Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

PiS dopisze dodatkowe pytania do referendum. Niektóre mogą zaskoczyć

Jarosław Kaczyński i Adam Bielan Jarosław Kaczyński i Adam Bielan Grzegorz Krzyżewski / Fotonews / Newspix.pl
W PiS trwają burzliwe rozmowy na temat kształtu referendum migracyjnego, które ma odbyć się w październiku w dniu wyborów do Sejmu i Senatu. Członkowie sztabu zgłaszają kilka pomysłów na dodatkowe pytania.

W PiS trwa spór o zapowiedziane razem z wyborami referendum migracyjne. Część mediów zaczęła nawet pisać, że partia może się wycofać z tego pomysłu. Według naszych informacji samo głosowanie ma się odbyć na pewno, dyskusja dotyczy raczej pytań referendalnych: czy pozostać przy jednym na temat uchodźców, czy jakieś dodać.

Przypomnijmy: w połowie czerwca Jarosław Kaczyński stwierdził w Sejmie, że dyskutowany w Unii Europejskiej projekt paktu migracyjnego to „kpina z Polski” i „wyjątkowo bezczelna dyskryminacja”. Prezes się na to nie godzi i zapowiedział referendum w sprawie rzekomej „przymusowej relokacji uchodźców”, choć unijne rozwiązania wcale jej nie przewidują. W sztabie uznano, że tym referendalnym ruchem uda się zrestartować niemrawą kampanię obozu władzy.

Zagrywki z poprzednich kampanii

Straszenie uchodźcami zawsze PiS wychodziło i opłacało się wyborczo. W 2015 r. Kaczyński mówił o „cholerze, dyzenterii, pierwotniakach i pasożytach” przenoszonych przez uchodźców i jego zdaniem to te słowa przesądziły o zwycięstwie. W kampanii samorządowej w 2018 r. Anna Plakwicz i Piotr Matczuk, którzy dziś też odgrywają w sztabie ważne role, mieli wymyślić spot przeciwko przyjmowaniu uchodźców. Zagrali na stereotypach odwołujących się do różnic narodowościowych, etnicznych i wyznaniowych. Przekaz miał być prosty: jeśli wygrają kandydaci PO, Polska zostanie zalana przybyszami z całego świata i stanie w płomieniach. Plakwicz w mailu do współpracowników określiła klip mianem „atomowego uderzenia”.

Pod wpływem m.in. zamieszek we Francji i unijnej dyskusji o uchodźcach PiS uwierzył, że i tym razem takie „atomowe uderzenie” zmiecie Platformę i pomoże partii utrzymać władzę. Pomysłem referendum próbował doprowadzić do polaryzacji i podgrzać proste podziały na tych, którym zależy na bezpieczeństwie obywateli, i na tych, którzy godzą się na zalew uchodźców pod dyktando Niemiec i Francji.

Okazało się jednak – nie pierwszy zresztą raz w tej kampanii – że stare przepisy na sukces teraz nie robią na wyborcach aż tak dużego wrażenia. Co więcej, według badaczy wyborczych nastrojów, którzy pracują dla Kaczyńskiego, temat relokacji uchodźców najbardziej mobilizuje wyborców Konfederacji i podnosi jej notowania. A to przysparza prezesowi zmartwień. Wiadomo, że Kaczyński musi liczyć na jakiś alians z Konfederacją, bo wygląda na to, że PiS nie ma szans na samodzielną większość. Dla Zjednoczonej Prawicy byłoby lepiej, żeby konfederaci mieli mniej szabel w Sejmie, bo wtedy apetyty na posady rządowe (i w spółkach) nie byłyby aż tak wybujałe.

Mało tego, okazuje się, że dla wyborców PiS większym problemem są uchodźcy z Ukrainy, którzy – tak uważa elektorat Kaczyńskiego – dostają od rządu za dużo pieniędzy i przywilejów. To też pomaga Konfederacji, która nie ma dla tej grupy zbyt wiele zrozumienia.

Tusk miał dać się w to wciągnąć

Nowogrodzka była też mocno zaskoczona reakcją samego Donalda Tuska na referendum. – Trzeba mu oddać, że całkiem zręcznie to rozegrał – ocenia polityk PiS. – Wiadomo, że był promotorem polityki migracyjnej UE, a tu nagle wypomina PiS, że sprowadza do Polski migrantów z krajów muzułmańskich i stwarza zagrożenie dla obywateli Polski. Nasz rozmówca dodaje, że reakcja Tuska obniżyła temperaturę sporu, rozmyła temat i trzeba teraz szukać czegoś nowego, jednoznacznego, jakiejś nowej osi kampanijnego sporu.

Jest na to kilka pomysłów. Jednak w mocno rozszerzonym sztabie PiS pod wodzą Joachima Brudzińskiego, który miał godzić wszystkie koalicyjne frakcje, trudno o referendalne porozumienie. – Ziobryści chcą dopisać kilka ideologicznych i ostrych pytań, frakcja Morawieckiego woli raczej łagodzić, żeby nie mobilizować elektoratu Konfederacji, bo liczy na koalicję z PSL. A prezes jeszcze nie podjął decyzji co do ostatecznych pytań – twierdzi nasz informator.

I dodaje, że „referendum na 100 proc. się odbędzie”. Także dlatego – choć tego nawet nieoficjalnie nikt w PiS nie mówi – że kampania referendalna razem z wyborami daje rządzącym możliwość dodatkowego, praktycznie poza limitem, finansowania propagandy wyborczej. A na utrzymanie się u władzy PiS jest w stanie wydać każde pieniądze.

Pytania o gospodarkę i prywatyzację

Kilka dni temu o rozszerzeniu zakresu referendum mówił sam Kaczyński. Podczas wiecu w Woli Rzędzińskiej nie wykluczył kolejnych pytań. „Jeżeli chodzi o nielegalnych imigrantów, mamy jasne stanowisko: »nie i koniec«, ale potrzebujemy waszego wsparcia. I dlatego potrzebne jest nam referendum. Tam może się pojawią jeszcze jakieś inne pytania, a może tylko to jedno, ale potrzebne jest wsparcie narodu, bo musimy zabezpieczyć się przed jakimiś niespodziankami” – przekonywał prezes PiS.

Co to mogą być za pytania? Jeden ze sztabowców mówi, że trzeba postawić na coś nowego, a nie kopiować pomysły z dawnych kampanii. – Czasy się zmieniły i straszenie LGBT nie podniesie słupków poparcia – zauważa.

Jastrzębie w partii mówią o pytaniach dotyczących reparacji od Niemiec – wrzesień i rocznica wybuchu II wojny światowej ma być ważnym kontekstem do promowania tego tematu w kampanii. Onet pisał, że pojawiają się też pomysły na pytanie o stosowanie przez polski rząd unijnego weta w kontekście propozycji odejścia od jednomyślności w niektórych dziedzinach na rzecz większości kwalifikowanej.

Jeszcze inny rozmówca, który jest wpływową osobą w sztabie, twierdzi, że pytania będą dotyczyły spraw gospodarczych i socjalnych. Jak dodaje, poważnie brane jest pod uwagę pytanie dotyczące „zatwierdzenia przez naród 800 plus i prywatyzacji”. – To jest wymierzone w Tuska, który na 500 plus nie chciał dać, kiedy sam był premierem, a majątek państwowy prywatyzował na potęgę – wykłada nasz informator. Dodaje, że jeśli Tusk będzie opowiadał, że zmienił zdanie, jak w sprawie uchodźców, to PiS będzie mu wypominać, że jest niewiarygodny.

Partia rządząca ma badania, z których wynika, że znaczna część wyborców, szczególnie w czasach kryzysu gospodarczego i ogólnej niepewności, jest niechętna prywatyzacji. – Okazuje się, że ludzie czują się bezpieczniej, gdy państwo ma kontrolę nad ważnymi gałęziami gospodarki. Ufają, że ceny nie oszaleją tak bardzo, jeśli przedsiębiorstwa nie będą w rękach prywatnych, a państwo da jakieś ulgi, obniży ceny – opowiada ważna osoba w PiS. Dodaje, że takie odczucia ma też przebadany elektorat PO.

W ciągu kilku dni ścisłe władze PiS – czyli prezydium komitetu politycznego – mają zdecydować ostatecznie, jakie pytania padną w referendum. We wszystkich tych rozważaniach, które toczą się teraz w obozie władzy, nikogo nie obchodzi sens tych pytań. Nie chodzi o to, żeby dowiedzieć się, co naprawdę o danej sprawie myślą obywatele.

Wszystko ma prowadzić wyłącznie do tego, aby zmobilizować swoich wyborców i odciągnąć od urny tych, którzy są po przeciwnej stronie. Referendum to tylko element kampanijnej strategii. Jak mówi mi jeden z polityków PiS, nowe pytania mają poprowadzić partię prostą drogą do sukcesu.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Kraj

Nawrocka i Brzezińska-Hołownia, mundurowe emerytki przed 40. Jak to możliwe? Ten system to tabu

Pierwsza dama Marta Nawrocka i niedoszła pierwsza dama Urszula Brzezińska-Hołownia, obie przed czterdziestką, zostały mundurowymi emerytkami. Armia młodych pobierających do końca życia emerytury mundurowe rośnie szybciej niż tych, którzy mają nas bronić. Każdego roku państwo wydaje na nie ponad 30 mld zł. Ten system to tabu.

Joanna Solska
24.02.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną