Recenzja płyty: Kate Bush, „Director's Cut”

Wydanie drugie, poprawione
Bush znów bierze na warsztat swoje dwie superprodukcje z przełomu lat 80. i 90.
materiały prasowe

Z jednej strony uwielbiana przez konserwatystów, dla których ambitny wokalny pop z lat 80. jest ostatnią ciekawą rzeczą w muzyce. Z drugiej strony – jest punktem wyjścia dla amerykańskich muzyków alternatywnych, którzy wspominają jej utwory jako muzykę dzieciństwa, odkrywając w nich mgłę romantyzmu, aurę tajemnicy. No i dla wokalistek autorek pokroju Joanny Newsom.

Bush chyba wyczuła to zainteresowanie, bo znów bierze na warsztat swoje dwie superprodukcje z przełomu lat 80.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną