szukaj
Latający Holender
Ze swymi marzeniami o awiacji młody Holender Anthony Fokker trafił na dobry czas: do Niemiec u progu Wielkiej Wojny, podczas której samolot urósł do rangi niezastąpionego narzędzia walki. Fokker dostarczył wilhelmińskiej armii wiele latających maszyn. Był znakomitym pilotem,ale czy rzeczywiście konstruktorem?
Fokker Dr I. Najsławniejszy samolot z fabryki Fokkera.
Wikipedia

Fokker Dr I. Najsławniejszy samolot z fabryki Fokkera.

Fokker D VII. Prawdopodobnie najlepszy samolot myśliwski I wojny światowej.
Wikipedia

Fokker D VII. Prawdopodobnie najlepszy samolot myśliwski I wojny światowej.

Początek 1910 r. Holender Anthony Fokker rozpoczął właśnie studia w Szkole Technicznej w Bingen. Zapewne nudził się na zajęciach - gardził wyższą matematyką i naukami teoretycznymi, ale nie miał wyboru. Fokker senior, bogaty właściciel plantacji kawy na Jawie, godząc się, by syn rozwijał techniczne zainteresowania, postawił warunek: nauka miała zakończyć się dyplomem. Uczelnia w Bingen nie miała rangi politechniki, ale cieszyła się dobrą opinią, a jej absolwenci otrzymywali tytuł inżyniera. Nie oferowała jednak tego, co najbardziej interesowało młodego Holendra – wiedzy z zakresu budowy aeroplanów. Do Fokkera uśmiechnęło się jednak szczęcie – w pobliskim Zalbach zorganizowano szkołę pilotażu. Otrzymał akceptację ojca dla swojego nowego pomysłu.

Pierwsze maszyny Fokkera

Na miejscu okazało się, że nie tylko nie ma tam żadnej maszyny latającej, ale nawet nikogo, kto potrafiłby latać! Kursanci mieli sami zbudować swoje samoloty, by następnie nauczyć się na nich latać! Fokkera to nie zraziło. Szybko doszedł do porozumienia z innym entuzjastą, właścicielem 50-konnego silnika Argus, i rozpoczął budowę swojego pierwszego aeroplanu. W efekcie powstał jednopłat, na którym pilot wykonywał skoki nad lotniskiem, niektóre nawet 600-metrowej długości. Latał sam, bez instruktora, którego i tak w Zalbach nie było. Próba wykonania bardziej skomplikowanych ewolucji skończyłaby się z pewnością katastrofą, jednak na szczęście dla Fokkera samolot został rozbity przez wspólnika.

Drugą maszynę Fokker zamówił u Jacoba Geodeckera, jednego z najbardziej doświadczonych niemieckich konstruktorów lotniczych i inżyniera z prawdziwego zdarzenia. Nowy samolot nie stanowił już zagrożenia dla życia pilota. Umiejętności Fokkera wzrosły szybko na tyle, by spełnił on ówczesne, dodajmy – niewielkie, wymagania stawiane lotnikom. 7 czerwca 1911 r. Anthony Herman Gerard Fokker otrzymał niemiecką licencję pilota z numerem 88. Wkrótce kolega z kursu znów rozbił maszynę, jednak Fokker nie zmartwił się zbytnio, wybudował trzeci samolot, wprowadzając drobne zmiany do konstrukcji Geodeckera (co pozwoliło mu później twierdzić, że zaprojektował go samodzielnie). Tak narodził się Haarlem Spider.

Samolot był jeszcze bardzo młodym wynalazkiem. Flyer braci Wright wzniósł się w powietrze 17 grudnia 1903 r. - w Europie udało się to dopiero trzy lata później - pierwszego przelotu dokonał duński zegarmistrz i wynalazca maszyny z kranami do piwa Jacob Ellehammer (41 m na wysokości ok. 50 cm!). Jednak lotnictwo, niebezpieczny sport dla zamożnych dżentelmenów, miało przed sobą ogromne perspektywy. Zdeterminowany młody człowiek, dysponujący kapitałem, miał w tej nowej dziedzinie szansę na zawrotną karierę.

Fokker rozumiał to zapewne, kiedy podejmował decyzję o związaniu swojego życia z awiacją. Wykorzystując świeżo nabyte doświadczenia, postanowił założyć szkołę pilotów. Jego Spider, bardzo stabilny i łatwy w pilotażu, nadawał się idealnie do szkolenia adeptów. Fokker wpadł też na doskonały pomysł: wyposażył swój samolot w drugie siedzenie, dzięki czemu mógł pełnić rolę instruktora w powietrzu. Dziś wydaje się to oczywiste, wtedy jednak kandydaci na pilotów słuchali rad instruktora przeważnie na ziemi... Na miejsce dla swojej szkoły Fokker wybrał położone nieopodal Berlina Johannisthal, najważniejsze w ówczesnych Niemczech centrum lotnicze (stał tam największy w Niemczech hangar dla sterowców, w którym mieściły się dwa zeppeliny).

W maju 1912 r. powstała firma Fokker Aeroplanbau z kapitałem zakładowym wysokości 300 tys. marek. Za siedzibę służył jej drewniany barak, personel składał się z dwóch mechaników. Wkrótce szkoła Fokkera zaczęła się rozwijać, on sam zaś zasłużył sobie na opinię utalentowanego instruktora i świetnego pilota. Wśród uczniów szybko znaleźli się oficerowie z wojskowej bazy lotniczej w Doeberitz, co pozwoliło nawiązać wiele cennych kontaktów. Pierwsze wyprodukowane przez Fokkera samoloty trafiły właśnie tam. Wojsko szybko stało się najważniejszym klientem.

W połowie 1913 r. Inspektorat Sił Powietrznych (IdFlieg) zaproponował Fokkerowi trzyletni kontrakt na szkolenie pilotów wojskowych, stawiając jeden warunek: miejscem szkolenia nie mogło być coraz bardziej zatłoczone Johannisthal. Wskazano małe lotnisko nieopodal Schwerin. Lukratywna umowa skusiła Fokkera - wkrótce w Schwerin znalazła się nie tylko szkoła pilotów, ale i rozrastające się powoli, działające na granicy opłacalności warsztaty.

W tym samym roku dowództwo pruskiej armii rozpisało konkurs na nowy samolot wojskowy. Maszyna miała być szybka, łatwa w obsłudze, montaż w warunkach polowych nie mógł trwać dłużej niż dwie godziny, demontaż godzinę. Trzy kolejne konstrukcje Fokkera nie spełniły warunków konkursu. Ale żaden z konkurentów również nie potrafił zbudować odpowiedniej maszyny. Zdaje się, że w Europie był tylko jeden samolot odpowiadający specyfikacji – francuski Morane-Saulnier, nie dość, że posiadający doskonałe własności lotne, to jeszcze tak prosty w obsłudze, że dwóch ludzi potrafiło go złożyć w 11 minut!

Fokker postanowił, nie po raz pierwszy i nie ostatni, skorzystać z cudzych pomysłów. W styczniu 1914 r. wybrał się w podróż do Paryża, gdzie nabył uszkodzony egzemplarz Morana typu H. W fabryce maszynę rozebrano na części i skopiowano, wprowadzając kilka udoskonaleń, przede wszystkim stosując w konstrukcji kadłuba kratownicę spawaną z rur stalowych zamiast skomplikowanej, usztywnianej naciągami kratownicy drewnianej. Takim drobiazgiem jak prawa patentowe oczywiście nikt nie zawracał sobie głowy. Nowy M5 zyskał szybko opinię bardzo udanego i łatwego w pilotażu. Armia złożyła zamówienie, a fabryka Fokkera w Schwerin została uratowana.

Wielki wojenny biznes

Wybuch wojny otworzył przed Fokkerem i innymi producentami samolotów perspektywy, o jakich wcześniej nie śnili. Początkowo działania miały charakter zwyczajnej wojny manewrowej. Obie strony starały się zaangażować jak największe masy piechoty i kawalerii, by po zdobyciu przewagi wydać bitwę i zniszczyć przeciwnika. Jednak we wrześniu Niemcy zostali zatrzymani nad Marną, w październiku przegrali wyścig ku morzu. Europa została przedzielona pasem okopów, drutu kolczastego, stanowisk karabinów maszynowych i artylerii. Kawalerzyści utracili możliwość prowadzenia zwiadu, co pozbawiło sztaby wszelkich wiadomości o sytuacji po drugiej stronie frontu.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj