Notatnik polityczny. Rok pełen zagadek. Przed nami czas rywalizacji dwóch wielkich opowieści
Jeśli nie wydarzy się nic ekstraordynaryjnego, to rok 2027 będzie rokiem odpowiedzi, a rok 2026 – rokiem pytań. Nic nie jest dane, nic nie jest przesądzone, w przedostatni rok kadencji wkraczamy przy chwiejnej równowadze sił między prawicą a centrolewem. Niewielu rzeczy możemy być pewni, ale można się przynajmniej zmierzyć z kluczowymi pytaniami, które nas będą przez najbliższe miesiące zajmowały.
1. Czy utrzyma się koniunktura dla rządzących?
W świecie botów oraz botopodobnych polityków i komentatorów władających internetem gubić się może kilka drobiazgów, które w drugiej połowie 2025 r. pozwoliły KO wyjść na prowadzenie w sondażach. Gospodarka rośnie, inflacja spowolniła do ok. 3 proc., stopy procentowe spadły, konsumpcja rośnie. W jesiennych sondażach widać – delikatną – poprawę nastrojów, a cały miniony rok zebrał w badaniu CBOS nieco lepsze oceny niż 2024. Niewiele wskazuje na to, by 2026 r. był znacząco gorszy.
Opozycja krzyczy o rekordowym deficycie budżetowym, ale czy ktoś widział kiedyś deficyt? W rojenia o dyktaturze Donalda Tuska i Waldemara Żurka nie wierzą zaś zapewne nawet ci, którzy te historie głoszą. Zauważmy zresztą przy tej okazji, że przekaz o dyktaturze Jarosława Kaczyńskiego w pierwszej kadencji PiS też niespecjalnie pomógł Platformie. Poważne kłopoty może sprawić kryzys w systemie ochrony zdrowia, ale PiS też nie był mistrzem zarządzania tym obszarem, a Konfederacja i Korona znane są raczej z niechęci do szczepień niż z jakichkolwiek sensownych pomysłów w tej dziedzinie.
Rządzącym sprzyja koniunktura – podwiewa im delikatnie pod narty – i jeśli nie popełnią fundamentalnych błędów, to powinni te 43–46 proc. poparcia utrzymać. Zwłaszcza że wizja wspólnych rządów Jarosława Kaczyńskiego, Sławomira Mentzena, Krzysztofa Bosaka i Grzegorza Brauna pod patronatem Karola Nawrockiego będzie skłaniała do wybaczania błędów obecnego obozu władzy.
Czytaj też: Sondaż „Polityki”. Jest dobrze, ale nie beznadziejnie. Uśmiechamy się przez zaciśnięte zęby
2. Jak te procenty zagospodarować?
Kluczem do władzy może się okazać układ list wyborczych i tej dyskusji w tym roku pewnie nie unikniemy. W świecie, w którym nie ma praktycznie przepływów między dwoma wrogimi obozami, najważniejsza staje się konfiguracja – jak się przegrupować, by nikt nie spadł pod próg i by jak najlepiej wykorzystać ordynację?
Wróci zapewne nieśmiertelna debata o wspólnej liście, bo dwóch koalicjantów – PSL i Polska 2050 – ledwo zipie. A Lewica jest nieznacznie nad progiem. Dziś Tusk się tym specjalnie nie martwi, słabość sojuszników wzmacnia zarówno jego samego w rządzie, jak i jego partię. Z czasem stanie się to jednak problemem. Wspólna lista niekoniecznie musi być tego problemu rozwiązaniem, choć znajdą się pewnie liczni zwolennicy takiej koncepcji. Ale może być całkiem inaczej – z KO (i gościnnym udziałem części Polski 2050) jako główną siłą, blokiem Lewica plus Razem po lewej stronie oraz sojuszem PSL, samorządowców i części dawnej partii Hołowni na prawej flance. A może powstanie jeszcze jedna centroprawicowa i liberalna gospodarczo formacja, która stałaby się odpowiednikiem Trzeciej Drogi z poprzedniej kampanii?
No i jest wreszcie w tym wątku podpytanie o przyszłość lewicy. Z sondaży i rezultatów I tury wyborów prezydenckich wynika, że elektorat lewicowy to ok. 10 proc. Niby sporo, ale za mało, by obie partie miały pewność wejścia do Sejmu. Im więcej sondaży będzie wskazywało na wynik 7:3 w meczu Włodzimierza Czarzastego z Adrianem Zandbergiem, tym większe prawdopodobieństwo fuzji.
Czytaj też: Błąd Kaczyńskiego, ambicje Nawrockiego, sufit Brauna. 10 kluczowych pytań na 2026 rok, jedno za sto punktów
3. Co się stanie na prawicy?
Paradoks 2025 r. polegał na tym, że Tusk po porażce w wyborach prezydenckich się wzmocnił, a Jarosław Kaczyński po sukcesie opadł z sił. Prezes PiS znalazł lampę, potarł ją jak należy, wyszeptał „Karol Nawrocki” i życzenie się spełniło, ale dżin prysnął i sieje spustoszenie w świecie Kaczyńskiego. I nie będzie już chyba tak jak dawniej.
Urosła Konfederacja, urosła Korona, urósł Nawrocki, a Kaczyński atakowany przez konkurentów zmalał i coraz słabiej panuje nawet nad własną partią. Nie jest to kwestia przypadku, jesteśmy świadkami potężnego procesu; PiS stanął na rozdrożu. Wygląda to mniej więcej tak, że na jedną ścieżkę zaprasza Donald Trump i MAGA, na drugą – Giorgia Meloni i Bracia Włosi. Radykalizacja vs mainstreamizacja, mówiąc hasłowo. Jedna droga kusi Patryka Jakiego, Przemysława Czarnka, Tobiasza Bocheńskiego (maślarzy), druga – Mateusza Morawieckiego. Coraz mniej cieszy ich własne towarzystwo, coraz mniej ich łączy, ostatnim spoiwem pozostaje Kaczyński. Maślarze powiadają, że Morawiecki chce iść donikąd, MM-sy replikują, że donikąd prowadzi upodabnianie się do Brauna. Kaczyński zajął zaś postawę wyczekującą z nadzieją, że jakoś to się ułoży. Ale co się stanie w PiS, z PiS i jak potoczy się rywalizacja w trójkącie PiS–Konfederacja–Korona? Za dużo tu zmiennych, w tym zmiennych zagranicznych (USA, Ukraina, Rosja), by cokolwiek na twardo przewidywać.
Zasadniczo jednak cały ten rok będzie stał pod znakiem rywalizacji dwóch wielkich opowieści. Rządzący będą mówili: Polska stabilna, Polska bezpieczna (i dająca obywatelom poczucie bezpieczeństwa w różnych wymiarach), Polska silna sojuszem z Zachodem. Prawica skontruje: Polska chaosu, Polska oddająca suwerenność, Polska w permanentnym kryzysie, Polska dbająca bardziej o Ukraińców niż o Polaków. Wpisy posła Janusza Kowalskiego cierpiącego przez rządzących w nieogrzewanym przedziale czy europosła Mariusza Kamińskiego śniącego najwyraźniej o interwencji amerykańskiej w Polsce na wzór wenezuelski („zobacz Tusk, jak kończą dyktatorzy”) to tylko przedsmak tego, co nas czeka w tym pełnym zagadek roku.
A poza tym – jak wiemy – huczą planety i wojny.