Polscy krzyżowcy

Orły z krzyżami

Przeciw Pomorzanom

Postanowienia soboru z Clermont szybko i chętnie zostały zinterpretowane jako walka z pogaństwem w ogóle. Taka interpretacja trafiła na szczególnie podatny grunt na ziemiach polskich. Zamiast uciążliwej i bardzo kosztownej peregrynacji do Ziemi Świętej, można było zorganizować taką samą, jeśli idzie o korzyści religijne, krucjatę przeciwko najbliższym pogańskim sąsiadom: Prusom, Jadźwingom, Litwinom, Pomorzanom i Słowianom Połabskim. Dawało to, poza całkowitym odpuszczeniem grzechów, bardzo wymierne korzyści terytorialne, materialne i polityczne.

Pierwszym, który podjął takie działania, był już Bolesław Krzywousty. Zajął ziemie Pomorzan. Z kroniki Galla Anonima dowiadujemy się, jakich to wielkich, cudownych i bohaterskich czynów dokonywały pobożne hufce księcia Bolesława w krwawych i licznych walkach ze „stawiającymi opór, z ich wrodzonej przewrotności, Pomorzanami”. Wyprawa odbywała się z pełnym zachowaniem rytuałów towarzyszących wyprawom krzyżowym: msze przed bitwami, powszechne przystępowanie do komunii świętej, procesje z obnoszeniem w obozie krzyża.

Kiedy rycerstwo zachodniej Europy szykowało się do drugiej krucjaty, na naszym pograniczu zorganizowano wyprawę krzyżową przeciwko Słowianom Połabskim. Wyruszyła w 1147 r. z Magdeburga pod wodzą margrabiów Albrechta Niedźwiedzia i Konrada z Wettynu. Z dobrze wyposażonym dwudziestotysięcznym hufcem uczestniczył w niej syn Bolesława Krzywoustego, książę wielkopolski Mieszko III Stary, późniejszy książę krakowski i zwierzchni książę Polski. W kronikach zapisano, że uczynił to, „by pilnować polskich interesów u ujścia Odry”.

Wyprawa zyskała pełne uznanie głównego ideologa wypraw krzyżowych, św. Bernarda z Clairvaux, który wezwał chrześcijańskich książąt i rycerzy Pomorzan, aby „z pomocą Bożą albo ów ich kult, albo też lud sam cały został zniszczony”. I rzeczywiście, tak też się wkrótce z tymi plemionami stało. Rzeź północnych plemion wywołała jednak liczne protesty w zachodniej Europie. Pod ich naciskiem papież Eugeniusz III nakazał, aby następne wyprawy przeciwko Słowianom i Pomorzanom nie odbywały się już pod pretekstem niesienia tam krzyża. Co nie przeszkodziło Bolesławowi Kędzierzawemu, ówczesnemu księciu krakowskiemu, do zainicjowania w 1165 r. wyprawy krzyżowej przeciwko Prusom. Nie przyniosła ona zapewne spodziewanych efektów, skoro ponowiona została zimą 1166–1167, ale zakończyła się dotkliwą klęską. W bitwie zginął wspomniany już książę Henryk Sandomierski.

Krucjaty wznowił dopiero książę krakowski Kazimierz Sprawiedliwy, prawdopodobnie zimą 1194 r. Była to zorganizowana z pełnym ceremoniałem wyprawa krzyżowa mająca chrystianizować Jadźwingów, tych „obmierzłych, tkwiących w grzechach saladynistów, wrogów wiary świętej najhaniebniejszych bałwochwalców” – jak zapisał w swojej kronice mistrz Wincenty Kadłubek. Tym razem zakończyła się sukcesem; przez kilka lat Jadźwingowie uznawali zwierzchność księcia krakowskiego.

Pierwsze lata XIII w. stały pod znakiem przygotowań do kolejnych wypraw przeciwko Bałtom, Prusom, Litwinom, Łotyszom, Kurom, Galindom i Estom. Pomijano przy tym wielowiekowe doświadczenia europejskie, że chrystianizacja mogła się rozwijać tylko w zwartych organizacjach państwowych, gdzie misje otrzymywały materialne i moralne wsparcie od władców; na plemienno-rodowych ziemiach pruskich było to niemożliwe.

Organizatorem krucjat w 1222 i 1223 r. był książę krakowski Leszek Biały. Ten sam, który inspirował Pakosława Starego do wyprawy do Jerozolimy. Wspierali go książęta pomorscy Świętopełk i Warcisław, a także hufce księcia śląskiego Henryka Brodatego i władcy Mazowsza Konrada Mazowieckiego. Jedynym wymiernym efektem drugiej wyprawy było odzyskanie ziemi chełmińskiej. Na krótko jednak, gdyż po roku Prusowie ponownie ją zajęli. Podobnie bez sukcesu, mimo zdobycia strategicznej osady Rajgrodu, zakończyła się wspólna, polsko-ruska wyprawa przeciwko Jadźwingom.

Krzyżacy zamiast Templariuszy

W tej sytuacji w 1225 r. Konrad Mazowiecki zaprosił do Polski krzyżaków, czyli Zakon Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego. Działał za namową Henryka Brodatego z zamiarem ostatecznej chrystianizacji Prusów i Jadźwingów, a ze skutkami bardzo dobrze znanymi z późniejszej historii. Pierwotnie Konrad zamierzał zaprosić templariuszy. Niestety, nie mogli pojawić się oni na Mazowszu w odpowiedniej, gwarantującej skuteczność działań, liczbie.

Po nie najlepszych doświadczeniach księcia Światopełka pomorskiego z calatraversami, a także biskupa pruskiego Chrystiana z braćmi dobrzyńskimi, mazowiecki książę nie zamierzał tworzyć pojedynczej komandorii, lecz szukał siły zbrojnej rozwiązującej mu, niejako kompleksowo, problemy z Prusami. Dlatego oferta złożona przez krzyżaków – przybycie tu całego zakonu, z wielkim mistrzem na czele – a więc armii bitnych rycerzy, w zamian za prawo do osadzania się na zdobytych terytoriach, brzmiała bardzo atrakcyjnie.

Krzyżacy wywiązywali się z obowiązku bardzo skutecznie, zwłaszcza że – w początkowym okresie – mogli liczyć na pomoc polskich książąt dzielnicowych i rycerstwa, dla których była to najlepsza metoda wypełniania powinności dobrego chrześcijanina. Największa krzyżacka wyprawa przeciwko Prusom, z udziałem wszystkich – bez wyjątku – polskich książąt dzielnicowych, miała miejsce w 1234 r. Uczestniczyli w niej także licznie rycerze z innych krajów, dzięki czemu znalazła szerokie odbicie w historiografii europejskiej.

Religijnie i wojskowo zakończyła się ona sukcesem. W bitwie nad rzeką Dzierzgoń w pobliżu Marienwerder (Kwidzyna) krzyżowcy wyrżnęli w pień pruskie wojska, po czym „z radością, chwaląc łaskę Zbawiciela, powrócili do swoich krajów”. Kto nie wyrzekł się pogańskiej wiary, szedł pod miecz. Wyprawa ta materialnie nie przyniosła ani Polsce, ani polskim książętom żadnych korzyści, posłużyła natomiast umocnieniu krzyżaków w Prusach i umożliwiła im stworzenie tam państwa zakonnego.

Jeszcze raz polscy książęta (wielkopolscy Przemysł I i Bolesław, kujawski Kazimierz, pomorscy Sambor i Racibor) stanęli u boku Krzyżaków oraz oddziału krzyżowców austriackich – ale tym razem w wyprawie przeciwko chrześcijańskiemu księciu gdańskiemu Światopełkowi. Rzekomo wspierał on powstanie Prusów przeciwko Zakonowi Krzyżackiemu. Tak naprawdę krzyżacy dążyli do opanowania żeglugi na Wiśle.

Słów kilka o krucjacie, do której nie doszło. Zachowała się korespondencja Bernarda z Clairvaux z biskupem krakowskim Mateuszem Cholewą z 1146 r. Opat konsultował się w sprawie podjęcia krucjaty przeciwko schizmatykom na Rusi i w krajach wschodnich, „by wykorzenić raz na zawsze ich bezbożne obrzędy i obyczaje”. Polacy nie uważali jednak prawosławia za pogańskie wierzenia. Biskup Mateusz próbował to w bardzo oględny sposób przedstawić Bernardowi. Napisał do niego, że wobec widocznej rezerwy księcia krakowskiego wobec tej idei, tylko sam opat mógłby swą żarliwością przekonać do podjęcia zbożnego dzieła: „Ufamy, że gdyby się tu znalazł opat z Clairvaux, potrafiłby takiego cudu dokonać... I nie tylko na Rusi, która jest jakby drugim światem, ale także w Polsce i w Czechach, w całej w ogóle Słowiańszczyźnie”.

Bernard z Clairvaux zapowiedział w tej sytuacji swą wizytę w Polsce. Wybierał się do Krakowa na dwór księcia Bolesława Kędzierzawego oraz do Jędrzejowa, gdzie znajdowało się pierwsze opactwo cysterskie na polskich ziemiach. Nawet już wyruszył w drogę, ale ciężka choroba zatrzymała go w Spirze. Zamiast niego przybył do Krakowa specjalny wysłannik papieża Eugeniusza III kardynał Hubaldo. Nie miał on jednak ani zdolności krasomówczych sławnego opata, ani jego charyzmy. Misja zakończyła się całkowitym niepowodzeniem. Podobne losy spotkały nawoływania do krucjaty przeciwko schizmatykom oraz „częściowym poganom na wschodzie”, które skierował Bernard z Clairvaux do „dzielnego narodu czeskiego” oraz do „kościołów na Morawach”.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną