Referendum w Krakowie. Jeśli Miszalski zostanie odwołany, zacznie się ogólnopolska polityczna gorączka
Niemal dokładnie rok temu, w maju 2025 r., mieszkańcy Zabrza odwołali w referendum prezydentkę Agnieszkę Rupniewską. Tamto głosowanie było pierwszym znakiem, że prezydenci dużych miast z Koalicji Obywatelskiej nie mogą czuć się bezpiecznie, ale na buncie mieszkańców wcale nie musi zyskiwać PiS. W przyspieszonych wyborach kandydat partii Kaczyńskiego nawet nie wszedł do drugiej tury, a miastem rządzi bezpartyjny Kamil Żbikowski ze stowarzyszenia Lepsze Zabrze.
Kraków: powtórka z Zabrza?
Czy Aleksander Miszalski podzieli w Krakowie los Agnieszki Rupniewskiej? Zdecyduje frekwencja: referendum będzie ważne, jeśli weźmie w nim udział co najmniej 3/5 liczby głosujących w drugiej turze wyborów na prezydenta miasta, czyli do urn musi się pofatygować co najmniej 158 tys. 555 mieszkańców, co z kolei daje nam minimalną, konieczną frekwencję na poziomie ok. 27,5 proc.
Ponad 158 tys. głosujących to również o ponad 30 tys. więcej, niż uzyskał w drugiej turze w 2024 r. przeciwnik Miszalskiego Łukasz Gibała. Stąd strategia prezydenta Krakowa, żeby nie nawoływać do głosowania przeciw odwołaniu, tylko do bojkotu referendum, wydaje się racjonalna. Jeśli jego zwolennicy sprzed dwóch lat posłuchają, głosowanie z dużym prawdopodobieństwem będzie nieważne.
Jednak emocje będą do samego końca. Według badań Ogólnopolskiej Grupy Badawczej do urn wybiera się ponad 60 proc. uprawnionych. To robi wrażenie, ale sondaże lokalne należy traktować z odpowiednią rezerwą. Miszalskiemu nie pomaga wciąż wpływowy w Krakowie wieloletni prezydent Jacek Majchrowski. Co prawda w wywiadzie dla serwisu Zero.pl deklaruje, że na referendum nie pójdzie, ale mocno krytykuje Miszalskiego: „Współczuję mu. Ale niestety, on sobie na to zapracował. Grupa osób potraktowała sobie władzę w Krakowie jak zabawę. Myślała, że Majchrowski to tylko siedział, palił cygaro i wszystko samo się toczyło. To grupa, która nigdy w życiu niczym nie kierowała, nie ma przygotowania fachowego, nie ma doświadczenia życiowego, ale rwie się, żeby mieć władzę”.
Czytaj też: Referendum w Krakowie. Odwołają Miszalskiego? To groźny precedens, stawka rośnie
Referendalna ostra kampania
Środowisko Aleksandra Miszalskiego sufluje, że za organizacją referendum stoją ludzie związani ze skrajną prawicą, Zondacrypto, a nawet Rosją. Przeciwnicy prezydenta podkreślają, że to jego złe decyzje uzasadniają odwołanie. Chodzi m.in. o wprowadzenie pokrywającej 60 proc. miasta Strefy Czystego Transportu, którą można ominąć, płacąc miesięcznie ok. 100 zł.
Zarzuty dotyczą również podwyżek cen biletów komunikacji miejskiej i zatrudniania w magistracie znajomych i kolegów z partii oraz ich rodzin. Źle został przyjęty film, na którym prezydent tańczy na dachu magistratu, dyrygując w rytm piosenki traktującej o tym, że jest „czarny i bogaty”. Miszalskiemu nie pomagają również oświadczenia majątkowe jego i jego ludzi, które wypłynęły w ostatnich dniach, a pokazują znaczne wpływy z zarobków w publicznych spółkach.
Znamienne jest to, że nikt z ważnych polityków Koalicji Obywatelskiej nie chce oficjalnie poprzeć Miszalskiego. Jakby zdawali sobie sprawę, że jego los jest przesądzony. Centrala Koalicji Obywatelskiej dystansuje się od głosowania, uznając je za „prywatną sprawę” Krakowian i samego prezydenta miasta.
Premier do referendum odniósł się w zasadzie tylko raz, gdy pod koniec lutego został o nie zapytany przez dziennikarzy w sejmowym korytarzu. „Wiadomo, że pomysły referendum w Krakowie, a później w innych miastach, się pojawiają, i to jest jakiś pomysł PiS czy Konfederacji na takie zamieszanie, na rozróbę polityczną, więc ja nie mam żadnej wątpliwości, że to jest jedyny powód, dla którego to referendum jest organizowane” – powiedział wówczas szef rządu. I dodał, że „oczywiście, prezydent Miszalski ma pełne wsparcie”. Ale żadne konkrety za tym nie poszły.
Czytaj też: Poligon Kraków. Sytuacja nagle zrobiła się poważna, to może być kluczowe referendum
Kto po Miszalskim?
Jeśli referendum się powiedzie, w ciągu trzech miesięcy będziemy mieli w Krakowie nowe wybory, a stolica Małopolski stanie się jednocześnie polityczną stolicą Polski. To nie będą kolejne wybory lokalne, to będzie uwertura do wyborów krajowych.
Swój ewentualny strat zapowiedział już lider skrajnie prawicowej Konfederacji Korony Polskiej Grzegorz Braun. Razem wystawi z całą pewnością pochodzącą z Krakowa współprzewodniczącą partii Aleksandrę Owcę, która będzie marzyć nawet o dwucyfrowym wyniku, bo w wyborach prezydenckich Adrian Zandberg zdobył tu bardzo dobry rezultat: 10,6 proc. Plany będzie jej próbowała pokrzyżować krakowska posłanka Nowej Lewicy (i była członkini Razem) Daria Gosek-Popiołek, która myśli nawet o zwycięstwie, ale bez poparcia KO będzie to niemożliwe.
Chociaż trzeba zauważyć, że KO nie ma na podorędziu nazbyt atrakcyjnych kandydatów: do startu po ewentualnym odwołaniu Miszalskiego typuje się Bogdana Klicha czy senator Monikę Piątkowską. Podobny problem ma PiS, a desperację w poszukiwaniu kandydata i kandydatki dobrze ilustrują nieprawdopodobne plotki o starcie... Andrzeja Dudy.
Jeśli odbędą się przyspieszone wybory, ich murowanym faworytem będzie niezależny Łukasz Gibała, który w 2024 r. w dogrywce nieznacznie przegrał z Miszalskim. Plany może mu pokrzyżować tylko niezwykła mobilizacja elektoratów partyjnych, bo – jako się rzekło – starcie w Krakowie będzie rozpalało wyobraźnię i toczyło się na skalę ogólnopolską, co może osłabiać kandydata koncentrującego się wyłącznie na sprawach lokalnych.