Kraj

Weekend kampanii. Afera wizowa, gra na emocjach i Petru kontra Mentzen

Cezary Tomczyk i Dariusz Joński (KO) podczas prawyborów w Wieruszowie (Łódzkie) Cezary Tomczyk i Dariusz Joński (KO) podczas prawyborów w Wieruszowie (Łódzkie) Marcin Stępień / Agencja Wyborcza.pl
Im dalej brniemy w tę kampanię, tym wyraźniej widać, że chodzi w niej o emocje – nadzieję, wiarę, pewność siebie, strach, obrzydzenie i nienawiść.

W cyklu komentarzy „Weekend kampanii” dziennikarze, publicyści i współpracownicy „Polityki” co tydzień podsumowują najważniejsze wydarzenia kampanii, omawiają ich skutki oraz zmiany notowań partii.

Dawno, dawno temu – w poniedziałek 11 września – PiS zachwycał się swoim spotem z Jarosławem Kaczyńskim, w którym prezes twardo odmawiał rozmowy z kanclerzem Niemiec o podniesieniu wieku emerytalnego („Nie ma już Tuska i te zwyczaje się skończyły”). Klip miał kilkumilionową widownię, a opozycja szybko odpowiedziała wieloma przeróbkami.

Afera wizowa bolesna dla PiS

Sztabowcy z Nowogrodzkiej cieszyli się, że dzięki starciu na spoty udało im się odwrócić uwagę zarówno wyborców, jak i polityków KO od postulatów programowych – tzw. stu konkretów – które w sobotę 9 września Donald Tusk zaprezentował w Tarnowie. Pod koniec tygodnia nikt już o tych wszystkich doniosłych wydarzeniach nie pamiętał, a PiS zajął się gaszeniem wielkiego pożaru w swojej własnej kampanii. Ostatnie dni stały bowiem już pod znakiem nie jakichś tam programów wyborczych, lecz afery wizowej.

Afera jest oczywista, spór może co najwyżej dotyczyć jej skali – Tusk mówi o setkach tysięcy imigrantów, rząd przyznaje się do kilkuset podejrzanych przypadków wydania wiz do Polski. Pracę – i miejsce na liście wyborczej – stracił wiceminister odpowiedzialny za sprawy konsularne Piotr Wawrzyk, w ministerstwie trwa kontrola, sprawę badają CBA i prokuratura.

Rzecz jest bolesna dla PiS, bo to ta partia grała kartą „Tusk chciał wpuszczać imigrantów, my dbamy o bezpieczeństwo Polski”. Afera nie sprowadzi notowań PiS do parteru, ale niewątpliwie utrudnia prowadzenie kampanii, odbiera energię, mobilizuje wyborców opozycji. Niewykluczone jest też przejście grupy wyborców z PiS do Konfederacji. A wszelkie, nawet niewielkie ubytki (i zyski) mają w tej kampanii olbrzymie znaczenie.

PiS konsekwentnie gra w swoją grę

Sytuacja sondażowa jest bowiem wciąż niejasna. Wyniki opublikowanych w tym tygodniu badań wskazują, że może być tak albo siak. Nie ma mądrego, który by dziś powiedział, że PiS na pewno utrzyma władzę albo na pewno ją straci. Na Nowogrodzkiej jeszcze kilka dni temu panował optymizm; sztabowcy przekonywali, że przewaga nad KO dobija do 10 pkt, a PiS dzień po dniu narzuca tematy kampanii, zmuszając Tuska do grania na wyjeździe. Ale nawet jeśli było w tym trochę prawdy, to końcówka tygodnia należała już do opozycji.

A gdyby na chwilę zapomnieć o aferze wizowej? Ona przecież przytrafiła się trochę przypadkowo akurat teraz, w środku walki wyborczej, i została w kampanię wprzęgnięta. Co słychać poza tym?

PiS konsekwentnie gra w swoją grę. Używa Tuska do mobilizacji swoich wyborców, strasząc ich, że lider KO jako premier podniesie wiek emerytalny (niewątpliwie przymuszony przez Niemców) i doprowadzi do wzrostu bezrobocia. A także – choć ten przekaz trochę się teraz popsuł – KO wpuści imigrantów z Afryki i Azji, co zagrozi bezpieczeństwu Polaków. Tusk, powiada Kaczyński, zrobi z Polski drugą Lampedusę (włoska wyspa na Morzu Śródziemnym, do której dopływają uchodźcy z Afryki). „Wiadomości”, dzielnie sekundujące PiS w tej kampanii, wysłały nawet na Lampedusę swoją wspaniałą ekipę, by pokazać domniemaną przyszłość Polski pod rządami Tuska.

Tusk nastawia się na mobilizację 1 października

Rząd PiS zdecydował też o jednostronnym przedłużeniu zakazu importu ukraińskiego zboża. Wcześniej rządzącym nie udało się przekonać Komisji Europejskiej do utrzymania zakazu dla całej Unii. Mateusz Morawiecki tłumaczył w orędziu, że PiS zawsze będzie stawiał interes Polski i polskich rolników na pierwszym miejscu, a Ukraińcom przecież i tak już bardzo pomogliśmy.

Nowością kampanii PiS w tym tygodniu była reakcja na większą aktywność Rafała Trzaskowskiego. Kaczyński na spotkaniu z wyborcami w Elblągu oświadczył, że dochodzą go słuchy, że prezydent Warszawy może zostać kandydatem na premiera. Prezes dodał, że Trzaskowski jest gorszy niż Tusk, bo o ile Tusk „nie ma poglądów”, to Trzaskowski jest „lewakiem”.

Tusk nie zamierza – jak się zdaje – ustępować miejsca Trzaskowskiemu, ale widać, że PiS na wszelki wypadek sprawdza, jak zareagowałby jego elektorat, gdyby zmienił się główny wróg.

Koalicja Obywatelska przez chwilę zajmowała się swoimi „konkretami”, ale już w tym tygodniu było widać, że Tusk nastawia się przede wszystkim na mobilizację zwolenników do udziału w marszu 1 października w Warszawie. To ma być ten zastrzyk nadziei, którego potrzebuje KO i jej wyborcy, bo ostatnie tygodnie nie przyniosły zbyt wielu powodów do optymizmu.

Lewica podgryza, Trzecia Droga się budzi

Im dalej zresztą brniemy w tę kampanię, tym wyraźniej widać, że chodzi w niej o emocje – nadzieję, wiarę, pewność siebie, strach, obrzydzenie i nienawiść. Tego szukają politycy; PiS i KO grają na polaryzację, ignorując w zasadzie resztę partii (walczą z nimi po cichu). Program? Trzeba było coś pokazać, ale jasne jest, że to sprawa drugorzędna.

Zarazem coraz wyraźniej widać, że o rozstrzygnięciu mogą przesądzić rezultaty mniejszych konkurentów. Oni też szukają emocji – Lewica próbuje budować małą polaryzację, strasząc swoich wyborców „brunatną Konfederacją” i wizją jej koalicji z PiS (a po cichu podgryza też KO za wzięcie na listy Romana Giertycha).

Najsłabiej na tym polu emocji radziła sobie do tej pory Trzecia Droga, ale ostatnie dni mogły dać Szymonowi Hołowni i Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi trochę nadziei. Zdaje się, że wzięcie na listę warszawską Ryszarda Petru było bardzo trafną decyzją. Były lider Nowoczesnej w piątek wszedł na scenę w czasie wiecu Sławomira Mentzena w Poznaniu i zadał mu kilka pytań o ZUS, które okazały się dla lidera Konfederacji nadspodziewanie trudne.

Taka bezpośrednia konfrontacja to było dokładnie to, czego w kampanii Trzeciej Drogi brakowało – wyrazistość plus emocje. Dla formacji bijącej się o przekroczenie progu 8 proc. to wsparcie bezcenne, pytanie, czy wystarczające. A od tego może zależeć znacznie więcej niż przyszłość Petru, Hołowni i Kosiniaka-Kamysza.

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną