Cztery ważne lekcje z węgierskich wyborów dla Polski
Wielu obserwatorów wierzy, że polska i węgierska scena polityczna rozwijają się podobnie. Z wyborów nad Dunajem płyną wnioski, które warto rozważyć i u nas.
Mateusz Morawiecki, Jarosław Kaczyński, Viktor Orbán
Bernadett Szabo/Forum

Mateusz Morawiecki, Jarosław Kaczyński, Viktor Orbán

Mimo sondaży dających wyraźną przewagę rządzącemu Fideszowi wielu obserwatorów było skłonnych wierzyć, że niedzielne wybory parlamentarne przyniosą osłabienie obozu władzy i mogą się stać początkiem końca systemu „nieliberalnej demokracji”, budowanego od ośmiu lat przez Viktora Orbána.

Partia premiera wyraźnie jednak wygrała te wybory, zapewne z konstytucyjną większością. Jakie lekcje płyną z węgierskiego doświadczenia dla polskiej sceny politycznej?

Nie należy przeceniać oznak słabości obozu władzy

Mimo utrzymywania się wysokich sondaży rządzącej partii na Węgrzech pojawiało się coraz więcej oznak niechęci i niezadowolenia wyborców w stosunku do obozu władzy. Najpoważniejszym ich objawem były wybory w Hódmezővásárhely.

Na miesiąc przed niedzielnym głosowaniem na posłów odbyły się wybory uzupełniające w mieście Hódmezővásárhely, które do tej pory było bastionem Fideszu. Opozycji udało się w ostatniej chwili dogadać, wycofała wszystkich kandydatów poza jednym, i w ten sposób zdecydowanie wygrała z partą Viktora Orbána. Ten wynik wielu obserwatorów uznało za objaw słabości Fideszu.

Do tego doszła mobilizacja wyborcza, która przyniosła w niedzielę wysoką frekwencję. Gdy w trakcie dnia okazało się, że wynik idzie na rekord, ekspertom przypomniały się wybory z 2002 roku, gdzie także przy wysokiej mobilizacji elektoratu Węgrzy odsunęli Fidesz od władzy. Wszystkie sygnały okazały się niewystarczające lub były nadinterpretowane – wbrew chciejstwu opozycji i obserwatorów poparcie dla partii Orbána okazało się wysokie i stabilne.

Bez niezależnych mediów trudno o demokratyczną kontrolę

Na Węgrzech tajemnicą poliszynela jest to, że obóz władzy jest coraz bardziej skorumpowany. Według indeksu percepcji korupcji Transparency International 2017 w Unii Europejskiej gorzej jest tylko w Bułgarii. Krążą informacje o niejasnych interesach samego Orbána i jego rodziny, oligarchach bogacących się na państwowych kontraktach i funduszach unijnych.

Wyborcom trudno jest jednak w miarę zobiektywizowany sposób się o tym dowiedzieć, bo Fidesz w dużym stopniu kontroluje lokalne media. Część liberalnych i lewicowych tytułów została przejęta i zmuszona do zmiany linii lub zamknięta.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj