Chorzy na Crohna. Po diagnozie rzucają się na życie zaciekle
Życie z rurką
Tłumią strach i próbują żyć szczęśliwie. Jeśli umieją. Ci z crohnem.
Małgorzata Lewandowska-Fared z córką Amirą i prof. Markiem Pertkiewiczem, jednym z nielicznych fachowców od leczenia crohna.
Tadeusz Późniak/Polityka

Małgorzata Lewandowska-Fared z córką Amirą i prof. Markiem Pertkiewiczem, jednym z nielicznych fachowców od leczenia crohna.

Barbara Krajewska tułała się po szpitalach półtora roku zanim zdiagnozowano jej chorobę Crohna.
Tadeusz Późniak/Polityka

Barbara Krajewska tułała się po szpitalach półtora roku zanim zdiagnozowano jej chorobę Crohna.

Barbara Krajewska – rozbrykana, zbuntowana, nieduża. 32 lata, a wygląd gimnazjalistki. Będzie zawsze szczupła. Czy widział kto krona przy kości? Nie, i nie zobaczy.

Ojca Barbary długo leczono na korzonki, aż okazało się, że bóle są od raka jelita grubego. Dziadek też miał raka, ale jelita cienkiego. Nie dożyli 50 lat. Przed śmiercią ojciec dowiedział się, że Barbara też choruje. Bolał ją brzuch, miała gorączkę i biegunki. Przeleżała w szpitalu kilka miesięcy. Schudła 20 kg. Skóra i kości. Lekarze zastanawiali się: może pasożyt. Wyniki krwi miała dobre, ma do dziś. Więc pewnie nerwica. Albo anoreksja; w 16 roku życia to się dziewczynom zdarza. Biorą na przeczyszczenie i dlatego z nich leci. Barbara zaczynała w końcu myśleć, że może jej się wydaje, że ma biegunkę z krwią.

Tułała się po szpitalach półtora roku i ciągle tylko anoreksja. Aż endokrynolożka ze szpitala przy Niekłańskiej zatelefonowała do znajomego gastrologa w innym mieście. Zalecił badanie, które nikomu wcześniej nie przyszło do głowy – kolonoskopię. Okazało się, że to choroba Leśniowskiego-Crohna. Autoimmunologiczna. Organizm atakuje jelito cienkie. System odpornościowy, zamiast bronić własnych kiszek, rzuca się na nie. Stają się sztywne i fragmentami owrzodzone. Kron musi brać leki, żeby system osłabić, ale wtedy atakują go różne infekcje – błędne koło.

Kron nie może się denerwować. A Barbarze wszystko zwaliło się naraz. Matura, egzamin na rusycystykę, śmierć ojca: morze stresu. Kron się rozbuchał. Barbara ważyła 20 kg, jej szyja nie miała siły nosić głowy.

Ojciec Barbary umarł w listopadzie, a w grudniu włączono jej sztuczne żywienie pozajelitowe. W skrócie Ż.P. Bo w kronie sztywne kiszki nie wchłaniają wartości odżywczych z jedzenia. Żołądek trawi, stara się, wydziela soków trawiennych więcej, niż trzeba, posyła jedzenie do jelit, a ono przelatuje przez nie prawie bez pożytku, coś tam wchłaniają, ale tyle, że człowiek umarłby z głodu. I kiedyś ludzie z chorymi jelitami tak umierali. Ż.P. zostało wprowadzone do medycyny dopiero w latach 60. ubiegłego wieku. Poprzednio karmiono wprost do jelit, jeśli one, choć chore, jednak przetrwały. Barbarę podłączono do Ż.P., które siłą grawitacji albo przez specjalną pompę toczy się rurką z worka do przetoki wmontowanej na stałe w żyłę. Wprost do krwi.

Rosyjski film

Tylko raz zdarzyło się samobójstwo. Pacjent, chyba prawnik, wziął przepustkę z kliniki przy ul. Czerniakowskiej, pojechał do domu i się zastrzelił. Ale można się zabić inaczej. Niektórzy nie wytrzymują Ż.P., zaczynają pić i umierają.

Wielu zamyka się w sobie, nie wychodzą z domu, boją się, rozpamiętują krzywdę, uczepieni worka z chemicznym jedzeniem duszą i ciałem. Pewnie żyją krócej.

Siłę do życia daje Barbarze wiara. I mąż. Jeszcze matka i siostra. Bóg ujął jej wiele z życia, ale później dodał. Jak Hiobowi. Czy da się inaczej wytłumaczyć, że ona i pewien mężczyzna poszli tego samego dnia na ten sam film? Nic nie dzieje się z przypadku. Rosyjski film był nudny, na sali mało ludzi, więc wysoki, przystojny facet siedzący obok i ona zaczęli rozmawiać. Nie, żeby to była miłość od pierwszego wejrzenia, ale czuła, że zna go od zawsze. Po seansie wymienili się numerami. Zaczęli się spotykać. Dzwonił i dzwonił. Czuła się trochę osaczona. Przestał. Cierpiała. Normalne wzloty i upadki w stanie zakochania. Szybko powiedziała o chorobie. Po co ci ktoś taki chory? – pytała. A on, że jest mu bliska, z kronem włącznie.

Rodzicie kupili mu mieszkanie, zaprosił ją do siebie. Ale została u matki, nie zamieszkali razem, jak teraz zwykle bywa. Jest wierząca ze wszystkimi konsekwencjami. Chce iść do ślubu w naprawdę białej sukience. On – że poczeka.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj