Kultura

Nocna sztuka w „dobrym tłumie”

Nocna sztuka w „dobrym tłumie”

Noc Kultury Noc Kultury fot. Jakub Bodys
Jak stać się gościem we własnym mieście? W jaki sposób poczuć się jak turysta w znajomych zakątkach i na co dzień widywanych ulicach? I co tak bardzo przyciąga do wydarzenia, o którym wiadomo przede wszystkim, że jest mnóstwem niespodzianek?

ALEKSANDRA I. KAPINOS: – O różnych wydarzeniach mówi się – zwykle z przesadą – że każdy znajdzie na nich coś dla siebie. W przypadku Nocy Kultury w Lublinie można odnieść wrażenie, że tam naprawdę każdy znajdzie coś dla siebie.
JOANNA WAWIÓRKA-KAMIENIECKA: – Też używam tych słów i czuję, że z pełnym pokryciem obiecuję gościom Nocy Kultury, że znajdą coś dla siebie. Ta gwarancja sukcesu wynika z wielości wydarzeń, jest ich kilkaset, i różnorodności: muzyczne, wizualne, interaktywne – a na pewne można spoglądać tylko z odległości i też doświadczać czegoś wspaniałego – bez względu na wiek, preferencje estetyczne. Chyba z tego wynika ta nasza pewność. Z drugiej strony obserwujemy co roku na ulicach ogromne tłumy ludzi. Mamy poczucie, że nam się to udaje.

Mieszkańcy przychodząc na festiwal, wyruszają do centrum swojego Lublina? A może czują się jak turyści? Takie wydarzenie zmienia perspektywę widzenia miasta?
Właśnie po to ludzie przychodzą. Stali bywalcy przychodzą m.in., by zobaczyć, jak miejsca, które mijają na co dzień, mogą wyglądać w innym wydaniu. Ludzie czekają na tę odmienioną przestrzeń, na to, że zobaczą sztukę w nietypowych miejscach. Wychodzą z gotowością, że oczekują nieoczekiwanego. I wiedzą, że założeniem Nocy Kultury jest zaskakiwanie – bo nie powtarzamy rzeczy, które robimy. To taki kwiat paproci. U nas są w większości produkcje, których nie można obejrzeć nigdy wcześniej i dokładamy starań, by nie móc ich obejrzeć w tych samych miejscach po Nocy Kultury.

Noc Kulturyfot. Ignac TokarczykNoc Kultury

Rzeczy znikają, ale sporo też – poza wrażeniami – pozostaje. Jedna z edycji Nocy Kultury przyczyniła się do tego, że ulica Żmigród szybciej stała się miejscem spacerów, niż stałoby się to bez udziału festiwalu.
Zachwyt mieszkańców miasta i mediów, i to, że media społecznościowe zostały zalane zdjęciami z ulicy Żmigród, przyspieszyły decyzję prezydenta miasta o ograniczeniu ruchu na tej ulicy. Nasze działania koncentrujemy wokół inspirowania do zmian, pokazywania, że można inaczej.

Noc Kultury ma moc sprawczą?
Czujemy, że mamy moc sprawczą i moc palucha, którym możemy pokazać niektóre sprawy. Możemy pokazać budynki, zamykać ulice. Od 4 lat wybieramy też jedną uliczkę na Starym Mieście, spośród tych, które przez mieszkańców Lublina odbierane są jako mniej atrakcyjne, zapomniane, rzadziej uczęszczane. Zamykamy te ulice dla ruchu kołowego, usuwamy samochody i aranżujemy zgodnie z filozofią danego roku.

Noc Kulturyfot. Jakub BodysNoc Kultury

W ubiegłym roku była to ulica Podwale.
Chcieliśmy przypomnieć, że istniała w Lublinie ulica Krawiecka, która była zamieszkana przez społeczność żydowską, z gęstą drewnianą zabudową. Przypominaliśmy o istnieniu jej kiedyś, drukując wielkie fotografie na tkaninie, robiąc mnóstwo instalacji inspirowanych krawiectwem. Były wielkie nożyczki, wodospad z krawatów, centymetr krawiecki długości ulicy. Promując to jako jeden ze szczególnych punktów programu sprawiamy, że właściwie każdy uczestnik Nocy Kultury pójdzie na tę ulicę. I zwykle słyszymy potem: To tu nie jest strasznie, jest pięknie, moje wspomnienia sprzed lat już nie mają racji bytu.

Odczarowywanie jakiegoś miejsca może być katalizatorem do tego, by zrobić coś z tym, co na co dzień od niego odrzucało?
Kilka lat temu zamykaliśmy ulicę Kowalską i aranżowaliśmy ją w stylu lat 20. ub.w. Zamieniliśmy szyldy, które były na tej ulicy, na stylizowane na dawne. Był to kolejny głos w dyskusji na temat szyldów w przestrzeni miejskiej. I np. jeden z właścicieli lokalu usługowego na tej ulicy poprosił, by nie zdejmować tego nowego starego szyldu. I ten jeden szyld został. Po roku następny właściciel, wymieniając swój szyld, stwierdził, że faktycznie warto sprawić, by był on atrakcyjny. I jeszcze jedna kwestia: przygotowując daną lokalizację, pracujemy w niej wcześniej z mieszkańcami, najemcami i z ludźmi, którzy tam działają, też w dużym stopniu pomagając im, inspirujemy ich do dalszych działań.

Noc Kulturyfot. Marcin ButrynNoc Kultury

I oni działają – również współtworząc Noc Kultury na różnych frontach. Także w ramach wolontariatu.
Bez wolontariuszy festiwal nie istniałby. Co roku pomaga nam ponad stu wolontariuszy. Pracujemy z nimi bardzo długo, przechodzą szereg szkoleń, spotkań z nami. To nie są osoby, które skrzykujemy trzy dni przed wydarzeniem.

A w jaki sposób można wpływać na kształt festiwalowych wydarzeń? Jak powstaje program Nocy Kultury?
Część programu to autorskie produkcje Warsztatów Kultury – organizatora Nocy. Pracujemy nad nimi od września. Oprócz tego ogłaszamy otwarty nabór. I dosłownie każdy, kto ma pomysł na działanie nocokulturowe, może je zgłosić. Naszym założeniem jest pomóc w realizacji jak największej liczby pomysłów. W tym roku 90–95 proc. pomysłów mieszkańców Lublina zostanie zrealizowanych. Potrzebne jest tylko wyczucie, czym jest nocokulturowość.

Nocokulturowości przyglądali się socjologowie badający festiwal i jego wpływ na Lublin i jego mieszkańców. Czym ona jest?
Nocokulturowość – według badań – jest doskonale rozumiana, wyczuwalna i definiowalna przez publiczność. Noc Kultury to miejsce – Lublin i jego Stare Miasto, czas – noc i to, że jest raz w roku i wszystko zniknie przed wschodem słońca, to też świadomość, że idziemy doświadczać tego, co jest niezwykłe, co wyrywa nas z codzienności. Elementami nocokulturowości są m.in. te wszystkie obiekty – dziwaczne, zaskakujące, fantazyjne – w przestrzeni miasta, które przez gości określane są często jako dekoracje.

Noc Kulturyfot. Marcin ButrynNoc Kultury

Przechadzka pośród scenografii?
O to jest bardzo ładne! To takie wpuszczenie do innego świata. Z drugiej strony też jest to czas, gdy przychodzimy do centrum miasta i nie mamy spraw do załatwienia. Chodzimy po własnym mieście i oglądamy kamienice, zaglądamy w bramy, wchodzimy w miejsca, do których byśmy nigdy nie zaszli. Robimy to wszystko, bo spacerujemy. To jest też ta niecodzienność, bo nie zdarza nam się często, by na kilka godzin iść do centrum oglądać miasto.

To jednak specyficzny spacer, w tłumie. Jak czują się w nim odwiedzający wydarzenie? To prawda, że macie do czynienia z wyjątkowym i – jak wynika z badań – „dobrym tłumem”?
Uwielbiam określenie „dobry tłum”. Jednak rzadko ktokolwiek mówi: kocham tłum! Z jednej strony ludzie mówią, że nie lubią go, z drugiej – nie wyobrażają sobie Nocy Kultury bez niego. On daje atmosferę, euforię i radość. Ludzie orientują się, że jest więcej takich jak oni – osób, które postanowiły tego wieczora dojechać do miasta, nie do końca wiedząc, co zobaczą. Z dużą dozą zaufania. „Dobrość” tego tłumu polega na tym, że każdy ma świadomość, że jest jego częścią, i każdy gdzieś musi dojść – ludzie się nie przepychają, nie potrącają. Ten tłum to też trochę akceptowalny dyskomfort na Nocy Kultury. Ale i – co wynika z badań – można odnieść wrażenie, że goście Nocy Kultury są dość zestresowani, bo nikt nie jest w stanie zobaczyć wszystkiego.

Czy są zatem punkty obowiązkowe na mapie Nocy Kultury w Lublinie? Czego przegapić, mimo wszystko, nie powinno się?
Podczas każdej edycji są miejsca, w które chcemy zapraszać szczególnie. W tym roku to m.in. ulica Olejna. To miejsce będzie zaproszeniem do świata książek, słów, papieru, maszyn do pisania, liter. Projekt nazwaliśmy „Słowo daję”. Znajdziemy tam ponad trzymetrową książkę, olbrzymie litery-lampiony, kredal, czyli mural ze słów wykonany kredą na kamienicy. No i będą biurka z maszynami do pisania – czekające na palce gości Nocy Kultury.

By dopisać swój fragment MiastoOpowieści?
MiastoOpowieść to hasło tegorocznej Nocy Kultury. Dla mnie MiastoOpowieść to opowieść o mieście i jego mieszkańcach. Można to rozumieć na tysiące sposobów. Współpracuje z nami artystka, która narysuje bardzo osobisty komiks – opowieść o trudnych niedawnych chwilach w jej życiu – to będzie mikroopowieść. Z drugiej strony częścią tej opowieści będzie jedna z bram, którą nazwaliśmy Zaułkiem Vasconcelesa i chcemy zachęcić gości Nocy Kultury do przeczytania książki „Moje drzewko pomarańczowe” tego autora.

Noc Kulturyfot. Ignac TokarczykNoc Kultury

Po tegorocznej Nocy Kultury Lublin znów się zmieni?
Zmiany, które powodujemy są głównie zmianami w świadomości ludzi. I to jest efekt, który nazwano w badaniach efektem „Da się”. Czyli po prostu da się. Nie w Barcelonie, nie w Paryżu, tylko da się u nas – w Lublinie. Ta świadomość to coś niezwykle cennego – gdy ludzie się przekonują, że na własnym gruncie, własnymi siłami, bez wielkich inwestycji możliwe są wspaniałe rzeczy, które oni przeżywają, których doświadczają i niosą dalej we wspomnieniach.

ROZMAWIAŁA ALEKSANDRA I. KAPINOS

***

Joanna Wawiórka-Kamieniecka – dyrektor Nocy Kultury, Warsztaty Kultury w Lublinie. Koordynuje Nocą Kultury od 2015 roku. Prowadzi zajęcia na kierunku Dizajn miejski na KUL oraz Miasta i metropolie. Studia miejsce na ASP w Warszawie.

***

Noc Kultury, 1/2 czerwca 2019, start o 19:00, Lublin – Stare Miasto, Wstęp wolny

Reklama

Czytaj także

Kraj

Arcyksiążę Głódź – ikona Kościoła oderwanego od współczesnego świata

Abp Sławoj Leszek Głódź powoli staje się ikoną Kościoła – tego oderwanego od współczesnego świata, społecznych emocji, z monopolem na rację.

Ryszarda Socha
23.05.2019
Reklama