Czym było szmalcownictwo? Wyjaśniamy Pawłowi Kukizowi
„Szmalcownictwo” to termin wprost z najczarniejszych kart historii Polski, świadczący o krańcowym upadku jakichkolwiek ludzkich odruchów. Ale czy można go traktować jako synonim słowa „zdrada”?
Paweł Kukiz
Przemek Wierzchowski/Agencja Gazeta

Paweł Kukiz

Przetargować, przehandlować lub ostrzej: frymarczyć. Albo zupełnie potocznie: opędzlować lub opylać. Tyle Słownik języka polskiego, a w pogotowiu leżą też bardziej wysublimowane zwroty, jak „judaszowe srebrniki” czy lakoniczna, aczkolwiek wymowna i doskonała do skandowania „Targowica”. Przez wieki poznaliśmy wiele sposobów, by mówić o zdradach, nożach wbitych w plecy i innych pocałunkach śmierci. Dla Pawła Kukiza to jednak za mało.

Na antenie telewizji wPolsce.pl lider partii sygnowanej własnym nazwiskiem powiedział, że „gdyby Polacy odrzucili ustawę o IPN pod wpływem Izraela, kalkulując, że nie dostaniemy pieniędzy albo coś takiego, to to byłby właśnie dowód na szmalcownictwo: że sprzedaliśmy prawdę i sprzedaliśmy godność”. Zostawmy na boku tajemnicze pieniądze, które Polska miałaby dostać lub nie (jakie? na co? od kogo? nie wiadomo). Paweł Kukiz zdaje się mówić to, co mówi, wyłącznie po to, żeby użyć słowa wytrychu. Atomowo wzmacniającego nacechowanie emocjonalne wypowiedzi „szmalcownictwa”.

„Szmalcownictwo” też u Czarneckiego

Doprawdy dziwi, że niczego nie uczy przypadek Ryszarda Czarneckiego, który w przyszłym tygodniu prawdopodobnie straci funkcję wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Powodem jest wypowiedź europosła pod adresem Róży Thun, który tak krytykował jej udział w reportażu wyprodukowanym przez niemiecką stację Arte: „Kiedyś mieliśmy szmalcowników, dzisiaj mamy Różę Thun und Hohenstein”. Patrząc na zachowanie Czarneckiego, który z widma odwołania nic sobie nie robi, przepraszać nie zamierza i dalej będzie „polityków opozycji totalnej oceniać bardzo, bardzo krytycznie”, z pewnym rozrzewnieniem można wspominać sceny sprzed dekady, gdy jego ówczesny i obecny pryncypał, czyli Andrzej Lepper z Jarosławem Kaczyńskim, imputowali sobie wzajemnie wyłącznie „zaprzaństwo” i „warcholstwo”.

Dwa przypadki tak niefrasobliwego użycia terminu „szmalcownictwo” w ustach, nolens volens, ważnych postaci polskiego życia publicznego sprawiają, że warto wyjaśnić jego znaczenie. Szmalcownictwo nie oznacza bowiem odejścia od ideałów w wersji hard, ostatecznej wyprzedaży godności czy informowania Niemców o sytuacji w Polsce (w dobie szerokopasmowego internetu mogą to zrobić sami).

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj