Historia

Orły z krzyżami

Polscy krzyżowcy

Władysław II Wygnaniec. Być może to on dowodził wspomnianymi przez Jana Kinnamosa zbrojnymi Lechitami w trakcie drugiej krucjaty. Władysław II Wygnaniec. Być może to on dowodził wspomnianymi przez Jana Kinnamosa zbrojnymi Lechitami w trakcie drugiej krucjaty. Wikipedia
Polscy rycerze najchętniej wybierali się na krucjaty przeciw pogańskim sąsiadom. Ale wyruszali też do Ziemi Świętej.

Bóg tak chce! – taki okrzyk wzniósł 27 listopada 1095 r. na synodzie w Clermont papież Urban II. Takie też było główne hasło wszystkich wypraw krzyżowych w celu oswobodzenia Ziemi Świętej, Jerozolimy, obrony Grobu Pańskiego i zwalczania pogan.

Odzew rycerstwa europejskiego był zgodny z oczekiwaniami. Przyczyniły się do tego w niemałym stopniu obietnice odpuszczenia wszystkich ziemskich grzechów, łącznie ze śmiertelnymi, zarazem uzyskania szczęśliwości w życiu pozagrobowym. W życiu doczesnym spodziewać się można było sławy oraz bogactwa i powszechnego uznania. Dla młodszych synów rycerskich rodów była to życiowa okazja do zrobienia kariery. Ruszyli zatem rycerze do walki zbrojnej z poganami. Nazwano ich krzyżowcami – od krzyża, który był im drogowskazem w tej wojnie.

Zbrojny oddział Lechitów

Kroniki nie odnotowują, by ktoś z Polski uczestniczył w pierwszej wyprawie. Wieści z synodu albo trafić musiały tu z wyraźnym opóźnieniem, albo też czekano na pierwsze efekty krucjaty. Chrześcijaństwo nie było jeszcze tak ugruntowane jak na zachodzie Europy. Kościół na ziemiach polskich jeszcze nie uporał się do końca z dawnymi wierzeniami. Miał w pamięci nie tak dawne próby restytucji pogaństwa. Być może dlatego z pierwszą krucjatą, w odróżnieniu od sąsiedniego królestwa czeskiego, nie zabrał się nie tylko żaden polski hufiec, ale nawet pojedynczy rycerz. Za to w drugiej krucjacie uczestniczył razem z krzyżowcami francuskimi i niemieckimi „zbrojny oddział Lechitów”, co jest udokumentowane przez kronikarza Jana Kinnamosa (Joanisa Cinnami). Wszystko wskazuje na to, że dowodził nimi książę Władysław II Wygnaniec.

Władysław II, pierwszy senior z nadania Bolesława Krzywoustego, próbował po objęciu władzy złamać ojcowski testament i zbrojnie scalić państwo rozbite na dzielnice. Wspierany przez księcia kijowskiego Wsiewołoda oraz króla rzymskiego Konrada III, był bardzo bliski tego celu. Jednakże obłożony anatemą przez Jakuba ze Żnina, arcybiskupa gnieźnieńskiego, za wszczęcie bratobójczej wojny i posiłkowanie się w niej pogańskimi wojskami (oddziałami Połowców w składzie posiłków ruskich) zmuszony został do opuszczenia kraju. Poprzez udział w wyprawie krzyżowej chciał uzyskać odpust całkowity i zdjęcie anatemy, co umożliwiłoby mu powrót do kraju i ponowne ubieganie się o tron. Wiadomo, że cały i zdrowy powrócił z wyprawy, jednak nie do Polski – do końca życia pozostał na ziemi niemieckiej.

W krucjacie tej mieli, według Jana Długosza, brać udział także inni polscy rycerze, ochotnicy w oddziałach Konrada III. Podobno kilku z nich zainspirowało potem księcia sandomierskiego Henryka do wyprawy do Jerozolimy w 1154 r. Henryk ze swym rycerstwem przebywał w Ziemi Świętej ponad rok. Następstwem było sprowadzenie do Polski pierwszych zakonników-rycerzy: templariuszy i joannitów. Zostali osadzeni w Opatowie i Zagości. W szeregach templariuszy, a podobno nawet na ich czele, przybył do Polski Wojsław Trojanowic z rodu Powałów, znany później pod przydomkiem Jerozolimczyka.

Kolejny kronikarski zapis dotyczy Jaksy z Miechowa, możnowładcy małopolskiego z rodu Gryfitów. Walczył on w Ziemi Świętej dwukrotnie, w tym na pewno w 1162 r. Polska zawdzięcza mu sprowadzenie nad Wisłę zakonu bożogrobców. Z tych wypraw pozostały w ludzkiej pamięci nazwiska Jana Gniewomira z rodu Strzegomitów oraz Krystyna, wojewody mazowieckiego. Wspomnieć należy księcia Jaksę, ostatniego władcę plemienia Hobolan nad Hawelą, tworzącego małe słowiańskie księstwo w Kopanicy (dzisiaj Koepenick – dzielnica Berlina). Wielu historyków przypisuje właśnie jemu, a nie Henrykowi Brodatemu sprowadzenie templariuszy do Tempelhof w dzisiejszym Berlinie. Wyparty zbrojnie ze swego księstwa przez Albrechta Niedźwiedzia, margrabiego Brandenburgii, osiadł ostatecznie po 1157 r. na ziemiach polskich lub na Pomorzu.

Wśród zachowanych dokumentów małopolskich znajduje się również pergamin bez daty, informujący o tym, że rycerz Dzierżek herbu Janina, brat biskupa płockiego Wita, z powodu wyjazdu na wojnę w obronie krzyża zapisał swoje dobra klasztorowi premonstratensów z Buska. Prawdopodobnie wziął udział w trzeciej krucjacie.

Książę z Polski

Wiek XIII przyniósł już znacznie więcej informacji o uczestnictwie polskich rycerzy w wyprawach krzyżowych. Przede wszystkim u boku węgierskiego króla Andrzeja II w 1217 r. Wiadomo o jakiejś „chorągwi księcia z Polski”. Historycy do dziś toczą spór o to, kim był ten słowiański książę. Najczęściej wymieniany jest książę opolski Kazimierz. Jeżeli tak, to zapewne za sprawą jego żony Violi, księżniczki bułgarskiej. Przypuszcza się, że doszło do tego mariażu w czasie pobytu księcia w tym kraju i na carskim dworze. A mógł tam przebywać jedynie jako krzyżowiec. Wydaje się to wysoce prawdopodobne, bo on właśnie później osadzał także templariuszy w księstwie opolskim.

Wśród pretendentów do stanowiska dowódcy owego oddziału wymienia się także znanego dobroczyńcę templariuszy w Wielkopolsce księcia ujskiego Władysława Odonica, zwanego Plwaczem, oraz Kazimierza II, księcia dymińskiego (pomorskiego), który miał zginąć w Ziemi Świętej. Możliwe, że był nim nawet syn księcia Henryka Brodatego i św. Jadwigi – Henryk Pobożny. Kolejny polski rycerz wyruszył do Ziemi Świętej ok. 1220 r., a więc prawdopodobnie w czasie V krucjaty. Nazywał się Sieciech Konradowic, pochodził z ziemi opolskiej. Wysoce prawdopodobny jest także udział w tej krucjacie księcia białogardzkiego Racibora. Wymienić należy także Budzisława Krzesławica z rodu Odrowążów, który zapisał bożogrobcom swoją posiadłość Krzesławice.

Prawdopodobnie ostatnią zbrojną ekspedycję polskiego rycerstwa do Ziemi Świętej stanowiła, datowana na lata trzydzieste XIII w., wyprawa Pakosława Starego Awdańca. Był to małopolski możnowładca na dworze księcia krakowskiego Leszka Białego. Niewykluczone, że inicjatorem wyprawy był sam książę, który przecież ślubował uczestnictwo w zbrojnej obronie chrześcijaństwa na Wschodzie. O jej terminie można wnosić na podstawie aktu darowizny dokonanej przez Pakosława, gdy ofiarował zakonowi bożogrobców wieś Udarz (w intencji bezpiecznego wyjazdu w celu obrony i pokuty u grobu Chrystusa). Dokument nosi datę 9 września 1232 r. Wynika z tego, że polscy rycerze wyruszyli na Wschód krótko po odzyskaniu Jerozolimy, Betlejem i Nazaretu przez krucjatę Fryderyka II. Potem na pewno z Polski wyruszali templariusze. Każda komandoria musiała przecież zasilać szeregi zakonu walczącego w Ziemi Świętej, wysyłając co roku jednego rycerza wraz z koniem i zbroją. Obowiązek ten egzekwowany był w europejskich komandoriach do czasu wyparcia zakonu na Cypr.

Ostatni, jednak niezbyt chwalebnie, zapisał się w dziejach krucjat polski książę Henryk IV, obdarzony przydomkiem Probus, czyli Rzetelny. Otóż w 1284 r. zagrabił on zdeponowany w klasztorze dominikanów we Wrocławiu depozyt w wysokości 90 grzywien srebra, przeznaczony na dofinansowanie kolejnej wyprawy krzyżowej. Został za to z papieskiego polecenia przez arcybiskupa Jakuba Świnkę obłożony ekskomuniką. Książę pokajał się przed II Soborem Lyońskim, deklarując publicznie gotowość udziału w najbliższej krucjacie i oddania zagarniętych kwot z nawiązką tysiąca grzywien. Klątwę z księcia zdjęto, ale ani do wyprawy, ani do zwrotu depozytu czy wpłacenia nawiązki nigdy nie doszło.

Przeciw Pomorzanom

Postanowienia soboru z Clermont szybko i chętnie zostały zinterpretowane jako walka z pogaństwem w ogóle. Taka interpretacja trafiła na szczególnie podatny grunt na ziemiach polskich. Zamiast uciążliwej i bardzo kosztownej peregrynacji do Ziemi Świętej, można było zorganizować taką samą, jeśli idzie o korzyści religijne, krucjatę przeciwko najbliższym pogańskim sąsiadom: Prusom, Jadźwingom, Litwinom, Pomorzanom i Słowianom Połabskim. Dawało to, poza całkowitym odpuszczeniem grzechów, bardzo wymierne korzyści terytorialne, materialne i polityczne.

Pierwszym, który podjął takie działania, był już Bolesław Krzywousty. Zajął ziemie Pomorzan. Z kroniki Galla Anonima dowiadujemy się, jakich to wielkich, cudownych i bohaterskich czynów dokonywały pobożne hufce księcia Bolesława w krwawych i licznych walkach ze „stawiającymi opór, z ich wrodzonej przewrotności, Pomorzanami”. Wyprawa odbywała się z pełnym zachowaniem rytuałów towarzyszących wyprawom krzyżowym: msze przed bitwami, powszechne przystępowanie do komunii świętej, procesje z obnoszeniem w obozie krzyża.

Kiedy rycerstwo zachodniej Europy szykowało się do drugiej krucjaty, na naszym pograniczu zorganizowano wyprawę krzyżową przeciwko Słowianom Połabskim. Wyruszyła w 1147 r. z Magdeburga pod wodzą margrabiów Albrechta Niedźwiedzia i Konrada z Wettynu. Z dobrze wyposażonym dwudziestotysięcznym hufcem uczestniczył w niej syn Bolesława Krzywoustego, książę wielkopolski Mieszko III Stary, późniejszy książę krakowski i zwierzchni książę Polski. W kronikach zapisano, że uczynił to, „by pilnować polskich interesów u ujścia Odry”.

Wyprawa zyskała pełne uznanie głównego ideologa wypraw krzyżowych, św. Bernarda z Clairvaux, który wezwał chrześcijańskich książąt i rycerzy Pomorzan, aby „z pomocą Bożą albo ów ich kult, albo też lud sam cały został zniszczony”. I rzeczywiście, tak też się wkrótce z tymi plemionami stało. Rzeź północnych plemion wywołała jednak liczne protesty w zachodniej Europie. Pod ich naciskiem papież Eugeniusz III nakazał, aby następne wyprawy przeciwko Słowianom i Pomorzanom nie odbywały się już pod pretekstem niesienia tam krzyża. Co nie przeszkodziło Bolesławowi Kędzierzawemu, ówczesnemu księciu krakowskiemu, do zainicjowania w 1165 r. wyprawy krzyżowej przeciwko Prusom. Nie przyniosła ona zapewne spodziewanych efektów, skoro ponowiona została zimą 1166–1167, ale zakończyła się dotkliwą klęską. W bitwie zginął wspomniany już książę Henryk Sandomierski.

Krucjaty wznowił dopiero książę krakowski Kazimierz Sprawiedliwy, prawdopodobnie zimą 1194 r. Była to zorganizowana z pełnym ceremoniałem wyprawa krzyżowa mająca chrystianizować Jadźwingów, tych „obmierzłych, tkwiących w grzechach saladynistów, wrogów wiary świętej najhaniebniejszych bałwochwalców” – jak zapisał w swojej kronice mistrz Wincenty Kadłubek. Tym razem zakończyła się sukcesem; przez kilka lat Jadźwingowie uznawali zwierzchność księcia krakowskiego.

Pierwsze lata XIII w. stały pod znakiem przygotowań do kolejnych wypraw przeciwko Bałtom, Prusom, Litwinom, Łotyszom, Kurom, Galindom i Estom. Pomijano przy tym wielowiekowe doświadczenia europejskie, że chrystianizacja mogła się rozwijać tylko w zwartych organizacjach państwowych, gdzie misje otrzymywały materialne i moralne wsparcie od władców; na plemienno-rodowych ziemiach pruskich było to niemożliwe.

Organizatorem krucjat w 1222 i 1223 r. był książę krakowski Leszek Biały. Ten sam, który inspirował Pakosława Starego do wyprawy do Jerozolimy. Wspierali go książęta pomorscy Świętopełk i Warcisław, a także hufce księcia śląskiego Henryka Brodatego i władcy Mazowsza Konrada Mazowieckiego. Jedynym wymiernym efektem drugiej wyprawy było odzyskanie ziemi chełmińskiej. Na krótko jednak, gdyż po roku Prusowie ponownie ją zajęli. Podobnie bez sukcesu, mimo zdobycia strategicznej osady Rajgrodu, zakończyła się wspólna, polsko-ruska wyprawa przeciwko Jadźwingom.

Krzyżacy zamiast Templariuszy

W tej sytuacji w 1225 r. Konrad Mazowiecki zaprosił do Polski krzyżaków, czyli Zakon Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego. Działał za namową Henryka Brodatego z zamiarem ostatecznej chrystianizacji Prusów i Jadźwingów, a ze skutkami bardzo dobrze znanymi z późniejszej historii. Pierwotnie Konrad zamierzał zaprosić templariuszy. Niestety, nie mogli pojawić się oni na Mazowszu w odpowiedniej, gwarantującej skuteczność działań, liczbie.

Po nie najlepszych doświadczeniach księcia Światopełka pomorskiego z calatraversami, a także biskupa pruskiego Chrystiana z braćmi dobrzyńskimi, mazowiecki książę nie zamierzał tworzyć pojedynczej komandorii, lecz szukał siły zbrojnej rozwiązującej mu, niejako kompleksowo, problemy z Prusami. Dlatego oferta złożona przez krzyżaków – przybycie tu całego zakonu, z wielkim mistrzem na czele – a więc armii bitnych rycerzy, w zamian za prawo do osadzania się na zdobytych terytoriach, brzmiała bardzo atrakcyjnie.

Krzyżacy wywiązywali się z obowiązku bardzo skutecznie, zwłaszcza że – w początkowym okresie – mogli liczyć na pomoc polskich książąt dzielnicowych i rycerstwa, dla których była to najlepsza metoda wypełniania powinności dobrego chrześcijanina. Największa krzyżacka wyprawa przeciwko Prusom, z udziałem wszystkich – bez wyjątku – polskich książąt dzielnicowych, miała miejsce w 1234 r. Uczestniczyli w niej także licznie rycerze z innych krajów, dzięki czemu znalazła szerokie odbicie w historiografii europejskiej.

Religijnie i wojskowo zakończyła się ona sukcesem. W bitwie nad rzeką Dzierzgoń w pobliżu Marienwerder (Kwidzyna) krzyżowcy wyrżnęli w pień pruskie wojska, po czym „z radością, chwaląc łaskę Zbawiciela, powrócili do swoich krajów”. Kto nie wyrzekł się pogańskiej wiary, szedł pod miecz. Wyprawa ta materialnie nie przyniosła ani Polsce, ani polskim książętom żadnych korzyści, posłużyła natomiast umocnieniu krzyżaków w Prusach i umożliwiła im stworzenie tam państwa zakonnego.

Jeszcze raz polscy książęta (wielkopolscy Przemysł I i Bolesław, kujawski Kazimierz, pomorscy Sambor i Racibor) stanęli u boku Krzyżaków oraz oddziału krzyżowców austriackich – ale tym razem w wyprawie przeciwko chrześcijańskiemu księciu gdańskiemu Światopełkowi. Rzekomo wspierał on powstanie Prusów przeciwko Zakonowi Krzyżackiemu. Tak naprawdę krzyżacy dążyli do opanowania żeglugi na Wiśle.

Słów kilka o krucjacie, do której nie doszło. Zachowała się korespondencja Bernarda z Clairvaux z biskupem krakowskim Mateuszem Cholewą z 1146 r. Opat konsultował się w sprawie podjęcia krucjaty przeciwko schizmatykom na Rusi i w krajach wschodnich, „by wykorzenić raz na zawsze ich bezbożne obrzędy i obyczaje”. Polacy nie uważali jednak prawosławia za pogańskie wierzenia. Biskup Mateusz próbował to w bardzo oględny sposób przedstawić Bernardowi. Napisał do niego, że wobec widocznej rezerwy księcia krakowskiego wobec tej idei, tylko sam opat mógłby swą żarliwością przekonać do podjęcia zbożnego dzieła: „Ufamy, że gdyby się tu znalazł opat z Clairvaux, potrafiłby takiego cudu dokonać... I nie tylko na Rusi, która jest jakby drugim światem, ale także w Polsce i w Czechach, w całej w ogóle Słowiańszczyźnie”.

Bernard z Clairvaux zapowiedział w tej sytuacji swą wizytę w Polsce. Wybierał się do Krakowa na dwór księcia Bolesława Kędzierzawego oraz do Jędrzejowa, gdzie znajdowało się pierwsze opactwo cysterskie na polskich ziemiach. Nawet już wyruszył w drogę, ale ciężka choroba zatrzymała go w Spirze. Zamiast niego przybył do Krakowa specjalny wysłannik papieża Eugeniusza III kardynał Hubaldo. Nie miał on jednak ani zdolności krasomówczych sławnego opata, ani jego charyzmy. Misja zakończyła się całkowitym niepowodzeniem. Podobne losy spotkały nawoływania do krucjaty przeciwko schizmatykom oraz „częściowym poganom na wschodzie”, które skierował Bernard z Clairvaux do „dzielnego narodu czeskiego” oraz do „kościołów na Morawach”.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

To nie są czasy dla wrażliwców

Badania osób wysoce wrażliwych wykazały, że nie tylko silnie reagują one na stosunkowo słabe bodźce zmysłowe, emocjonalne czy społeczne, lecz także szczegółowo, głęboko przetwarzają związane z nimi informacje.

Anna Tylikowska
22.11.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną