Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Równy wiek emerytalny, czyli ostatnia szarża Polski 2050. Tak się szykują do wyborów

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz Jacek Szydłowski / Forum
Dystansowanie się Polski 2050 od koalicyjnych partnerów przypomina działanie Razem: nie sposób wiarygodnie krytykować systemu, który się współtworzy. Jakie wnioski wyciągnie z tego Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz?

Polska 2050 rozpoczyna kampanię na straconej pozycji. Choć na oczyszczonym przedpolu ruszą na siebie za chwilę armie PiS i KO, to równie istotne będzie powodzenie pozostałych partii. Dla PiS ogromne znaczenie będzie miała oskrzydlająca szarża Konfederacji i Korony, dla KO – ludowców, Lewicy i Polski 2050. Tę ostatnią niektórzy analitycy już skreślają, twierdząc, że jej konnica nawet na bitwę nie dojedzie.

Arsenał Polski 2050 wygląda skromnie, żeby nie powiedzieć, że świeci pustkami. Jako partia sondażowo podprogowa jest najmniejszym koalicjantem w rządzie, a siła jej nacisku w sprawach programowych jest znikoma. Pokazuje to sprawa najmu krótkoterminowego, procedowanego równolegle przez rząd i posłów P2050. Rozwiązania zaproponowane Radzie Ministrów są dla „żółtego” koalicjanta dalece niewystarczające. Projekt miałby wejść w życie dopiero w 2029 r. i dawać prawo do wyznaczania stref najmu samorządom, a nie – jak domaga się P2050 – wspólnotom mieszkaniowym.

Podobnie jest z innymi postulatami ogłoszonymi podczas marcowej konwencji. Jak tłumaczyła Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, Polska 2050 kieruje się teraz w stronę klasy średniej: pielęgniarek, nauczycieli, przedsiębiorców. Obiecała m.in. podnieść drugi próg podatkowy (ze 120 tys. zł rocznie do 140 tys.), aby grupy, których zarobki się poprawiają, nie cierpiały, płacąc najwięcej. Ale bez decyzji ministra finansów Andrzeja Domańskiego nic w tej sprawie nie zdziała. „Główny księgowy rządu” nie wykazuje entuzjazmu, bo to dla budżetu koszt szacowany na 9 mld zł.

Pomysł na przegraną

Koalicja 15 października „wisi” na Polsce 2050, ale – co pokazała obszerna debata wokół odwołania ministry klimatu i środowiska Pauliny Hennig-Kloski – siła małego partnera jest ograniczona. Donald Tusk ma więc wymarzoną pozycję negocjacyjną. Wszyscy koalicjanci walczą o próg wyborczy – PSL i Polska 2050 w badaniach go nie przekraczają, Nowa Lewica próbuje się utrzymać na powierzchni.

Skoro nie w rządzie, to może należałoby szukać publiczności na zewnątrz? Z takim pomysłem Pełczyńska-Nałęcz wyszła podczas czwartkowego spotkania z dziennikarzami. Przekonywała, że poza już znanymi pomysłami (drugi próg, najem krótkoterminowy, zmiany w ryczałcie dla przedsiębiorców) planuje rozpocząć wielką dyskusję na temat wieku emerytalnego. Ku zdziwieniu zgromadzonych, bo choć pomysł wydaje się ciekawy, potrzebny, może wręcz sprytny, to jednocześnie brzmi jak polityczny gwóźdź do trumny.

Pełczyńska zapowiedziała właściwie debatę o debacie. Dopytywana, nie wyjaśniła, jaki miałby być wspólny wiek przechodzenia na emeryturę dla kobiet i mężczyzn. Zapewniła, że z pewnością wyższy niż wiek dla kobiet (60 lat) i niższy niż dla mężczyzn (65 lat).

W teorii propozycja jest ważna i ambitna. Do takiej dyskusji skłaniają zmiany demograficzne (starzejące się społeczeństwo, niska zastępowalność pokoleniowa), technologiczne (zmiany na rynku pracy) i społeczne (żyjemy coraz dłużej). Zyskaliby wszyscy – kobiety lepszą emeryturę, a mężczyźni, częściej pracujący fizycznie, mogliby szybciej zejść z rynku pracy.

W zleconym przez „Rzeczpospolitą” sondażu IBRiS na pytanie „Czy jest pan/pani za zrównaniem wieku emerytalnego niezależnie od płci” 54 proc. respondentów odpowiedziało twierdząco (37 proc. jest na nie). W kwestii konkretnego wieku zdania były podzielone, ankietowani najczęściej wskazywali granicę 60–63 lata.

Czytaj też: Referendum w Krakowie. Jeśli Miszalski zostanie odwołany, zacznie się ogólnopolska polityczna gorączka

Polsko 2050, mamy problem

Proponowane przez Polskę 2050 „dyskusje o dyskusji” zawsze jednak wypadają źle. Pomijając fakt, że wszyscy chcemy być bogaci i nie pracować, znacznie trudniej udziela się odpowiedzi otwartej, niż dokonuje wyboru: to czy to. Zwłaszcza że różnica między przechodzeniem na emeryturę w wieku 60 a 63 lata jest znacznie bardziej złożona niż prosta alternatywa. Pełczyńska chce też ucywilizować wysokość najniższych emerytur, szczególnie kobiet, i zachęty do pozostania na rynku pracy. Trudno z tak złożonej kwestii uczynić wyborczy hit.

Tym bardziej że na dyskusję rządowi partnerzy nie mają specjalnej ochoty, co najlepiej opisała ostatnio Katarzyna Kotula. „Nie ma zgody w tym rządzie, by zmieniać wiek emerytalny ani na poważnie rozpoczynać tę dyskusję. Premier nie wyrazi na to zgody. Zrobił to raz. Miałam z nim taką rozmowę. Powiedział, że się sparzył i przez to przegrał wybory” – ujawniła w Radiu Zet.

To pokazuje drugą stronę problematycznego położenia Polski 2050. Partia nie dominuje – patrz: sondaże, liczba posłów – ale opozycja i tak wykorzystuje jej pomysły do atakowania całej koalicji. Rozpaczliwie szukający paliwa Przemysław Czarnek czy tiktokowy Sławomir Mentzen nie przepuszczą takiej okazji. Zwłaszcza przy, subtelnie mówiąc, słabej komunikacji Polski 2050 w ostatnich miesiącach. PiS i Nowa Nadzieja chętnie zaleją internet rolkami: „Pamiętacie, jak Tusk podwyższył wiek emerytalny? Robią to znowu!”.

Dura Tusk, sed Tusk

Nie tylko program wyborczy może stanąć pod znakiem zapytania, problemów jest więcej, począwszy od legendarnych sporów między Pełczyńską a Donaldem Tuskiem. Wirtualna Polska pisze o kolejnej takiej „scysji” – poszło o przygotowywaną przez resort funduszy i polityki regionalnej „Strategię rozwoju Polski do 2035 r.”. Na ostatniej prostej premier miał jej dać czerwone światło. To spory cios.

Tusk miał wyjaśniać, że dokument nie jest konieczny i zapewniała go o tym szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen: w obliczu wojen i rozchwiania areny międzynarodowej może szybko się zdezaktualizować, a co najważniejsze, może zostać łatwo wykorzystany przez opozycję. Tusk wchodzi w tryb kampanijny, w którym lepiej robić mało, ostrożnie i unikać kontrowersji, o czym pisze w „Polityce” Mariusz Janicki.

Abstrahując od samej wagi i potrzeby uchwalenia nowej strategii, szef rządu i szefowa Polski 2050 wybierają dwie drogi na politycznym rozwidleniu. Pełczyńska-Nałęcz myśli o polityce, jakbyśmy żyli w Polsce, którą idealiści nazywają „normalną” – racjonalną, merytoryczną, zachęcającą do spokojnej dyskusji. Premier nauczył się języka epoki postrumpowskiej, w której większe znaczenie ma SMS do szefowej Komisji Europejskiej i ustalenia między liderami (często humorzastymi) niż wielomiesięczna praca ekspertów i urzędników. Stara zasada sportów walki głosi, że „każdy ma plan, dopóki nie dostanie w twarz”. Ta kadencja Sejmu pokazała, że obowiązuje też w polityce.

I jeszcze Hołownia

Warto wspomnieć jeszcze krótko o wewnętrznych problemach Polski 2050. Pierwszym jest Szymon Hołownia, który na pewien czas zniknął z polityki – w rozmowie z Bogdanem Rymanowski tłumaczył to względami zdrowotnymi – i wrócił z przytupem. Jego postawa nie wróży partii korzyści. Swoim zachowaniem przypomina raczej byłego polityka w trasie promującej swoje memuary niż wciąż czynnego wicemarszałka Sejmu.

W jednym z Pełczyńską-Nałęcz najwyraźniej się zgadza – oboje twierdzą, że choć Polska 2050 należy do koalicji, to nie należy do „układu”. Co z kolei każe pytać o jej tożsamość. Czy partia chce recenzować rząd, który tworzy, czy woli z nim współdziałać? Dystansowanie się od partnerów przypomina działanie Razem, które po nieudanej próbie „popierania, ale nie wchodzenia” do rządu opuściło klub Lewicy. Nie sposób być częścią systemu i go krytykować albo krytykować system, który się współtworzy.

Kampania pod hasłem zrównania wieku emerytalnego – co wbrew deklarowanym intencjom liderki P2050 odbije się zapewne największym echem w opinii publicznej – jest zagrywką hazardzisty. Perspektywy wciągnięcia klasy średniej na wyborczy pokład wyglądają dziś mizernie. Ale co innego pozostaje partii, której szyld jest zużyty, a przewodnicząca nie dorównuje charyzmą ojcu założycielowi?

Reklama

Czytaj także

Świat

Gen. Dan Caine ma najtrudniejsze zadanie na świecie. Kim jest naczelny doradca wojskowy Trumpa?

Generał Dan Caine musi przekładać strumień świadomości prezydenta USA na precyzyjne działania zbrojne.

Marek Świerczyński
15.05.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną