Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Kultura

Zmarł Philip Roth, król amerykańskiej literatury

Philip Roth Philip Roth Eric Thayer / Forum
Wraz ze śmiercią Philipa Rotha skończyła się pewna epoka. Pora wrócić do jego książek.

W szpitalu na Manhattanie zmarł Philip Roth, genialny pisarz, jeden z najwybitniejszych nowelistów naszych czasów, który jak nikt inny sportretował Amerykę i XX wiek. Miał 85 lat. Nie doczekał Nagrody Nobla, która należała mu się jak nikomu innemu. Amerykański pisarz przez ostatnie lata żegnał się z literaturą – najpierw ogłosił, że przechodzi na emeryturę od pisania, potem przestał występować publicznie. Ostatnia jego książka to „Nemezis” z 2010 roku.

Literacka droga Philipa Rotha

Przebył też bardzo ciekawą drogę jako pisarz – od skandalizującego „Kompleksu Portnoya”, poprzez wspaniałą trylogię amerykańską przełomu wieków („Wyszłam za komunistę”, „Amerykańska sielanka”, „Ludzka skaza”) czy „Spisek przeciwko Ameryce”, aż po ostatnie nowele o przypadku i losie.

Roth był doceniany, ale nie zagłaskiwany przez krytykę – miewał miażdżące recenzje. Tworzył postacie, przede wszystkim pisarzy, na swoje podobieństwo, ale udało mu się pokazać całe pokolenie. Roth w pierwszych swoich książkach, zwłaszcza w „Kompleksie Portnoya”, odcinał się od rodziny, od żydostwa i tradycji. To drugie pokolenie żydowskich imigrantów (do którego należał) czuło się wolne od więzów ze starą ojczyzną i z religią, wolne nawet od potrzeby identyfikacji. Wielokrotnie przywoływał tę początkową siłę, jaką dawało mu poczucie otwartej drogi, bez obciążenia przeszłością. W późnych książkach, zwłaszcza w autobiograficznym „Dziedzictwie”, więź z przeszłością, rodziną znowu staje się ważna.

Pełno śmierci w książkach Rotha

W ostatnich książkach Rotha pełno jest śmierci. W „Konającym zwierzęciu” wykłada swoje credo: seks to jedyny dostępny człowiekowi sposób „zemsty na śmierci”. Jednak dla bohaterów późnych jego powieści seks często nie jest już dostępny. Opisuje starość, ciało i jego rozpad. Bez pocieszenia i nadziei.

Ale to wcale nie sarkazm czy rozpacz królują w tym świecie. Nic podobnego. Wściekłą potęgą skierowaną przeciwko śmierci jest w jego książkach samo pragnienie, pożądanie, które nie mija wraz ze starością.

Wszyscy jego bohaterowie, jak Sabat z pięknego „Teatru Sabata”, kochają się w samym życiu i wołają o więcej: „Więcej klęsk! Więcej rozczarowań! Oszustw! Samotności! Artretyzmu! Misjonarzy! A z bożą pomocą jeszcze więcej dup! Jeszcze więcej tragicznego zawikłania we wszystkie sprawy tego świata. Samo poczucie wrzaskliwej żywotności pozwoli przejść do porządku dziennego nad obrzydliwością egzystencji”. I w opisywaniu tej wrzaskliwej żywotności i tęsknoty za parszywym życiem Roth pozostaje niedościgłym mistrzem.

Bohaterowie, których „coś dopada”

W życiu bohaterów ujawnia się jeszcze jedna decydująca siła oprócz „wrzaskliwej żywotności”. Coś niespodziewanie ich dopada. Kolejne książki przypominają, że „to, z czym walczymy, jest tak małe, jak wielkie to, co walczy z nami” – jak pisał Rilke. Na ostatniej stronie ostatniej powieści Rotha znajdziemy opis pięknego ciała Buckiego Cantora, młodego nauczyciela, na którego patrzą z podziwem i uwielbieniem jego podopieczni. Wydaje im się niemal bóstwem, wcieleniem doskonałości. Wiemy jednak, o tym opowiada ta książka, że Bucky Cantor nie był nadczłowiekiem, że jego życie legło w gruzach nie tylko dlatego, że zachorował na polio, ale też dlatego, że czuł się winny za rozprzestrzenianie zarazy.

Podobnym ucieleśnieniem marzeń chłopaka z New Jersey w czasach dzieciństwa Rotha był ktoś taki jak Szwed Levov, bohater „Amerykańskiej sielanki”. Seymour otrzymał w szkole przezwisko Szwed, bo był wysokim blondynem. Stał się fantazją o byciu kimś innym – nie Żydem, ale krzepkim, optymistycznym Amerykaninem. Życiorys Szweda wydawał się idealny. Kiedy Zuckerman widzi go po latach, ma wrażenie, że spotkał wcielenie amerykańskiego mitu, człowieka nieskomplikowanego i bezmyślnego, za którego uśmiechem nic się nie kryje. Kiedy jednak poznał jego historię, okazało się, że nigdy w życiu tak bardzo się nie pomylił: amerykańska sielanka Szweda to było piekło. Jego córka znienawidziła wszystko, co Szwed kochał: burżuazyjną Amerykę, mieszczańskie wartości, przyzwoitość, dostatek. Merry podkładała bomby, została terrorystką.

Los uderza w bohatera

Ostatnie cztery książki Rotha układają się w cykl, który cały mógłby być zatytułowany „Nemezis”. Ta siła u Rotha to nie tyle zemsta bogów, ile uderzenie losu, które spada na bohatera. To niefortunna decyzja, fałszywy krok. Roth pokazuje ludzi, którzy nie mogą uniknąć klęski, jak Edyp, jak Antygona. Ten wzór tragiczny jest związany z żydowskim losem. To są dwie strony dziedzictwa żydowskiego – wrzaskliwa żywotność i głęboko skrywane uczucie obcości, poczucie, że nie jest się u siebie.

Bohaterowie Rotha należą do pokolenia Żydów, którzy osiągnęli w Ameryce wiele, a jednocześnie tkwi w nich ten cierń, kompleks, poczucie, że jest się kimś gorszym. Tę podwójność wydobywa Roth wnikliwie i subtelnie. Prawdziwa siła jego pisarstwa polega na tym, że nie musimy myśleć o losie żydowskim – to, co dotyka bohaterów, mogłoby przecież dotknąć każdego.

Ciekawość i dociekliwość, które nie mijały

Cztery lata temu udało mi się odwiedzić Rotha w Nowym Jorku. Drzwi otworzył wysoki, szczupły mężczyzna, który wyglądał na zmęczonego, ale w trakcie rozmowy ujawniły się jego młodzieńcza energia, szybki dowcip, łobuzerski uśmiech. Właśnie ogłosił, że kończy z pisaniem i nie będzie już występował publicznie. Mówił, że ma wreszcie dużo czasu na czytanie (pisanie traktował jak zakon).

Szybko okazało się, że pozostały w nim pisarska ciekawość i dociekliwość. Zaczął wypytywać o Polskę (Roth znał też polską literaturę – był m.in. wydawcą Konwickiego w Ameryce), o 1968 rok, o pochodzenie słów. Dawniej jego przyjaciele i goście byli przyzwyczajeni, że ich słowa i opowieści trafiały potem do książek. I w czasie mojej wizyty Roth miał cały czas pod ręką karteczki, notował ciekawe słowa.

Niedościgniony wzór

Książki Rotha nabierają aktualności. Po wyborze Trumpa przypominano sobie „Spisek przeciwko Ameryce”, opowiadający alternatywną wersję historii, w której profaszystowski kandydat na prezydenta Charles Lindbergh pokonał Roosevelta w wyborach przy wsparciu m.in. amerykańskich Żydów. Znakomita trylogia amerykańska (przypomnijmy: „Wyszłam za komunistę”, „Amerykańska sielanka”, „Ludzka skaza”) stała się niedościgłym wzorem, jak pisać powieści polityczne, które jednocześnie są aktualne i uniwersalne, opowiadają o tragizmie ludzkiego losu.

Umarł król amerykańskiej literatury, skończyła się pewna epoka. Czas wrócić do jego książek – ja zacznę od autobiograficznego „Dziedzictwa”.

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Każde „nie” to głos szatana. Przemoc księży egzorcystów wychodzi na światło dzienne

W czasie śledztwa zamiast skupić się na tym, że odebrano mi wolność i molestowano, zajmowano się udowodnieniem, czy umiem mówić po aramejsku. Gdyby zmienić słowa „oprawca ksiądz” na „oprawca mężczyzna”, optyka na to, co się stało, byłaby zupełnie inna – mówi Irena, egzorcyzmowana wbrew woli przez kilkunastu księży.

Agata Szczerbiak
13.06.2024
Reklama