Dalajlama

Ulubiony święty wszechświata
Dalajlama XIV (Tenzin Gjatso) - kim jest i czego pragnie duchowy i polityczny przywódca Tybetańczyków?
Dharamsala, zwana 'małą Lhasą'
Jace/Flickr CC by SA

Dharamsala, zwana "małą Lhasą"

uważany za wcielenie wszystkich poprzednich dalajlamów
TheAlieness GiselaGiardino²³/Flickr CC by SA

uważany za wcielenie wszystkich poprzednich dalajlamów

Przez pierwsze dwa lata życia był zwykłym dzieckiem w zwykłej tybetańskiej rodzinie. Urodził się w 1935 r. we wsi Takcer w północno-wschodniej prowincji Amdo. Rodzice nazwali go Lhamo Thondup, co można przetłumaczyć jako „Spełniająca Życzenia Bogini". Wyrafinowane imię nie szło jednak w parze z pochodzeniem przyszłego dalajlamy.
Jego rodzice byli ubogimi rolnikami, dzierżawili kawałek ziemi ze skromnymi uprawami, hodowali bydło i trochę kur. W sumie urodziło im się szesnaścioro dzieci, przeżyło zaledwie siedmioro. Niezwykły jest fakt, że inkarnację jednego z lamów rozpoznano także w najstarszym bracie małego Lhamo, a inny brat został mnichem.

Dalajlama opowiada o swoim domu rodzinnym, jako skromnej budowli z kamieni i gliny, ze zmyślną konstrukcją z gałęzi jałowca, która odprowadzała z dachu deszczówkę. W domu było sześć pomieszczeń - kuchnia, pokoje: modlitw, rodziców i gościnny, a także komórka na zapasy i pomieszczenie dla bydła. Nie były to luksusy. Dokazywał jak każde dziecko w jego wieku - wspomina, jak ciągnął ojca za wąsy, co temu niezbyt się podobało. Okazał się jednak być kimś więcej, niż zwykłym chłopcem.

 

Jest uważany za wcielenie wszystkich poprzednich dalajlamów, których uznaje się za emanację bodhisattwy Awalokiteśwary, czyli postaci, która osiągnęła stopień rozwoju duchowego przysługującego Buddzie. Pozostaje ona jednak na ziemi, by pomagać wszelkim istotom w dochodzeniu do stanu Buddy. Według wierzeń, to stan pełnego oświecenia, poza czasem, przestrzenią i materią, wyrwany z kręgu wiecznego odradzania się w kolejnych postaciach (m. in. zwierzęcia, człowieka, półboga i boga). Dalajlamowie są uznawani za tzw. tulku, czyli istoty, które po śmierci świadomie wybierają swoje przyszłe wcielenie. Dalajlamę określa się także „żywym buddą".

Poszukiwanie tulku
Dalajlama XIII, Thubten Giaco zmarł w 1933 r. - Zwykle po około dwóch latach od śmierci dalajlamy rozpoczyna się poszukiwania jego wcielenia. Te dwa lata są dość umowne, trzeba wziąć pod uwagę czas potrzebny na pojawienie się odrodzonej świadomości, w tym pobyt w łonie, i czas na wykazanie się niezwykłymi cechami, które lepiej są widoczne, gdy dziecko zacznie mówić - wyjaśnia dr Agata Bareja-Starzyńska, kierująca zakładem Turkologii i Ludów Azji Środkowej na Wydziale Orientalistycznym UW.

Poszukiwacze inkarnacji zmarłych lamów czy dalajlamów są swego rodzaju duchowymi detektywami, idącymi tropem wskazówek, udzielonych jeszcze za życia dalajlamy, a także tych, które pojawiły się po jego śmierci (jak na przykład ułożenie ciała). Poszukiwacze tulku korzystają z informacji o wszystkich „cudownych" dzieciach (obecnie obszar poszukiwań to nie tylko Tybet i okoliczne kraje, ale praktycznie cały świat) - Chodzi o dzieci wyjątkowe, posiadające niezwykłe zdolności, jak na przykład umiejętność mówienia w dialekcie, którego  nie znają rodzice, a znał mistrz buddyjski, którego wcieleniem jest dziecko - tłumaczy dr Bareja-Starzyńska - Jednocześnie odnajdowanie reinkarnacji jest wyszukiwaniem i promowaniem talentów. Intronizowane dziecko otrzymuje najlepszą opiekę i wykształcenie,  a splendor spływa na całą rodzinę i może przynieść awans społeczny. Ekspedycja poszukiwawcza może znaleźć nie tylko dalajlamę (przedstawiciela szkoły Gelug, jednej z czterech głównych szkół buddyzmu tybetańskiego), ale także inkarnacje innych lamów, czyli duchowych nauczycieli.

W przypadku Dalajlamy XIII, komitet poszukiwawczy wziął pod uwagę kilka wskazówek: po śmierci jego głowa zwróciła się w kierunku północnego-wschodu (tam znajduje się prowincja Amdo, gdzie urodził się Dalajlama XIV), ponadto na  tzw. „jeziorze wizji", Lhamo Lhaco, jeden z lamów dostrzegł m. in. trzypiętrowy klasztor z turkusowo-złotym dachem i nieduży dom z dziwaczną rynną oraz kilka liter, unoszących się na powierzchni wody. Jedną z tych liter zinterpretował jako nazwę prowincji Amdo. To właśnie tam komitet odnalazł, odpowiadający opisowi z wizji, klasztor Kumbum oraz dom z nietypową rynną.

Na czele komitetu poszukiwawczego stał mnich Kewcang Rinpocze. Przebrany za służącego przybył do domu przyszłego dalajlamy, wówczas dwuletniego dziecka. Podczas spotkania chłopczyk wdrapał się mnichowi na kolana i zażądał zwrotu różańca, który ten miał na szyi (okazało się potem, że należał on do zmarłego lamy). Mnich obiecał, że odda mu różaniec, pod warunkiem, że chłopczyk powie, kim jest. Dziecko bezbłędnie rozszyfrowało, że Kewcang Rinpocze jest lamą z klasztoru Sera. Prawdziwy test odbył się nieco później. Jak zwykle w takich przypadkach, dziecku pokazano przedmioty należące do zmarłego dalajlamy: - Zarówno te prawdziwe, jak i bardzo do nich podobne. Mogą to być przedmioty kultu, jak różaniec, ale także przedmioty codziennego użytku, jak miska czy laska - mówi dr Bareja-Starzyńska. Inkarnacja dalajlamy musi rozpoznać wszystkie mówiąc „to moje".

Test wypadł pomyślnie, ale dalajlama trafił do Lhasy dopiero dwa lata później, ponieważ rządzący wówczas prowincją Amdo chiński satrapa Ma Bufeng za zgodę na wyjazd chłopca do innej prowincji zażądał wysokiego okupu.

Wreszcie, po czwartych urodzinach, dalajlama wraz z rodzicami przybył do Lhasy. Na oficjalną intronizację w pałacu Potala, tzw. pałacu zimowym, siedzibie tybetańskiego rządu czekał kolejny rok. W końcu, w 1940 r. zasiadł na Lwim Tronie, tronie władcy Tybetu. Podczas tej ceremonii ścięto mu włosy i ubrano - w nieodłączne od tego momentu - mnisie szaty. Podczas uroczystości dalajlama przybrał swoje nowe imię: Dzietsyn Dziambel Ngalang Losang Jeszie Tenzin Gjatso (Święty Pan, Szlachetna Chwała, Pełny Współczucia Obrońca Wiary, Ocean Mądrości). Do czasu osiągnięcia pełnoletniości, obowiązki głowy państwa miał pełnić regent.

Mały budda

Jak to jest być dzieckiem-dalajlamą? Dzieckiem i jednocześnie przywódcą całego państwa? Dalajlama wspomina, że mieszkał w zimnej sypialni na najwyższym, siódmym piętrze pałacu, dzieląc ją z... myszami, które często wyjadały pokarm ofiarny z miseczek przy modlitewnym ołtarzu.

Dnie spędzał pracowicie na nauce. Uczył się logiki, sztuki i kultury Tybetu, sanskrytu, medycyny i filozofii buddyjskiej, a także poezji, muzyki, astrologii, frazeologii, synonimiki i sztuki dyskutowania. Brał udział w posiedzeniach rządu a potem... biegł się bawić. Pamięta zwłaszcza parę śpiewających ptaków i złoty zegarek, prezent od prezydenta Roosevelta, który przywiozła mu amerykańska delegacja. Ulubionymi zabawkami był jednak nakręcany pociąg i kolekcja ołowianych żołnierzy, których z czasem nauczył się przetapiać na mnichów. Jako dziecko nie zawsze stosował się do zaleceń filozofii „bez przemocy", bywało, że podczas zabawy pięści szły w ruch...  Interesował się przede wszystkim zbrojowniami w pałacu, uwielbiał sklejać modele czołgów, okrętów i samolotów.

Beztroskie dzieciństwo zostało przerwane w 1950 r., kiedy Chiny rozpoczęły akcję „pokojowego wyzwalania Tybetu". 80 tys. żołnierzy Armii Ludowo-Wyzwoleńczej przekroczyło granicę. Mieli naprzeciw siebie tylko 8,5 tys. słabo wyszkolonych i dysponujących przestarzałym sprzętem żołnierzy tybetańskich.

Dalajlamę odwiedza roztrzęsiony brat, Takcer Rinpocze, opowiada o prześladowaniach mnichów w prowincji Amdo i swoistym ultimatum, jakie postawili mu chińscy komuniści, którzy  de facto uwięzili go we własnym klasztorze. Obiecali mu wolność, jeśli przekona dalajlamę, by ten zaakceptował chińską władzę nad Tybetem. Sytuacja staje się coraz poważniejsza, otoczenie dalajlamy, za radą wyroczni, przyspiesza jego intronizację (dalajlama wspomina, że podczas wielogodzinnej ceremonii był na czczo, zjadł wcześniej jedynie jabłko, czego potem bardzo żałował, bo z uroczystości niewiele zapamiętał poza „rosnącą potrzebą opróżnienia pęcherza"). Piętnastoletni dalajlama staje się więc oficjalnym przywódcą Tybetu. Wkrótce na kilka miesięcy opuszcza Lhasę, jedzie na południe Tybetu i czeka na rozwój wypadków. Wysyła do Pekinu swoją delegację, która ma rozmawiać z przedstawicielami chińskich władz. Delegacja, jak się potem okazało pod chińskim przymusem, gdyż nie miała do tego upoważnienia dalajlamy, podpisała tzw. siedemnastopunktową ugodę w sprawie Tybetu (uznawała go za część Tybetu, ale dawała również autonomię i prawo decydowania o jego sprawach przez dalajlamę).

W 1954 r. Dalajlama przyjął zaproszenie Mao Zedonga i odwiedził Chiny. Spotkał się z chińskim przywódcą, który zrobił na nim dość dobre wrażenie. Odbył podróż po Chinach, podziwiał postęp techniczny. Kiedy jednak w 1955 r. wrócił do Tybetu, sytuacja znowu uległa pogorszeniu. Okupujący Tybet Chińczycy zaczęli przemocą narzucać swoje porządki, a ofiarami padali zwykli obywatele i mnisi. Tybetańczycy stawiali opór, powstawały oddziały partyzanckie. W 1958 r. dalajlama zdał wszystkie końcowe egzaminy i otrzymał tytuł gesze, czyli doktora nauk buddyjskich. W Tybecie wciąż wrzało. W 1959 r. wybuchło krwawo stłumione przez Chiny powstanie Tybetańczyków. Dalajlama opuścił Tybet zrywając siedemnastopunktową umowę. Schronił się w Indiach, gdzie co prawda dostał azyl, ale Indie, nie chcąc drażnić Chin, nie uznały jego rządu emigracyjnego. Wkrótce do Indii zaczęli ściągać tybetańscy uchodźcy.

Dalajlama stawia na demokrację
W 1960 r. Dalajlama osiadł w byłym brytyjskim miasteczku, Dharamsali. Tam też do dziś mieści się siedziba tybetańskiego rządu na wychodźstwie i parlamentu. Od początku dalajlama postawił na pełną demokrację. W Dharamsali powstała Komisja Tybetańskich Deputowanych Ludowych (dzisiejszy parlament, czyli Congdu), najwyższe ciało ustawodawcze, w którym zasiadali przedstawiciele wszystkich tybetańskich regionów oraz każdej z głównych tradycji buddyzmu tybetańskiego.

W 1963 r. dalajlama ogłosił demokratyczną konstytucję opartą na Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka i wartościach buddyjskich. W jej ramach nie tylko parlament jest wybierany w wyborach bezpośrednich, ale także premier (tzw. Kalon Tipa). W 1987 r. dalajlama przedstawił w ONZ pięciopunktowy plan pokojowy zakładający przekształcenie Tybetu w strefę pokoju, zaprzestanie masowych przesiedleń Chińczyków na teren Tybetu, poszanowanie praw człowieka, rezygnację przez Chiny z produkcji broni jądrowej i składowania odpadów radioaktywnych w Tybecie, a także rozpoczęcie rokowań między Tybetem a Chinami na temat przyszłego statusu Tybetu. Plan ten został potem rozwinięty do propozycji powołania demokratycznego Tybetu, stowarzyszonego z ChRL, ale z powodu braku reakcji ze strony Chin, rząd tybetański się z niej wycofał. - Własnoręcznie pozbawił się większości prerogatyw politycznych. To, co mu zostało to pełny mandat do prowadzenia negocjacji z Chinami - mówi Adam Kozieł z zespołu praw człowieka w Tybecie w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Noblista i negocjator
W 1989 r. dalajlama otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla. Komitet Noblowski w uzasadnieniu podkreślał, że dalajlama od lat konsekwentnie przeciwstawia się stosowaniu przemocy. W 2002 r. rozpoczęły się rundy rozmów przedstawicieli tybetańskiego rządu z Chinami. Dotychczas odbyło się ich osiem: - Dalajlama nie chce niczego ponad to, co zapisano w chińskiej konstytucji, czyli autonomii dla Tybetu. Domaga się po prostu przestrzegania prawa - mówi Kozieł.

Co jakiś czas pojawiają się pogłoski o rezygnacji dalajlamy z pełnienia politycznych funkcji, co wynika ze szczególnej roli, jaką pełni: - Kiedy dalajlama mówi językiem duchownego, uważany jest za naiwnego polityka, kiedy używa języka politycznego, traci na tym jego wiarygodność duchownego - mówi jeden z działaczy praw człowieka w Tybecie. Pod koniec listopada na konferencji prasowej w Dharmsali wykluczył jednak rezygnację i zapowiedział kontynuację drogi środka w dialogu z Chinami.

Druga Lhasa

W Indiach żyje dziś według szacunków od 120-200 tys. Tybetańczyków (w samym Tybecie ok. 5-6 mln osób), większość z nich w Dharamsali, zwanej potocznie „drugą Lhasą": - Postarali się przenieść tutaj nie tylko wzorce kulturowe, ale także zrekonstruować pozostawione w Tybecie budynki, klasztory - opowiada Adam Sanocki, wieloletni działacz praw człowieka, obecnie związany z Amnesty International, który kilkakrotnie był w Dharamsali.

 

Dalajlama mieszka w klasztorze Namgyal w tybetańskiej części Dharamsali, czyli McLeod Ganj. Żeby się z nim spotkać, trzeba zapisać się na audiencję. Wielką sławą i zainteresowaniem cieszą się jednak publiczne wykłady Dalajlamy: - Do Dharamsali zjeżdżają wtedy ludzie z cały świata, w tym roku był m.in. Richard Gere,  uczeń Dalajlamy, od dawna zaangażowany w walkę o prawa człowieka w Tybecie - opowiada Sanocki.

Przywódcy światowi chętnie spotykają się z dalajlamą, ale często nieoficjalnie, gdyż nie chcą drażnić Chin, z którymi łączą ich gospodarcze relacje. Chiny do perfekcji opanowały niezwykle liczący się w dyplomacji język gestów. Ostatnio odwołały zaplanowany na 1 grudnia szczyt UE-Chiny w związku zapowiedzią spotkania Sarkozy'ego z dalajlamą w Polsce.

Dzień z życia dalajlamy

Dzięki autobiografii „Wolność na wygnaniu" dalajlamy wiemy, jak wygląda jego typowy dzień. Wstaje ok. czwartej rano, czyta mantry, następnie pije gorącą wodę i zażywa tybetańskie lekarstwa (nie wiadomo dokładnie jakie, wiadomo jednak, że są one przygotowywane z różnych związków organicznych, łączone z tlenkami metali i minerałami, jak na przykład sproszkowanymi diamentami). Przez kolejne pół godziny pozdrawia Buddów, robi pokłony, modli się, po czym myje i idzie na spacer. O 5.15 je śniadanie, na które przeznacza pół godziny. Podczas posiłku czyta religijne teksty - ciekawe, co by na to powiedzieli znawcy stołowej etykiety?

Medytuje do 8 rano, z krótką przerwą na wysłuchanie BBC World Service o 6.30. Do południa studiuje filozofię buddyjską, a po lunchu o 12.30 czyta oficjalne dokumenty i gazety (zresztą czyta je także przy jedzeniu). O 13 udaje się do biura, gdzie do 17 zajmuje się sprawami rządu i udziela audiencji. Po powrocie do domu znów się modli i medytuje, czasem ogląda telewizję. O 18 pije herbatę (angielską, gdyż tybetańska - przyrządzana z solą i masłem - smakowała mu tylko w Potali) i studiuje teksty. Kładzie się ok. 21 i „mocno zasypia".

Wiemy też nieco o jego przyzwyczajeniach. Nie jest wegetarianinem (choć przez pewien czas nie jadł mięsa ani jaj) i lubi dobrze zjeść (najbardziej smakowała mu kuchnia matki). Uwielbia zegarki, bo pasjonują go ich mechanizmy.

Urok mnicha

W tym roku amerykański tygodnik „The Time" po raz kolejny uznał Dalajlamę XIV za najbardziej wpływowego przywódcę politycznego na świecie. Skąd bierze się ta niezwykła popularność tybetańskiego mnicha, któremu - jakby na to nie patrzeć - przez prawie 40 lat nie udało mu się wywalczyć wolności dla Tybetu?

Obrońcy praw człowieka tłumaczą, że, mimo, iż koncepcja drogi środka poniosła fiasko, Tybetańczycy w istocie nie mają innego sposobu, by ubiegać się o autonomię. Ten maleńki naród ma naprzeciw siebie światową potęgę. Sam dalajlama nie odrzuca jednak przemocy obawiając się silniejszego przeciwnika, lecz z powodu przekonania, że to jedyna dopuszczalna forma postępowania. - W Niemczech uważany jest za większy autorytet niż papież-Niemiec, ale tego nie da się wytłumaczyć. Uznawany jest za człowieka o niezwykłej charyzmie i autorytecie moralnym. Czasem mówi się o nim, że to ulubiony święty wszechświata - mówi Kozieł - Jeden z amerykańskich dziennikarzy powiedział kiedyś o nim, że jest doskonale zwyczajny i zwyczajnie doskonały. Trafił w sedno.

Większość informacji o życiu dalajlamy zostało zaczerpniętych z jego autobiografii „Wolność na wygnaniu".


Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj