3 maja po południu nad Lublinem rozpętuje się wichura i łatwo pomyśleć, że na wiecu Grzegorza Brauna tłumów nie będzie. Najwytrwalsi przychodzą jednak, kiedy jeszcze pada, potem dołączają kolejni. Plac Teatralny zapełnia się połowicznie. Tylko – bo nie jest to plac duży. I aż – bo polityk tylko raz w tej kampanii uzyskał w sondażu ponad 5 proc. poparcia.
Niewielką scenę z ekranem technicy rozstawiają tuż przy pomniku Lecha Kaczyńskiego. Przed nią, na trzech stoiskach, rozkładają się sprzedawcy narodowo-radykalnego czasopisma „Szczerbiec” i literatury spiskowo-historycznej (do wyboru m.in. „Żydowscy kolaboranci Hitlera”, „Polska czy Polin?” i książki, których autorem jest sam Braun – „Zakazana historia Polski”, „Gram vabank” czy „Od Lenina do Putina”). Działacze Konfederacji Korony Polskiej rozdają ulotki i kampanijne gazetki.
Część tych, którzy chcą posłuchać kandydata Konfederacji Korony Polskiej, przychodzi z polskimi flagami, transparentów jest niewiele. W rękach trzymają gaśnice – niektóre z nich to atrapy, część jest prawdziwa. Chociaż Grzegorz Braun nie miał jeszcze okazji wprowadzić w życie swojego programu gospodarczego, to gasząc w Sejmie chanukowy świecznik, już wpłynął na prawo popytu i podaży. Gaśnica stała się symbolem jego celów politycznych, które sam zamyka w sloganie „Precz z komuną, precz z eurokomuną, precz z żydokomuną”.
Wiec zaczyna się z kilkunastominutowym opóźnieniem. Spotkanie prowadzi Karolina Pikuła w białej sukience i biało-czerwonym wieńcu. Pierwszy przemawia poseł Roman Fritz, ostrzega, że „system będzie się bronił przed Grzegorzem Braunem”, namawia do głosowania.