W sprawie aborcji PiS osiągnął Himalaje hipokryzji

Himalaje hipokryzji
Jak rzekł Lec: „Ci, którzy mają ideę wciąż w gębie, mają ją zazwyczaj i w pobliskim nosie”.
Jarek Praszkiewicz/Forum

Obywatelski projekt zaostrzający prawo w sprawie aborcji trafił do stosownej komisji sejmowej i został odrzucony. Sejm potwierdził ten werdykt. W sensie prawnym został utrzymany status quo, tj. tzw. kompromis aborcyjny z 1993 r. Nie sprawdziło się moje przewidywanie z poprzedniego felietonu, że inicjatywa sygnowana przez Ordo Iuris przejdzie, aczkolwiek z pewnymi poprawkami. Wcześniej i z uwagi na coraz bardziej napiętą sytuację PiS zdecydował się na własny projekt. Senatorowie tej partii zabrali się do dzieła, ujawnili pewne szczegóły, np. dopuszczalność przerwania ciąży jako wyniku gwałtu czy poniechanie karania kobiet poddających się aborcji, ale nagle, zapewne pod wpływem iluminacji, poniechali swoich prawodawczych usiłowań w rozważanej kwestii.

Powód niepowodzenia całkowitego zakazu aborcji jest prosty i oczywisty. Masowy, tzw. czarny protest polskich kobiet przestraszył PiS. Pewną rolę mogła też odegrać debata w Parlamencie Europejskich na temat praw kobiet w Polsce. Stało się jasne, że jakakolwiek bardziej restrykcyjna ustawa niż ta z 1993 r. spotka się z jeszcze większym oporem. Sejmowa Komisja sprawiedliwości i praw człowieka odrzuciła projekt Ordo Iuris na wniosek PiS. Następnego dnia p. Kaczyński, wyraźnie zwracając się w stronę przedstawicieli Ordo Iuris, wyjaśnił im iście po ojcowsku, że projekt nie jest właściwym przedsięwzięciem, natomiast PiS zaproponuje przemyślane posunięcia w sprawie ochrony życia.

Zaraz potem p. Szydło przedstawiła trzy propozycje: (a) wsparcie dla rodzin wychowujących dzieci niepełnosprawne, (b) znalezienie środków na ten cel, (c) przeprowadzenie akcji uświadamiającej potrzebę ochrony życia.

Problem jednak w tym, że kroki (a)-(c) są wręcz wymagane przez obowiązujące prawo polskie. Zatem p. Szydło podjęła imponujący trud wyważenia dawno otwartych drzwi lub, aby ująć to innymi słowami, zawiesiła to, co wisiało od dawna. Zaraz po zapowiedzi tych nadzwyczaj przemyślanych i nowatorskich kroków Sejm odrzucił projekt Ordo Iuris zdecydowaną większością głosów. PiS otrąbił to jako swój wielki sukces polityczny i dotkliwą porażkę opozycji, która na dodatek niepotrzebnie i podstępnie wyprowadziła kobiety na ulice. Pojawiła się nawet informacja (szybko skasowana, ale w internecie prawie nic nie ginie), że PiS nie pozwoli w przyszłości na takowe spiskowanie.

Sprawa nie wygląda na zakończoną, a jedynie na odroczoną. Na razie warto prześledzić, co działo się od pojawienia się projektu Ordo Iuris, czyli od wiosny 2016. Już w marcu p. Kaczyński stwierdził, że większość klubu poselskiego PiS, a może nawet cały, poprze bezwyjątkowy zakaz aborcji. P. Szydło nie raz oświadczała, że rząd nie zajmuje się kwestią aborcji, ale ona sama solidaryzuje się z całkowitym zakazem przerywania ciąży.

27 maja 2016 r. wypowiedział się ks. Kazimierz Sowa. Poinformował, że projekt zaostrzenia ustawy aborcyjnej zostanie skierowany do stosownej komisji sejmowej, będzie procedowany, może będą jakieś poprawki, a episkopat pozwoli na dyskusję. Nie wykluczył, że kompromis z 1993 r. zostanie utrzymany.

Summa summarum prognozy ks. Sowy sprawdziły się, poza tym, że projekt Ordo Iuris przepadł w komisji sejmowej bez jego dyskutowania. Notabene fakt, że duchowny informuje, co stanie się w parlamencie, jest bulwersujący, podobnie jak to, że episkopat pozwoli na dyskusję. A co, gdyby nie pozwolił?

Tak czy inaczej także wśród zwolenników zaostrzenia prawa aborcyjnego pojawiły się różnice zdań (ratowanie życia matki, ciąża powstała w wyniku gwałtu, karanie kobiet). Zasadniczo prawica opowiadała się za zakazem tzw. aborcji eugenicznej, tj. związanej z ciężkimi uszkodzeniami płodu (piszę „tzw.” z uwagi na to, że termin „aborcja eugeniczna” ma bardziej propagandowy niż opisowy charakter).

Projekt Ordo Iuris był krytykowany dwutorowo z innej (niż prawicowa) perspektywy politycznej czy też światopoglądowej. Podczas gdy jedni opowiadali się za utrzymaniem ustawy z 1993 r., tj. status quo, inni dążyli do jej liberalizacji. Wyraziło się to w projekcie dopuszczającym aborcję na życzenie, o ile miałaby nastąpić przed upływem 12. tygodnia ciąży.

Tak więc gdy Sejm przystępował do prac, wpłynęły dwie propozycje ustawodawcze, oba obywatelskie, ta Ordo Iuris (całkowity zakaz aborcji, karanie kobiet) i liberalny (ustawa z 1993 r. plus możliwość przerwania ciąży do 12. tygodnia). Sejm głosował nad oboma projektami. Pierwszy skierował do dalszych prac w komisji, natomiast drugi odrzucił, głównie głosami posłów PiS, aczkolwiek za tym wnioskiem głosowali także poszczególni posłowie z innych klubów.

Po 2 tygodniach klub PiS doznał olśnienia i odrzucił także projekt Ordo Iuris.

Dziwne, że skoro PiS utrzymuje, że propozycja zaostrzenia prawa aborcyjnego nie była posunięciem właściwym, to nie zdecydował się na odrzucenie obu projektów już na początku. W sytuacji, jaka rzeczywiście zaistniała, stanowiska PiS wygląda sztucznie z elementami komizmu polegającego na stwierdzeniu p. Pawłowicz, że wniosek o odrzucenie projektu Ordo Iuris został złożony z upoważnienia episkopatu. Tymczasem biskupi opowiedzieli się dość enigmatycznie (nie precyzując, czy i jakie wyjątki mają towarzyszyć zakazowi aborcji) za ochroną życia (to hasło jest dobre na wszystko) i stanowczo przeciwko karaniu kobiet.

PiS też uznał, że karanie kobiet nie może być przyjęte. Wszelako taką poprawkę można było wprowadzić bez przeszkód w komisji. Poniechanie tej możliwości jest widomym symptomem, że zadecydował protest, a nie ewentualne wady propozycji Ordo Iuris.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj