Jak Hołownia stracił partię, czyli wpadka na czacie. W Polsce 2050 narasta bałagan
Można było sądzić naiwnie, że po ogłoszeniu powtórki drugiej tury wyborów swojej przewodniczącej Polska 2050 podejmie próbę uporządkowania wymykającego się spod kontroli bałaganu. Nic bardziej mylnego. Niespełna trzy dni później dziennikarze TVN24 ujawnili kulisy wewnętrznej walki o władzę. „Moda na sukcesję”, odcinek 2050.
Czytaj też: Kabaret Polska 2050. To się może skończyć rozbiorem. Koalicję czeka gruntowna przebudowa
Polska 2050: z Hołownią i bez
Podobno naturalnym etapem rozwoju każdego młodego człowieka jest zakwestionowanie autorytetów. Dla młodego mężczyzny jest to najczęściej figura ojca. W polityce nazywamy to ojcobójstwem, które – jakkolwiek brzydko to zabrzmi – jest zjawiskiem powszechnym i biorąc pod uwagę wodzowskie systemy partyjne w Polsce: ostatecznie nieuniknionym. Najważniejsi polscy politycy na drodze do omnipotencji dokonywali zamachów na patronów ich karier. Bracia Kaczyńscy zaczynali u boku Lecha Wałęsy, który po latach stał się dla nich już wyłącznie „Bolkiem”. Donald Tusk najpierw wbił gwóźdź do trumny Unii Wolności, zakładając Platformę Obywatelską, a następnie pozbył się jednego z jej założycieli Andrzeja Olechowskiego i Jana Marii Rokity, „premiera z Krakowa” o liderskich ambicjach.
Do ojcobójstwa dojrzeli także politycy i polityczki Polski 2050. Może do sukcesji doszłoby sprawniej, gdyby nie chwiejność Szymona Hołowni, który raz sam chciał partię osierocić, innym razem przekazać ją w spadku, aby finalnie podtrzymywać plotki o powrocie. „To jest nadal Polska 2050 Szymona Hołowni. Nie Ryszarda Petru, nie Pauliny Hennig-Kloski, nie Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz i chcę to bardzo jasno i wyraźnie powiedzieć. Ta partia, dopóki nosi moje imię i nazwisko, nie będzie przypominała demokracji szlacheckiej” – przekonywał w czwartek w Sejmie.
Rzeczywistość mogła go jednak zaskoczyć. Partia już nie jest jego własnością, a raczej dzieckiem, którego się wyrzekł, a o sprawowanie opieki walczą dwie matki in spe. Dowodzi tego nieudany plan stronników Hołowni, by doprowadzić do powtórki procesu wyborczego, w którym mógłby ponownie wystartować. To jedyna sprawa łącząca Pełczyńską-Nałęcz i Hennig-Kloskę, które wspólnie sprzeciwiły się takiemu scenariuszowi. Teraz trwa walka o wpływy, w której główne skrzypce grają zwolennicy obu kandydatek.
Czytaj też: Osieroceni. Polska 2050 wydaje się dziś zbędna. Czy powrót z dna jest jeszcze możliwy?
Polska 2050: „próba puczu”
Stawka wyborów rośnie. Stanowisko wicepremierki, którego od miesięcy domaga się Pełczyńska-Nałęcz, dołącza do puli. Sytuacja w partii pokazuje również, dlaczego ministrze funduszy tak bardzo zależało na rządowej nominacji. W drugiej turze nie jest faworytką, a klimat wokół frakcji Hołowni psuje się z każdym dniem.
W czwartek Patryk Michalski z TVN24+ ujawnił wewnętrzne pisma i wiadomości z komunikatorów, które odsłoniły kulisy narad w Polsce 2050. Jeden ze skrinów przedstawia dyskusję wiceministra Michała Gramatyki, Szymona Hołowni i posła Marcina Skonieczki o partyjnej „próbie puczu” (cytat z Hołowni). W innej wiadomości ministra kultury Marta Cienkowska w nieparlamentarnych słowach podpowiada, żeby nie oglądać się na media i za wszelką cenę doprowadzić do powrotu tytularnego lidera partii.
Wisienką na torcie jest decyzja przewodniczącego klubu parlamentarnego Polski 2050 Pawła Śliza o odwołaniu swojej zastępczyni Aleksandry Leo po owej „próbie puczu”. Posłanka miała zarządzić wybór dziewięciorga członków do Rady Krajowej – najważniejszego organu partii, który m.in. podejmował decyzję o terminie i formie wyborów przewodniczącego – którym mandat wygasł 21 stycznia.
Apele Hołowni, również te ujawnione mimo jego woli, obnażają jego bezradność. Lider obserwuje brutalną walkę o sukcesję w partii, która wbrew jego wyobrażeniom już nie należy do niego. Decyzje i zachowania lidera politycy ugrupowania podają w wątpliwość od miesięcy. Co najmniej od spotkania Szymona Hołowni z Jarosławem Kaczyńskim pod osłoną nocy, w szeregach partii odebranego z niezrozumieniem. Gorzko wypowiedział się niedawno Michał Kobosko, który towarzyszył Hołowni od początku i był w formacji numerem dwa: „Jednym ze źródeł naszych problemów były także zmiany zdań przez pana marszałka” – oznajmił w rozmowie z RMF FM.
Szymon Hołownia odbiera może najważniejszą lekcję w swojej politycznej karierze. Nie docenił własnego ugrupowania, które po dwóch latach od sejmowego i rządowego debiutu nie jest ruchem aktywistów, ale partią rządzącą się politycznymi regułami. Zmiana przywództwa, co rozumieją doświadczeni politycy – Włodzimierz Czarzasty mimo krytyki i zapowiedzi nie oddał sterów partii – prowadzi do rywalizacji. Walka o wpływy, głosy, a nawet wizję rodzi konflikty. I one właśnie wymknęły się spod kontroli.