Dlaczego panowie lubią kobiece piersi
Jak słońce, jabłka, pomarańcze
Kobiece piersi to od zawsze fascynujący obiekt erotyczny i artystyczny. Ostatnio także – a nawet coraz bardziej – medyczny.
Niektóre tak piękne, że zapiera w piersi dech i powinny dostać nakaz chodzenia do pasa nago.
Bartek Sadowski/Forum

Niektóre tak piękne, że zapiera w piersi dech i powinny dostać nakaz chodzenia do pasa nago.

Bogini Matka,Kerala, Teyyam.
Corbis

Bogini Matka,Kerala, Teyyam.

Posąg bogini Durga, Kolkata, Zachodni Bengal, Indie.
Corbis

Posąg bogini Durga, Kolkata, Zachodni Bengal, Indie.

Kobieta w kąpieli, Courbet.
Corbis

Kobieta w kąpieli, Courbet.

La Fornarina, Rafael Santi, 1518-1519 r.
Araldo de Luca/Corbis

La Fornarina, Rafael Santi, 1518-1519 r.

Czytaj także

Jej zęby jak trzody owiec postrzyżonych. Wargi niby wstęga karmazynowa. Piersi jak dwoje bliźniątek u sarny” – wielbi fragmenty ukochanej król Salomon w „Pieśni nad pieśniami”. Piersi powinny być okrągłe. Wszystko, co piękne nam i bliskie, wyrasta z krągłości lub półokrągłości. Takie jest słońce, księżyc, jabłko, obrączka, siatkówka w oku, twarz matki, którą rozpoznajemy najpierw ze wszystkich rzeczy świata. Pierś na początku życia czujemy tylko po zapachu, nie po kształcie, umyj jedną z piersi, a noworodek zacznie ssać nieumytą.

Są jak dwie pomarańcze – mówi Dorota Wellman, dziennikarka, w albumie „Piersi w Polsce: pokazujemy piękno, aby je chronić” Rafała Olejniczaka i Katarzyny Biegańskiej. W albumie tym, który ma zachęcać kobiety do badania piersi, prezentują (lub zasłaniają) piersi swe Baar, Czubówna, Dancewicz, Grochola, Mensah, Olejnik, Peszek, Stenka, Werner i inne znane, lecz nie z tego, że są znane.

Apetyczne i czyste. Dobrze się mieściły w rękach mężczyzn, którzy mnie kochali. Nie da się ich rozłożyć na boki ani spłaszczyć. Zawsze mnie wyprzedzają, są wszędzie pierwsze – wyznaje Dorota Wellman. Jej piersi sprężyście uginają się pod ciężarem, sutek piękny. Już na pierwszy rzut oka widać: mieszczą się, że hej.

Z sutkami bywa różnie. Raz są jak podstawki do opierania sztućców na stole, raz sterczące, lecz nieprzesadnie, z ciemną aureolą lub jasną, to znów tak delikatną, że prawie poświatową.

Bywa, że pierś niemal nie odstaje od klatki piersiowej i składa się na dobrą sprawę głównie z sutka. W takim guście, na czubku wysokich pięknych nóg w ciemnych rajstopach, prezentuje swoje Manuela Gretkowska. Śmiało, nie zakrywając ich rękawicą bokserską, jak to czyni Omenaa Mensah lub Patrycja Markowska – siecią (na ryby?).

Gotowe na wszystko

Dziewczyny o biuście żadnym pragną go powiększyć. Wypróbowały już wszystkie głupie kremy zwiększające i chcą ciąć. Dr Bartłomiej Noszczyk, chirurg plastyczny, zwykle odradza. Mogą być komplikacje. Odrzucenie silikonu, przerost torebki łączno-tkankowej, trzeba wówczas brać antybiotyki, wkład wyrzucić, boli itd., itp. A one nic. Gotowe na wszystko. Jeśli przyszły z mamą, mama zwykle popiera. Jeśli z mężem, on udaje, że to żony fanaberia, że właściwie nie chce, bo naturalne jest najładniejsze. Aż wreszcie wypala: jeśli już masz się ciąć, to niech one będą jak największe.

Z forów internetowych tymczasem nie wynika, że mężczyźni lubią cyce dyniowate, rozdęte przez silikon, albo i naturalne, dobre do pornosów, lecz nie do pieszczot, bo wprawiony mężczyzna, choć silikon ma obecnie postać jak plastelina lub jak guma, czuje z pewnością pod palcami, że to nie żywe ciało, lecz plastik. Toteż Manuela Gretkowska nigdy by swoich nie powiększyła. Za bardzo je lubi – dyskretne są, nienachalne, zawsze pod ręką, nie podległe cezurze stanika. Manuela nie znosi na ciele pasków, biżuterii, zegarków. Niczego prócz pieszczot. Voila.

Mężczyźni z Internetu wolą średnie. Per Heden, szwedzka znakomitość w chirurgii plastycznej, twierdzi, że trzem czwartym jego pacjentek chodzi nie o biust wielki, lecz o lepszy kształt tego, co mają. Tu zaś natura jest rozrzutna. Takiej obfitości kształtów nie ma w obrębie nosa, ramion, tyłków – niczego, co na ciele. Piersi bywają w kształcie rur, jabłek, gruszek, zebranych u dołu, jajek na patelni, piłek golfowych, pąków róży. Ten ostatni typ romantyczny i wzruszający widzimy u Otylii Jędrzejczak.

Dorota Segda ma przepiękny: dorodne jabłka. Renata Dancewicz także, podziwiane w całej krasie, która nie minęła, przez pułkownika Kwiatkowskiego. Każde ciało jest OK – mówi Dancewicz, każde piersi też są OK.

I fakt. Franciszkowi Starowieyskiemu podobały się w kształcie, jak to nazywał, jajek usmażonych na patelni, a nie roztrzepanych widelcem, nieco przewisłych. Co nie znaczy, że starych. Niektóre kobiety rodzą się z nieco niższym zawieszeniem i nie zależy to od wieku.

Sterczą przez całe życie

Rubens malował małe, kształtne, kuliste. Na biodrze jego kobiet może coś się przyfałdować, lecz piersi są jak wytoczone. Z pewnością miała je Helena Trojańska z obrysem tak doskonale okrągłym, że modelowano wedle niego formy do odlewania pucharów.

Na malunkach z Indii piersi kobiet boginek są też nierzeczywiście okrągłe, jak powiększone piłki pingpongowe, podobne do tych, które widnieją na wizerunkach Matki Boskiej z dzieciątkiem, aczkolwiek piersi Matki są zwykle nijakie, sztuczne, lekceważąco przypięte do ciała na wysokości obojczyka, a nie środkowej części żeber, gdzie zwykle rezydują. Jakby malarz bał się im przydać solidniejszej cielesności w obawie, iż mogłyby podobać się mężczyznom.

A lekceważyć piersi nie sposób. Hanna Bakuła, malując akt, patrzy na nie, co prawda, z początku jak na bukiet kwiatów, jabłko na stole albo wzgórza za oknem. I nagle staje się coś metafizycznego. Piersi modelki zaczynają żyć własnym, zaskakującym artystkę, życiem. Ona włącza się w to życie, rozmywa piersi, podkreśla, erotyzuje, zmniejsza, powiększa. Stają się równie ważną częścią obrazu jak twarz, a czasem najważniejszą. Swoich w albumie nie prezentuje w naturze, a tylko namalowane – solidne, duże, z mocnymi brodawkami. Niczego sobie.

Katarzyna Grochola wyznaje, że też ma duże, bo nacierała je w młodości jajkami. Ale że mając do wyboru śliczne piersi (kokietuje), wolałaby mieć śliczny, wysoko umieszczony argentyński tyłeczek. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Samice szympansów mają piersi, które powiększają się, kiedy mają karmić młode, na co dzień są płaskie jak deski. Samice innych ssaków w ogóle piersi, bywa, nie mają, mleko spływa im po skórze, a dzieci je zlizują. A u kobiet one sterczą przez całe życie, również wtedy, gdy nie karmią – zupełnie nieproduktywnie. Po co?

Według angielskiego zoologa Desmonda Morrisa, autora „Nagiej małpy”, piersi są naśladowaniem właśnie tyłeczka damskiego. Przodkowie nasi jaskiniowcy, kopulujący przez wieki na pieska, wypraktykowali, że pozycja twarzą w twarz bardziej zbliża do siebie parę, przez co stosunki są częstsze, a dzietność w gromadzie rośnie. Przez kolejne wieki łechtaczka przesunęła się więc usłużnie w miejsce wygodniejsze – do przodu. Natura pragnąc skłonić do zbliżeń frontalnych, wzmogła rośnięcie piersi, które miały być kopią półkolistych pośladków – form tak niegdyś pożądanych.

Timothy Taylor idzie w podobnym kierunku. Kobieta wyprostowana nie mogła demonstrować swej pochwy jak wówczas, gdy chodziła na czterech kończynach. Potrzebowała nowej atrakcji z przodu, widocznej przez mężczyzn na poziomie ich oczu, bez względu na to, czy stała bliżej nich czy dalej.

Meredith Small z kolei sądziła, że piersi stanowiły spiżarnię tłuszczową dla kobiet zapuszczających się daleko od jaskini w poszukiwaniu jedzenia. Ale piersi niechętnie pozbywają się swego tłuszczu. Przy odchudzaniu łydki, brzuch, uda zmniejszają swą objętość szybciej niż one. Piersi muszą się oszczędzać. Zawsze były i są dla kogoś.

W najnowszym numerze POLITYKI

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij