Kaczyński zachowuje się tchórzliwie. Ale w wolnej Polsce stanie przed sądem
Tak się jakoś składa, że poseł Kaczyński nie podpisał jakoś najważniejszych i najbardziej kontrowersyjnych projektów aktów niszczących polską demokrację i ustrój Rzeczpospolitej.
Jarosław Kaczyński
Sejm RP/Facebook

Jarosław Kaczyński

„Jesteś tchórzem, jesteś tchórzem” – skandują od miesięcy obywatele RP z inicjatywy Obywateli RP. Protestują m.in. przeciwko temu, że zachcianki szeregowego posła – czy to na Krakowskim Przedmieściu, czy to w drodze na Wawel, czy wreszcie w parlamencie RP – są osłaniane przez stalowe barierki i setki funkcjonariuszy państwowej policji oraz służb specjalnych.

Ale Jarosław Kaczyński, bo o nim oczywiście mowa, zachowuje się tchórzliwie także w innych sytuacjach i, co najbardziej żenujące, wobec własnych wyznawców. Tak się jakoś bowiem składa (co ujawniła „Gazeta Wyborcza”), że poseł Kaczyński nie podpisał jakoś najważniejszych i najbardziej kontrowersyjnych projektów aktów niszczących polską demokrację i ustrój Rzeczpospolitej.

Prezes instrumentalnie traktuje posłów PiS

Ostatnią z nich jest pomysł zniszczenia Sądu Najwyższego, instytucji mającej stuletnią tradycję. Do sygnowania takiej żenady wódz wysyła szeregowych żołnierzy. Jednym z elementów jego kalkulacji, prócz możliwości rozmaitych manewrów politycznych, może być chęć uniknięcia odpowiedzialności. Kaczyński w każdej chwili może przecież oznajmić, że jego koledzy przesadzili. On zaś – w swej mądrości męża stanu – ich błędnych wniosków nie sygnował. Prezes traktuje przecież swych posłów jak narzędzia, jak choćby wtedy, gdy najpierw kazał im forsować ustawę o opłacie paliwowej, a potem zdecydował o jej wycofaniu.

Teraz Jarosław Kaczyński liczy na to, że mało kto będzie pamiętał, iż on (ale także Ryszard Terlecki i kilku innych liderów PiS, też zwykle niczego trefnego niesygnujących), choć nie podpisał, to jednak głosował za łamiącymi konstytucję i prowadzącymi do zmiany ustroju RP.

Jarosław Kaczyński zawsze chował się za plecami innych. Zawsze chciał mieć ciastko, zjeść ciastko i nie płacić za ciastko. On wie o tym doskonale. I nie chodzi o drwinę: „13 grudnia spałeś do południa”. Nie chodzi nawet o haniebnie używanie brata jako tarana osobistych projektów – co skończyło się tragedią śmierci Lecha Kaczyńskiego i 95 innych osób oraz głębokim podziałem wśród Polaków.

Władza odgradza się od obywateli, bo się ich boi

Dziś chodzi o zawiadywanie państwem z tylnego siedzenia przy jednoczesnym zmuszaniu kierowcy do popełniania przestępstw. Chodzi o coś, co w kodeksie karnym nazywa się sprawstwem kierowniczym. To sytuacja, w której istnieje osoba kierująca czynem przestępczym (choćby łamaniem zapisów konstytucyjnych), nawet jeśli sama nie dokonuje tej czynności.

Ale to nie dziwota: cała obecna władza jest tchórzliwa. Nie bez powodu odgrodziła się od obywateli RP barierkami i kordonami policji (a wcześniej bojówkami Straży Marszałkowskiej z napitym funkcjonariuszem w składzie). Z tchórzostwa odgrodziła się nawet od pozostałych parlamentarzystów, blokując wolność debaty bezprecedensowym w Sejmie zakazem wstępu na mównicę i stojącymi przed nią strażniczkami.

Ale bariery – te w polskich umysłach i te stalowe przed Sejmem – kiedyś runą. A tchórze odejdą w hańbie. I – jak przyznał właśnie Bogdan Borusewicz – stanie się tak nie w efekcie parlamentarnych procedur. Te bowiem zostały już przez PiS doszczętnie pogwałcone. Zadecyduje uliczna presja odważnych obywateli. Jak wiele razy w historii. Także tej rodzimej.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj