aby przyjmować ruch powietrzny z amerykańskiej bazy lotniczej, znajdującej się w tym regionie. O tej porze roku grunt powinien być przykryty śniegiem, ale wokół widzę głównie brązową, suchą ziemię. Zatrzymuję się w niewielkim pensjonacie i po kolacji, złożonej z mięsa karibu, kieruję się do miejscowego baru, gdzie większość klienteli stanowią Inuici. Rozmawiam z kilkoma z nich i mówię, że mam zamiar następnego ranka wyruszyć pieszo w kierunku lodowca Russell, oddalonego o 25 kilometrów. Uprzedzają mnie, że lodowiec traci coraz więcej masy, a rzeki, którymi spływa woda z roztopów, występują z brzegów.

Marsz przez tundrę przypomina chodzenie po miękkim materacu; podłoże jest tak grząskie i niestabilne, że nogi często zapadają się aż po kolana. Po drodze napotykam kilka wołów piżmowych i karibu, żywiących się mchem i porostami, których jeszcze nie pokrył śnieg. Pardwy górskie o prawie białych już o tej porze piórach, których gatunek od tysiąca lat upodobnił się do panujących tu zwykle warunków, czekają na opady śniegu.

Po kilku kilometrach wyczerpującego marszu docieram do miejsca, gdzie znajduje się mnóstwo wielokształtnych oczek ze słodką wodą. Rozbijam namiot na noc nad brzegiem jeziora Orsuarnissarajuttoq. O świcie wchodzę na wzgórze, skąd rozciąga się widok na wewnętrzną część Grenlandii: od tego miejsca morze lodu rozciąga się tysiąc kilometrów na wschód i prawie dwa tysiące na północ. Jednak to, co zastaję po dotarciu do lodowca Russell, potwierdza opowieści z baru w Kangerlussuaq. Czoło lodowca cofnęło się o wiele metrów, w morenie widać pęknięcia i szczeliny, a drobne strużki na powierzchni świadczą o tym, że traci dużo wody.

Z lądu do morza

Na Oceanie Arktycznym, który otacza biegun północny i obejmuje północne wybrzeże Grenlandii, unosi się olbrzymia tafla morskiego lodu. Jej średnia grubość wynosi od jednego do czterech metrów, w niektórych miejscach, gdzie utrzymuje się wieczna zmarzlina, może przekraczać nawet 20 metrów. Latem jej południowe fragmenty topnieją i całkowita powierzchnia zmniejsza się o ponad połowę. Rosnące temperatury sprawiły, że w latach 2007–2011 skurczyła się do rozmiarów najmniejszych w historii.

Według Carlosa M. Duartego, badacza z hiszpańskiej Najwyższej Rady Badań Naukowych (CSIC), prognoza na temat nadchodzących zmian klimatycznych jest trafna. – Przekroczyliśmy próg gwałtownych zmian i teraz zarówno lód morski, jak i cała pokrywa lodowa Grenlandii ulega nieodwracalnej destabilizacji. Najnowsze prognozy, które przedstawia również Marynarka Wojenna Stanów Zjednoczonych, przewidują, że w 2030 r. przed końcem lata cała ta powierzchnia zniknie.

Stopnienie lodu morskiego, poza tym że spowoduje znaczne zaburzenie równowagi ekologicznej w regionie (ma bezpośredni wpływ na życie niedźwiedzi polarnych, fok i innych gatunków zwierząt), pociągnie za sobą poważne niebezpieczeństwo dalszych zmian klimatycznych. Lód morski odbija 90 proc. energii słonecznej, którą otrzymuje. W miarę jak lodowa pokrywa będzie topnieć, ta energia trafi do morza, co sprawi, że temperatura na Ziemi wzrośnie. Zmiana stopnia zasolenia, czy nadmiar słodkiej wody pochodzącej z roztopionych lodowców może też zmienić bieg prądów morskich, a skutki tego będą odczuwalne na całym świecie, nie tylko w regionach arktycznych.

 

Wyścig do podmorskich bogactw

Topnienie Grenlandii i całego regionu arktycznego ma także znaczenie gospodarczo-polityczne. Kilka lat temu rosyjska łódź podwodna wpłynęła na wody otaczające biegun północny, w odległości około 700 km od wybrzeży Grenlandii, a jej załoga umieściła flagę swego kraju na dnie morskim. Kilka miesięcy po tym incydencie w pobliżu Spitsbergenu topniejący lód odsłonił dwie nieznane do tej pory wyspy. Rozpoczęto gorączkowe badania podmorskich łańcuchów górskich, aby sprawdzić, do którego z krajów należą i kto mógłby włączyć te nowo odkryte fragmenty lądu do swego terytorium. Norwegia, Dania, Rosja, Kanada i USA w pośpiechu sporządzały mapy dna morskiego swoich wód terytorialnych, szukając możliwości rozszerzenia granic i uzyskania kontroli nad ukrytymi skarbami Arktyki: ropą naftową, gazem ziemnym, minerałami, rybami.

Latem br. Dania, do której należy autonomiczny region Grenlandii, wysłała ekspedycję naukową na północ wyspy, aby zebrać dane, pozwalające jej ubiegać się o prawa do znacznej części dna morskiego, między innymi obszaru, na którym znajduje się biegun północny. Kraj ten ma zamiar złożyć petycję do ONZ, co z kolei spowoduje konflikt interesów z Rosją i Kanadą, które również roszczą pretensje do tych terenów. Jak twierdzi Christian Marscussen, naukowiec kierujący ekspedycją, chociaż Duńczycy są przekonani, że mogliby przedstawić tę petycję bez dodatkowych formalności, chcą uzyskać dane potwierdzające, że fragment dna morskiego, o który się upominają, stanowi przedłużenie łańcucha górskiego Łomonosowa i należy do Grenlandii.

Poza dostępem do łowisk, złóż minerałów, gazu i ropy naftowej, topnienie Arktyki przyniesie także otwarcie nowych szlaków morskich. Żeglarze marzyli o nich od wieków – umożliwią szybsze i tańsze połączenia między Azją i Ameryką. To wszystko, oczywiście, pociągnie za sobą tworzenie ogromnej infrastruktury na terenach dotąd nieskażonych działalnością człowieka, co nie tylko doprowadzi do ich zniszczenia, ale i spowoduje zagrożenie dla całej planety. Właśnie dlatego 21 lipca Greenpeace rozpoczął międzynarodową kampanię pod hasłem „Uratuj Arktykę”, wzywając ONZ, by uznała dziewicze regiony za ścisły rezerwat przyrody, podobnie jak to zrobiła wcześniej z Antarktydą.

Jak twierdzi Carlos M. Duarte, bierność wobec zmian klimatycznych daje się wytłumaczyć: Odkąd podczas szczytu klimatycznego w Kopenhadze w 2009 r. nie udało się osiągnąć porozumienia, obserwujemy coraz mniejszą wolę działania w polityce. Od tego czasu poziom emisji gazów cieplarnianych rośnie, a przywódcy polityczni i zwykli obywatele koncentrują się na kryzysie gospodarczym, nie zdając sobie sprawy, że tenże kryzys w połączeniu z globalnym ociepleniem może rozpętać piekło. Zaczynamy to zauważać w Stanach Zjednoczonych, gdzie tego lata panuje rekordowa susza.

Mimo dramatycznych obrazów i tego wszystkiego, co opowiedzieli mi ludzie tacy jak Inuuteq Qaavigaq, wszystkie katastrofalne myśli znikają na kilka chwil podczas jednej z moich ostatnich nocy na Grenlandii. Słońce świeci ostro i możliwe, że pojawi się widowiskowa zorza. Oddalam się więc kilka kilometrów od wioski i postanawiam zjeść kolację pod gołym niebem. Welon zielonego i niebieskiego światła przepływa po niebieskim sklepieniu, tańcząc z zawrotną szybkością. Jego blask jest tak intensywny, że w środku nocy oświetla wiekowe lodowce. Pośród tej ciszy rozbrzmiewa trzask pękającego lodu. Magia chwili. Jak długo jeszcze?

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną