Kraj

Sąd zakazał „Polityce” publikacji tekstów o prokuratorach z afery podsłuchowej

Sąd zakazał „Polityce” publikacji tekstów o prokuratorach z afery podsłuchowej

Proces Marka Falenty w sprawie afery podsłuchowej Proces Marka Falenty w sprawie afery podsłuchowej Adam Stępień / Agencja Gazeta
To postanowienie jest bulwersujące. Według mnie zapisze się jako ciemna karta w historii polskiego sądownictwa – mówi Grzegorz Rzeczkowski, autor zakazanego tekstu.

Proces sądowy dotyczył opublikowanego na naszych łamach 23 października 2018 r. tekstu „Zaskakujące kariery prokuratorów od taśm”. Grzegorz Rzeczkowski opisał w nim losy prokurator Anny Hopfer i jej męża Przemysława Hopfera, którzy pracowali przy tzw. aferze taśmowej.

Anna Hopfer chciała dla Marka Falenty półtora roku więzienia w zawieszeniu – sąd orzekł 2,5 roku bez zawieszenia, sytuacja podobna jak w sprawie szantażystów Piesiewicza. Hopfer awansowała pod koniec 2015 r., niedługo po wysłaniu do sądu aktu oskarżenia w sprawie organizatorów podsłuchów. Została delegowana do Prokuratury Apelacyjnej (przemianowanej za rządów PiS na Regionalną). Dobrze wiodło się też jej mężowi Przemysławowi Hopferowi, który dostał posadę w spółce skarbu państwa. Z oświadczeń majątkowych wynika, że w 2017 r. ich oszczędności wzrosły w porównaniu do 2015 o 360 tys. zł.

Oboje wnieśli pozew przeciw naszemu dziennikarzowi oraz redakcji o ochronę dóbr osobistych, żądając – w ramach zabezpieczenia – usunięcia obu artykułów.

Bulwersujące postanowienie sądu

W pierwszej instancji sąd odrzucił żądanie zabezpieczenia w formie zakazu publikacji, ale w drugiej – przyjął. Zakazał publikacji tych artykułów przez rok, a także „wszelkich dalszych artykułów o treści tożsamej” z tym tekstem. Zdaniem Sądu Okręgowego w Warszawie „roszczenia powodów, jak i interes prawny zostały uprawdopodobnione w takim stopniu, aby móc uwzględnić wniosek”. W postanowieniu sądowym dodano, że „wskazane dowody uprawdopodobniają twierdzenie, że w artykułach nie przedstawiono prawdziwych informacji, a powodów postawiono w negatywnym świetle, co jeśli okaże się prawdą, stanowi naruszenie dóbr osobistych, pomimo istotnych okoliczności, do których odnoszą się wskazane powyżej artykuły”.

Według sądu „chociaż awanse i kariery w sferze publicznej powinny podlegać ocenie społecznej i z tego względu mogą być tematem podlegającym zainteresowaniu dziennikarzy, jednakże o interesie społecznym można mówić jedynie w przypadku przekazywania informacji prawdziwych”.

To postanowienie jest bulwersujące. Według mnie zapisze się jako ciemna karta w historii polskiego sądownictwa. Choć to nie pierwsze takie postanowienie, to szczególnie oburzające, bo z wnioskiem wystąpiła prokurator, która domagała się półtora roku więzienia dla Marka Falenty, a mój tekst dostał rok bezwzględnego „więzienia”. „Polityka” będzie składać zażalenie na tę decyzję sądu – mówi Grzegorz Rzeczkowski, autor tekstu.

Decyzja sądu nie jest prawomocna. Przyłączenie się do postępowania na etapie zażaleniowym przed Sądem Apelacyjnym w Warszawie zapowiedział już rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.

Czytaj także: List Marka Falenty to kolejny dowód na nieczyste sumienie PiS w aferze podsłuchowej

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

„Nie prowadzimy lekcji z masturbacji”, czyli na czym polega edukacja seksualna

Nie chodzi o to – jak wydaje się niektórym – żeby pokazywać techniki masturbacyjne. Raczej o to, żeby specjaliści wytłumaczyli rodzicom i wychowawcom, że coś takiego jak masturbacja dziecięca istnieje.

Dominika Buczak
17.06.2019
Reklama