Zmarł Philip Roth, król amerykańskiej literatury
Wraz ze śmiercią Philipa Rotha skończyła się pewna epoka. Pora wrócić do jego książek.
Philip Roth
Eric Thayer/Forum

Philip Roth

W szpitalu na Manhattanie zmarł Philip Roth, genialny pisarz, jeden z najwybitniejszych nowelistów naszych czasów, który jak nikt inny sportretował Amerykę i XX wiek. Miał 85 lat. Nie doczekał Nagrody Nobla, która należała mu się jak nikomu innemu. Amerykański pisarz przez ostatnie lata żegnał się z literaturą – najpierw ogłosił, że przechodzi na emeryturę od pisania, potem przestał występować publicznie. Ostatnia jego książka to „Nemezis” z 2010 roku.

Literacka droga Philipa Rotha

Przebył też bardzo ciekawą drogę jako pisarz – od skandalizującego „Kompleksu Portnoya”, poprzez wspaniałą trylogię amerykańską przełomu wieków („Wyszłam za komunistę”, „Amerykańska sielanka”, „Ludzka skaza”) czy „Spisek przeciwko Ameryce”, aż po ostatnie nowele o przypadku i losie.

Roth był doceniany, ale nie zagłaskiwany przez krytykę – miewał miażdżące recenzje. Tworzył postacie, przede wszystkim pisarzy, na swoje podobieństwo, ale udało mu się pokazać całe pokolenie. Roth w pierwszych swoich książkach, zwłaszcza w „Kompleksie Portnoya”, odcinał się od rodziny, od żydostwa i tradycji. To drugie pokolenie żydowskich imigrantów (do którego należał) czuło się wolne od więzów ze starą ojczyzną i z religią, wolne nawet od potrzeby identyfikacji. Wielokrotnie przywoływał tę początkową siłę, jaką dawało mu poczucie otwartej drogi, bez obciążenia przeszłością. W późnych książkach, zwłaszcza w autobiograficznym „Dziedzictwie”, więź z przeszłością, rodziną znowu staje się ważna.

Pełno śmierci w książkach Rotha

W ostatnich książkach Rotha pełno jest śmierci. W „Konającym zwierzęciu” wykłada swoje credo: seks to jedyny dostępny człowiekowi sposób „zemsty na śmierci”. Jednak dla bohaterów późnych jego powieści seks często nie jest już dostępny. Opisuje starość, ciało i jego rozpad. Bez pocieszenia i nadziei.

Ale to wcale nie sarkazm czy rozpacz królują w tym świecie. Nic podobnego. Wściekłą potęgą skierowaną przeciwko śmierci jest w jego książkach samo pragnienie, pożądanie, które nie mija wraz ze starością.

Wszyscy jego bohaterowie, jak Sabat z pięknego „Teatru Sabata”, kochają się w samym życiu i wołają o więcej: „Więcej klęsk! Więcej rozczarowań! Oszustw! Samotności! Artretyzmu! Misjonarzy! A z bożą pomocą jeszcze więcej dup! Jeszcze więcej tragicznego zawikłania we wszystkie sprawy tego świata. Samo poczucie wrzaskliwej żywotności pozwoli przejść do porządku dziennego nad obrzydliwością egzystencji”. I w opisywaniu tej wrzaskliwej żywotności i tęsknoty za parszywym życiem Roth pozostaje niedościgłym mistrzem.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj