Recenzja spektaklu: "Operetka", reż. Wojciech Kościelniak

Celebryci, flesze i Oscary
Przedstawienie powstawało w Teatrze Na Woli, w obsadzie nie ma aktorów Dramatycznego, za to dramatyczne jest, bez wyjątków, aktorstwo.
Miało być rewolucyjnie, ale z tematu rewolucji zostało niewiele ponad numery śpiewane przez grupę motocyklistów.
Agata Grzybowska/Agencja Gazeta

Miało być rewolucyjnie, ale z tematu rewolucji zostało niewiele ponad numery śpiewane przez grupę motocyklistów.

Znakiem firmowym duetu Dzióbek-Kościelniak stało się taśmowe przerabianie polskiej klasyki na spektakle muzyczne: od dość jeszcze udanej „Lalki” w Teatrze Muzycznym w Gdyni, przez ciężką i nudną „Ziemię obiecaną” w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie, po najnowszą produkcję – „Operetkę” Gombrowicza, która inauguruje dyrekcję Tadeusza Słobodzianka, od teraz szefa trzech stołecznych scen, w tym Teatru Dramatycznego, w którym jest grana.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną