Misiewicz wraca, Macierewicz gra Kaczyńskiemu na nosie
Decyzja o powrocie z banicji jest z gatunku tych nie do obrony. Samobój do pustej bramki z połowy boiska.
Adam Chełstowski/Forum

Właściwie nie można było się tego nie spodziewać. Bartłomiej Misiewicz musiał wrócić, bo Antoni Macierewicz nie pozbywa się wiernych i oddanych towarzyszy. Nigdy. Beznadziejnie głupi jest jednak sposób, w jaki ten powrót nastąpił. Czyli bez cienia zażenowania, poczucia obciachu, na tak zwany rympał, zaledwie miesiąc po zawieszeniu Misiewicza w pełnieniu funkcji w MON (było ich sporo, m.in. rzecznika prasowego oraz szefa gabinetu politycznego).

Decyzja o powrocie z banicji jest z gatunku tych nie do obrony.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną