szukaj
Recenzja filmu "Zabriskie point", reż. Michelangelo Antonioni
Antonioni kontestator
Film drogi włoskiego mistrza

Nakręcony 40 lat temu, wydany teraz dopiero na DVD, dramat obyczajowy Michelangelo Antonioniego „Zabriskie point” miał być swego czasu odpowiedzią na „Swobodnego jeźdźca”. Jedyny amerykański film drogi włoskiego mistrza, zrealizowany tuż po wielkim sukcesie „Powiększenia”, w najgorętszym okresie hipisowskiej gorączki nie zdołał przyćmić legendarnego manifestu Dennisa Hoppera. Krytykując rewolucję dzieci-kwiatów został odebrany jako dzieło wydumane. Zebrał kiepskie recenzje, przepadł w kinach i w konsekwencji przyczynił się do bankructwa wytwórni Metro Goldwyn Mayer, która wyłożyła na niego pieniądze. Klęska nie była w pełni zasłużona. „Zabriskie point” oglądane z dzisiejszej perspektywy wydaje się filmem nadspodziewanie dojrzałym, przynoszącym niebanalną refleksję na temat buntu młodych oraz politycznego konfliktu końca lat 70. minionego stulecia.

Antonioni konfrontuje w nim dwie różne postawy nienawidzącej mieszczańskiej Ameryki młodzieży poszukującej krętymi drogami wolności. Pierwszą symbolizuje uciekający na kalifornijską pustynię student niesłusznie oskarżony o zabójstwo policjanta. Drugą – jego dziewczyna, pacyfistka dokonująca w wyobraźni aktu krwawej zemsty na bezdusznych przemysłowcach. „Zabriskie point” zapada w pamięć nie tyle z powodu polemicznych treści, co niezwykłych obrazów Doliny Śmierci, gdzie rozgrywa się znaczna część akcji, poprzez które została wyrażona główna idea filmu: budowa nowego raju jest tylko złudnym marzeniem, utopią, imaginacyjnym mirażem. Nie ma się co dziwić, że pokolenie LSD nie zobaczyło w nim siebie.

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj