Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Polityczny smog. Tak, w Polsce są możliwe protesty przeciwko czystszemu powietrzu

Za wjazd do Krakowa autem niespełniającym norm trzeba zapłacić, a miesięczny abonament kosztuje 100 zł Za wjazd do Krakowa autem niespełniającym norm trzeba zapłacić, a miesięczny abonament kosztuje 100 zł amek / Pixabay
W Krakowie odbyły się protesty przeciw Strefie Czystego Transportu. Internet zaś zalały informacje, że smog – tam, gdzie był – nie jest i nie może być wynikiem ruchu samochodowego. O co w tym chodzi?

W sobotę 10 stycznia w Krakowie protestowano przeciwko Strefie Czystego Transportu – i to aż dwa razy. Pierwszy protest, pod siedzibą Zarządu Dróg, zebrał kilkaset osób, drugi odbył się przed Muzeum Narodowym.

Protestowali mieszkańcy ościennych gmin i krakowianie, którzy od 1 stycznia nie mogą swobodnie poruszać się po mieście samochodami emitującymi zbyt wiele zanieczyszczeń. Za wjazd do Krakowa autem niespełniającym norm trzeba zapłacić, a miesięczny abonament kosztuje 100 zł. Bez abonamentu godzina jazdy kosztuje 2,5 zł, cały dzień 5 zł. Te opłaty wzrosną ponaddwukrotnie w kolejnych latach.

Zwolnieni są z nich mieszkańcy, którzy płacą podatki w Krakowie, są zameldowani na terenie miasta, a ich samochód został zakupiony przed 26 czerwca 2025 r. Protestujący podnosili najczęściej argument o ograniczeniu „samochodowej wolności”.

Smog nad Polską, czyli ręce precz od samochodów

Kilka dni wcześniej jakość powietrza była u nas alarmująco zła – polskie miasta znajdowały się w czołówce najbardziej zanieczyszczonych metropolii na świecie. Gdy zawisł nad nimi smog, w internecie (głównie na Facebooku) pojawiło się wiele postów, które tłumaczyły, że to nie jest wina samochodów. Autorzy dziwili się, bo przecież ruch samochodowy – z racji przedłużonego weekendu w okolicach Święta Trzech Króli – był niewielki, a smog i tak się pojawił.

Pojawiały się też trzeźwe odpowiedzi, pokazujące zrzuty ekranu z internetowych map zanieczyszczenia powietrza. Wyraźnie pokazywały, że najwyższe stężenia zanieczyszczeń występowały wzdłuż najbardziej uczęszczanych dróg. Kto by pomyślał?

Skąd ten smog?

Wyraz „smog” stanowi połączenie ang. słów smoke (dym) i fog (mgła). Dawniej tak definiowano zjawisko atmosferyczne powstałe z mieszania się mgły z dymem. Dziś, zgodnie z zaleceniem Światowej Organizacji Zdrowia, za smog uważa się każdą kombinację zanieczyszczeń powietrza, która zmienia naturalny skład atmosfery.

W smogu najczęściej występują pyły zawieszone, choć zdarza się, że wywołują go zanieczyszczenia gazowe (tak zwany smog fotochemiczny, występujący zwykle w słoneczne dni). Wtedy dominują gazy, głównie tlenki azotu i siarki. Co do zasady to transport drogowy jest głównym źródłem emisji zanieczyszczeń powietrza przez cały rok. Natomiast podczas zimowych epizodów smogowych, istotny udział ma „emisja komunalno-bytowa”, czyli po prostu piece i kominki, którymi ogrzewamy domy.

Ani smog, ani zanieczyszczenie powietrza nie są wbrew pozorom zjawiskami lokalnymi. Przy sprzyjających wiatrach wystarczy 12 godzin, by pyły przemysłowe ze śląskich fabryk dotarły nad Warszawę.

Gazy, pyły i mikroplastiki

Smog, który występował przez kilka dni nad Polską, był wynikiem zarówno spalania paliw w piecach, jak i ruchu ulicznego. Na przykład według badań ekspertów z SGGW warszawski smog w 15 proc. to tak zwana „emisja komunikacyjna”, czyli samochodowe spaliny. W połowie to „emisja komunalno-bytowa”, czyli z ogrzewania mieszkań i domów (nie tylko przez indywidualne piece, także przez kotłownie i elektrociepłownie).

Około jednej trzeciej to „pozostałe źródła” – do nich zalicza się, prócz emisji przemysłowych, także pył drogowy. Częściowo stanowią go drobiny ze ścieranych o asfalt opon samochodowych (są też źródłem większości cząsteczek mikroplastiku w miejskim powietrzu) oraz klocków i tarcz hamulcowych. To jednak mniejszość drogowych zanieczyszczeń, większość to drobiny gleby i kurzu nanoszone przez wiatr i unoszone przez pędzące auta.

Samochody nie są głównym źródłem pyłów w powietrzu, wyliczał w 2018 r. Krajowy Ośrodek Bilansowania i Zarządzania Emisjami (KOBiZE). Natomiast transport drogowy odpowiada niemal za 31,8 proc. wszystkich emisji tlenków azotu, oznaczanych zbiorczo jako NOx.

Jest to jednak średnia dla całego kraju. W dużych miastach samochody przyczyniają się do emisji tlenków azotu w znacznie większym stopniu niż na obszarach słabo zurbanizowanych. Można szacować, że w miastach to ruch drogowy jest źródłem od połowy do dwóch trzecich zanieczyszczeń tlenkami azotu.

Dla ludzi szkodliwy jest głównie dwutlenek azotu (NO2). Nawet krótkotrwała ekspozycja może podrażnić układ oddechowy. Długotrwała może prowadzić do astmy, przewlekłej obturacyjnej choroby płuc, chorób układu sercowo-naczyniowego oraz nowotworów płuc, a także piersi. Szacuje się, że przez NO2 rocznie w Polsce przedwcześnie umiera około 1,6 tys. osób.

Skąd te emocje? Z polityki!

Nie jest więc tak, że za smog odpowiadają jedynie piece. Owszem, dymią sadzą (oraz innymi szkodliwymi związkami) oraz emitują tlenki siarki. Do emisji pyłów i tlenków azotu przyczyniają się natomiast wydatnie samochody.

Nie da się zakazać ogrzewania zimą. Można natomiast zakazywać używania starych kotłów i pieców na paliwa stałe. Nie da się też zakazać transportu drogowego. Można za to ograniczać ruch najbardziej zanieczyszczających, niespełniających norm samochodów tam, gdzie jest ich najwięcej – czyli w miastach.

Niewiele osób protestowało przeciwko wprowadzaniu przepisów dotyczących domowych „kopciuchów”, ale wprowadzanie stref czystego transportu budzi żywe emocje. Zapewne przyczyniło się do tego zwijanie transportu publicznego, trwające od początku lat 90. Przez niemal cztery dekady samochód był niezbędny, żeby zawieźć dzieci do szkoły i dojechać do pracy – nic dziwnego, że ograniczanie ruchu aut budzi sprzeciw.

Dla środowisk prawicowych ograniczanie ruchu samochodowego stało się symbolem walki z opresyjnością państwa. Pamiętacie Państwo histerię o zamykaniu nas w piętnastominutowych miastach i przedstawianie tej idei jako ograniczenia obywatelskich swobód? Spór o strefy czystego transportu też jest podsycany przez prawicę.

Zimą częściej „smoży”

Smog zdarza się i latem – przy wyżowej, bezwietrznej pogodzie. Takie warunki sprzyjają mu również zimą, ale dodatkowo nasila go inwersja termiczna. Zwykle temperatura spada wraz z wysokością. Jednak zimą warstwa zimnego, gęstego powietrza przy ziemi zatrzymuje zanieczyszczenia, uniemożliwiając ich unoszenie.

Czy można coś na to poradzić? Jedynie wprowadzając zakaz ogrzewania domów kopciuchami i wjazd do centrów miast starymi samochodami. Bo kliny napowietrzające, zdaje się, dawno już zostały w większości miast zabudowane. Jawiły się jako relikt socjalistycznej gospodarki planowej, były wyrazem troski o planowanie przestrzenne i jakość życia w miastach.

Smog będzie nam towarzyszył, póki poruszamy się spalinowymi samochodami po miastach ogrzewanych przez piece, kotłownie i elektrociepłownie.

Według danych GUS za 2018 rok, w Polsce jedna trzecia budynków mieszkalnych ogrzewana była węglem (33 proc.) i drewnem (8 proc.), a jedynie 13 proc. gazem, który emituje niewiele zanieczyszczeń. Energią elektryczną niespełna 2,5 proc.

W Norwegii jedna pompa ciepła przypada na cztery osoby, w Szwecji na pięć. W Polsce zaś jedna na sto czterdzieści.

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Już jedna trzecia Polaków to single. Związki wydają się dziś ciężką harówką, dane są zatrważające

Prof. Tomasz Szlendak o tym, że miłość i związki coraz częściej traktuje się jako ciężką pracę, a romantyczne uniesienia ciągle pozostają pożądane, ale nie są doświadczane.

Joanna Podgórska
06.01.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną