Kraj

Bezbarwna rekonstrukcja. Ważne jest to, kto odszedł i kto został

Rekonstrukcja rządu PiS Rekonstrukcja rządu PiS fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Rząd po zmianach będzie młodszy, bardziej technokratyczny. I raczej bardziej bezbarwny, bo barwę nadchodzącej kampanii parlamentarnej mają nadać soliści: premier Morawiecki i prezes Kaczyński.

O rekonstrukcji rządu mówiło się od miesięcy. Było wiadomo, że premier Mateusz Morawiecki zabiegał o zmiany w rządzie: pozbycie się najbardziej niepopularnych ministrów i wzmocnienie swojej pozycji. Mówiło się o odejściu m.in. Krzysztofa Tchórzewskiego, Andrzeja Adamczyka, Jacka Czaputowicza czy Henryka Kowalczyka. Już wiemy, że nic z tego nie wyszło.

Czytaj także: Rekonstrukcja rządu. Kim są nowi ministrowie?

Pozbyć się Szydło i Zalewskiej

O zmianie przesądził wynik wyborów do Parlamentu Europejskiego, do Brukseli pojechało czterech ministrów, w tym niepodziewanie szefowa resortu rodziny Elżbieta Rafalska. Dwie dymisje mają szczególne znaczenie: byłej premier Beaty Szydło i minister edukacji Anny Zalewskiej. Odejście Szydło kończy niecodzienną sytuację, w której w rządzie zasiadała była premier bez teki i z mgławicowymi kompetencjami. Dymisja Zalewskiej ma z kolei pomóc PiS przejść trudny wrzesień, kiedy rodzice w pełni odczują na swojej skórze efekty reformy oświaty.

Pewną zagadką pozostaje wyjazd Joachima Brudzińskiego, który jest uznawany za osobę numer dwa w PiS. Według spekulacji ma on odgrywać rolę dżokera, trzymanego w rezerwie na wypadek, gdyby Morawieckiemu powinęła się noga.

Przy okazji z rządu odeszła minister finansów Teresa Czerwińska. To była też spodziewana dymisja, już od ogłoszenia w kampanii tzw. piątki Kaczyńskiego. W kuluarach mówiło się wtedy, że pani minister uznała, iż nie będzie łatać wielkiej wyrwy w budżecie, do której doprowadzą hojne obietnice PiS. Teraz te plotki zostały potwierdzone faktami.

Żmudna partyjna układanka

O nowych nominacjach do rządu trudno powiedzieć, że nadadzą gabinetowi Morawieckiego nowy polityczny impuls. To raczej żmudna układanka prawicowych frakcji i koterii. Dwóch obecnych członków rządu zostało awansowanych, co należy rozumieć jako nagrodę za dotychczasową pracę: Jacek Sasin i Michał Dworczyk. Ukłonem w stronę Beaty Szydło jest nominacja związanej z nią Elżbiety Witek na szefową MSWiA.

Pozostałe nominacje wzbudzają jeszcze mniejsze emocje. Powołanie Mariana Banasia, bardziej urzędnika niż polityka, na ministra finansów oznacza zapewne, że sam premier będzie chciał mieć większy wpływ na działanie resortu. Minister bez teki Michał Woś jest reprezentantem Zbigniewa Ziobry. Trudno przewidywać, co wniosą nowi ministrowie: rodziny Bożena Borys-Szopa, była główna inspektor pracy, posłanka ze Śląska, oraz edukacji Dariusz Piątkowski, podlaska nowa „gwiazda” PiS. To nazwiska, które nie były zbyt dobrze znane nawet zorientowanym obserwatorom polskiej polityki.

Prezydent, gratulując nowym ministrom, dziękował im za to, że „przyjmują na siebie ten trud”. Rzeczywiście, wejście do rządu na kilka miesięcy przed wyborami to niewdzięczne zadanie – za dużo już nie da się zrobić, a odpowiedzialność ponosi się za całą kadencję. Rząd po zmianach będzie młodszy, bardziej technokratyczny. I raczej bardziej bezbarwny, bo barwę nadchodzącej kampanii mają nadać soliści: premier Morawiecki i prezes Kaczyński.

Sondaż „Polityki”: Polacy o rządach i rządzących

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Prof. Marcin Król o tym, że czeka nas koniec starego świata

Prof. Marcin Król, historyk idei, o tym, że czeka nas koniec starego świata i nic dobrego z tego na razie nie wyjdzie.

Jacek Żakowski
01.01.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną