Spięcie o referendum konstytucyjne
Czy zmieniać konstytucję, a jak tak, to jak? Spiera się pięć think tanków różnych opcji – od lewicy przez liberałów po prawicę. Na łamach Polityka.pl publikujemy dyskusję z projektu „Spięcie”.
Prezydent Andrzej Duda i premier Mateusz Morawiecki
W. Kompała / KPRM/Flickr CC by 2.0

Prezydent Andrzej Duda i premier Mateusz Morawiecki

„Spięcie” to projekt współpracy międzyredakcyjnej pięciu środowisk, które dzieli wiele, ale łączy gotowość do rozmowy. Klub Jagielloński, magazyn „Kontakt”, „Krytyka Polityczna”, „Kultura Liberalna” i Nowa Konfederacja co kilka tygodni wybierają nowy temat do dyskusji. Polityka.pl wspiera projekt: tu przeczytasz skróty tekstów, które w całości są publikowane na wszystkich pięciu portalach.

Referendum konstytucyjne 2.0

Prezydent powinien wycofać się z referendum 10 i 11 listopada 2018 r. Jego kontynuowanie grozi spektakularną porażką frekwencyjną, w konsekwencji zaś zablokowaniem koniecznych zmian konstytucyjnych na wiele lat. Tymczasem potrzebujemy co najmniej korekty ustawy zasadniczej i odwagi przeprowadzenia procesu zmiany w sposób adekwatny do realiów XXI w. – pisze Piotr Trudnowski z Klubu Jagiellońskiego.

Stulecie odzyskania niepodległości powinno być momentem, w którym Andrzej Duda przedstawi plan prac nad zmianą ustawy zasadniczej. Referendum powinno być jedynie zwieńczeniem procesu opartego na szeregu politycznych innowacji, które przywrócą Polakom zaufanie do państwa i współobywateli, wzmocnią poczucie politycznej podmiotowości i odświeżą wiarę w demokrację.

Czytaj także: Dziwne 15 pytań Andrzeja Dudy

Trudno o lepszy dowód niedojrzałości zarówno polskiej klasy politycznej, jak i szerzej rozumianej opinii publicznej niż powszechne désintéressement wyrażone wobec prezydenckiej inicjatywy debaty konstytucyjnej i referendum konsultacyjnego ws. ewentualnych kierunków zmiany ustawy zasadniczej. Debata konstytucyjna na poważnie nawet się nie zaczęła.

Trudno uwierzyć, że referendum zakończy się frekwencyjnym sukcesem. Wszyscy mamy w pamięci „wyborcze” referendum 2015 r. zainicjowane przez prezydenta Bronisława Komorowskiego w reakcji na dobry wynik Pawła Kukiza w pierwszej turze wyborów prezydenckich. Na początku września do urn poszło niespełna 8 proc. uprawnionych.

Konstytucja musi zostać zmieniona

Jakie teraz będą konsekwencje porażki? Debata o korekcie konstytucyjnej zostanie zablokowana na wiele lat, a po kolejnej frekwencyjnej porażce trudno będzie przywrócić powagę referendum. Rzecz w tym, że zabetonowanie dzisiejszej ustawy zasadniczej nie będzie służyło odbudowie poszanowania dla niej. A zmiany porzebują przede wszystkim ci, którzy chcieliby pełnego przestrzegania i ponadplemiennego szacunku do ustawy zasadniczej.

Zobacz też: Politycy PiS komentują referndum Dudy

Wbrew temu, jak próbowano to w ostatnich latach przedstawiać, ustawa zasadnicza nie jest Pismem Świętym. Jest aktem prawnym, który w polskich warunkach można zmieniać za każdym razem, gdy spełnione zostaną proceduralne przesłanki do jej nowelizacji. W praktyce zaś: gdy osiągnięte zostanie ponadstandardowe porozumienie polityczne.

Przykładowo: w przypadku Trybunału Konstytucyjnego doszło do kryzysu tak głębokiego, że strony sporu politycznego nie są w stanie porozumieć się co do jego legitymizacji. Jedynym sensownym wyjściem z pata jest zaproponowanie takiej korekty, która będzie akceptowalnym dla dwóch trzecich parlamentu kompromisem. Propozycją takiego mechanizmu był zgłoszony przez Klub Jagielloński na początku grudnia 2015 r. postulat wybierania sędziów TK większością dwóch trzecich głosów. Wpisanie go do ustawy zasadniczej oznaczałoby „opcję zerową” i konieczność wybrania od początku wszystkich sędziów już nową, ponadpartyjną większością. Bez tego rodzaju rozwiązania po ewentualnym przejęciu władzy przez opozycję będziemy mieli najpewniej do czynienia z kolejnym niekonstytucyjnym „politycznym skokiem” na sąd konstytucyjny.

Czytaj także: Pytania referendalne świadczą o niewiedzy Andrzeja Dudy

Wielka ankieta, komisja konstytucyjna i panel obywatelski

Inicjatywa zmiany konstytucji powinna być szansą na odbudowę wspólnoty politycznej Polaków, ich zaufania do instytucji państwa i okazją do wyjścia z kryzysu, w jakim tkwimy. Podobną genezę miała najciekawsza próba zmiany europejskiej konstytucji ostatnich lat – na Islandii, gdzie w efekcie kryzysu finansowego doszło do radykalnego załamania się zaufania obywateli do klasy politycznej.

Wówczas pojawiła się oddolna inicjatywa zmiany ustawy zasadniczej. Najpierw zorganizowano obywatelskie „Zgromadzenie narodowe”, w którym wzięło udział 1,2 tys. osób (większość wybrana losowo). Następnie przeprowadzono wybory do pozapartyjnej konstytuanty. Wreszcie przeprowadzono partycypacyjną i w ogromnym stopniu internetową debatę nad pytaniami referendalnymi. Z różnych względów inicjatywa nie zakończyła się sukcesem, ale do urn poszło 49 proc. uprawnionych.

Jak debata w Polsce mogłaby wyglądać w praktyce? Konieczne jest uczynienie całego procesu naprawdę partycypacyjnym. Pierwszym etapem powinna być ogólnopolska, powszechna ankieta konstytucyjna. Każdy powinien mieć możliwość zgłoszenia np. pięciu pytań lub problemów. Cały proces powinien być anonimowy i gwarantować równe prawo „głosu” każdemu obywatelowi uprawnionemu do głosowania.

Kilka milionów problemów

Wyzwaniem jest przeanalizowanie kilku milionów zgłoszonych problemów. Celem powinno być pogrupowanie nadesłanych sugestii np. w ok. stu najczęściej pojawiających się wątków. Kto powinien przeprowadzać proces ich grupowania i formułowania pytań? Powstać powinna Obywatelska Komisja Konstytucyjna (OKK), która musi mieć demokratyczny mandat. Można założyć, że na 20 członków 12 zostałoby wyłonionych w powszechnym głosowaniu, zaś pozostałych ośmiu byłoby przedstawicielami wszystkich formacji, które w poprzednich wyborach osiągnęły tzw. próg subwencyjny.

Referendum musi składać się z mniejszej liczby pytań. Tu odpowiedzią jest zorganizowanie tzw. panelu obywatelskiego. To metoda stosowana przy podejmowaniu decyzji, dotąd jednak głównie na poziomie samorządów, kilkakrotnie również w Polsce. Polega na powołaniu reprezentatywnej, losowej grupy obywateli, którzy w dłuższym procesie wysłuchają zróżnicowanych stanowisk ekspertów, ale ostatecznie we własnym gronie podejmują wiążące decyzje.

Zakłada się, że panele mają zarówno legitymizację demokratyczną (reprezentatywna próba), jak i podejmują przemyślane decyzje (deliberatywny charakter). Zasadą jest ustalenie wysokiego, kwalifikowanego progu poparcia dla wiążących rozstrzygnięć, np. 80 proc.

Dopiero taki proces, w którym na różnych etapach zagwarantowana zostanie obywatelska podmiotowość, miałby szansę sprawić, że wieńczące proces referendum będzie prawdziwym świętem demokracji godnym obchodów stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości.

Opracował Łukasz Lipiński, pełna wersja tekstu do przeczytania tutaj. Głos „Krytyki Politycznej” na kolejnej stronie.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj