Polityka. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

Subskrybuj
Kultura

Nowi „Nędznicy”. Do wybuchu gniewu wystarczy iskra

Kadr z filmu „Nędznicy” Kadr z filmu „Nędznicy” mat. pr.
Ladj Ly w swoim debiucie tworzy przejmujący, niepokojący thriller, będący obrazem francuskiego społeczeństwa. A może nie tylko francuskiego.

„To jest kawał o społeczeństwie, które upada i w miarę spadania powtarza sobie dla otuchy, że jak na razie wcale nie jest tak źle”. Tak Mathieu Kassovitz, zdobywca Złotej Palmy dla najlepszego reżysera w Cannes, puentuje film „Nienawiść” (1995), ostrzeżenie przed wszelkimi formami radykalizmu, pokłosie zamieszek, do jakich doszło na przedmieściach Paryża po zabiciu przez policję młodego Zairczyka w 1993 r. Francja znalazła się wówczas na skraju przepaści. Ponad ćwierć wieku po tych wydarzeniach, zamiast się oddalać, zbliża się do krawędzi. Popychana przez skrajne postawy – nacjonalizm, rasizm i ksenofobię – zmierza ku upadkowi, a wspomniany żart przestaje być żartem.

„Nędznicy”, kino społecznie zaangażowane

Francuzi to, jak wiadomo, rewolucyjny naród. Samochody nad Sekwaną płoną przez cały rok. Wystarczy iskra, by wybuchł gniew. Wtedy jednego dnia ogień trawi nawet sto aut. Powody są różne. Rosnące koszty życia i wzrost cen paliw to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Im głębiej, tym problemy wydają się poważniejsze. Na pierwszy plan wysuwają się kwestie wciąż okryte tabu, czyli bestialstwo władzy w najuboższych dzielnicach.

Właśnie temu w swoich debiutanckich „Nędznikach” przygląda się Ladj Ly, pierwszy czarnoskóry reżyser reprezentujący Francję w drodze po Oscara dla najlepszego filmu międzynarodowego. Akcję osadza w rodzinnej miejscowości Montfermeil, położonej w obrębie aglomeracji paryskiej, gdzie rozgrywają się istotne fragmenty powieści Victora Hugo. To w departamencie Sekwana-Saint-Denis, w skład którego wchodzi miasto, miały miejsce najbrutalniejsze zamieszki w 2005 r., wszczęte, gdy w pościgu z rąk funkcjonariuszy zginęło dwóch młodych chłopaków.

Niespełna 40-letni dziś Ly był naocznym świadkiem tego, co działo się na ulicach. Kilka lat później, podobnie zresztą jak jeden z bohaterów jego filmu, amatorską kamerą zarejestrował naganne zachowanie mundurowych. Nic zatem dziwnego, że gdy udało mu się wyrwać z tzw. zaklętego kręgu ubóstwa, postanowił przemówić, apelując do obu stron o opamiętanie się być może w przededniu kolejnej katastrofy. Nie ma co ukrywać – „Nędznicy” to kino zaangażowane politycznie, które dotyka nie tylko Francji, ale i całej reszty świata, dowodząc, że umowa społeczna przestaje działać.

Czytaj też: Francja wciąż protestuje

Francuzi biedni i bogaci, policjanci i kowboje

Film otwiera sekwencja wprost znakomita. Francja pokonuje Chorwację w finale Mistrzostw Świata w Rosji, zdobywając – dwie dekady po poprzednim sukcesie – drugi puchar w swojej historii. Paryż wiwatuje i zapomina o codziennej niedoli. Zgromadzeni w pubach ludzie uroczyście odśpiewują „Marsyliankę”. Nie ma mowy o podziałach na bogatych i biednych, Francuzów z dziada pradziada i przybyszów, o takim czy innym kolorze skóry. Liczy się zwycięstwo. Gdy chwilę później kamera w majestatycznym planie totalnym, na tle Łuku Triumfalnego, pokazuje tłum kibiców, tytułowych nędzników, widz już wie, że czas karnawału się kończy – wkrótce sieć zaleje fala rasistowskich komentarzy na temat francuskiej reprezentacji.

Czytaj też: Na co komu dziś narody

Trzech policjantów przemierza samochodem ulice, na które padają cienie bliźniaczych bloków, gęsto zaludnionych przez obywateli drugiej kategorii. Grupą dowodzi Chris (Alexis Manenti), porywczy, terroryzujący mieszkańców, wychodzący z kowbojskiego założenia, że to jego prywatny Dziki Zachód. Jego wykorzystywanie odznaki w złych celach stara się utrzymać w ryzach czarnoskóry Gwada (Djibril Zonga), który częściej jednak – jeśli sam akurat nie przekracza granicy – przymyka oko na ekscesy kompana i na wszelki wypadek siedzi cicho.

Do duetu dołącza nowicjusz Stéphane (Damien Bonnard), przybysz, dobry glina o silnym kręgosłupie moralnym, uprzejmy, zdecydowanie zbyt przyzwoity, by maczać palce w jakimkolwiek nielegalnym procederze. Każdy z nich ma inny pomysł na radzenie sobie z trudną okolicą. Trójka bohaterów funkcjonuje niczym id, ego i superego. Jest to być może nieco stereotypowy podział, ale tutaj się sprawdza. Gdy wędrownej grupie cyrkowej zostaje skradzione lwiątko, a o czyn zostaje oskarżony chłopak z osiedla, mężczyźni starają się uchronić Montfermeil przed wybuchem kolejnych rozruchów.

Czytaj też: Czy można prowadzić eksperymenty „na biednych”?

Fatum ciąży nad Francuzami

Ich nieskoordynowane działania ujawniają rządzący miastem system naczyń połączonych, oparty na złożonych relacjach, układach i hierarchii. Okazuje się, czemu z niedowierzaniem przygląda się Stéphane, że nie chodzi o żaden porządek, a o utrzymanie status quo między policją a społecznymi nizinami, które reprezentują człowiek o ksywce Burmistrz (Steve Tientcheu) oraz Salah (Almamy Kanoute), nawrócony dżihadysta prowadzący knajpę z kebabami. Podziały w i tak już rozbitej populacji, skaczącej sobie do gardeł w imię religii, kultury czy rasy, zaostrza brutalność ludzi, którzy w domyśle powinni stać na straży ładu.

Momenty przemocy, fizycznej i werbalnej, reżyser zestawia ze scenami, których bohaterami są ci najbardziej wykluczeni, czyli dzieci. Znamienne, że każda ich zabawa – gra w piłkę, filmowanie dronem okolicy – zostaje tu przerwana, jakby nie było już dla nich żadnej nadziei. Bilbord z „Nienawiści” Kassovitza, informujący o tym, że świat należy do nich, jeszcze bardziej przygnębia.

Ly tworzy przejmujący, niepokojący, naturalistyczny i niezwykle kinetyczny thriller, utrzymany w charakterze antycznej tragedii, z ciążącym nad postaciami fatum. To jak u Hugo obraz francuskiego społeczeństwa, w którym pobrzmiewają echa protestów żółtych kamizelek i innych mniejszych czy większych rewolucji.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Od SB do NATO i UE

Książka amerykańskiego dziennikarza Johna Pomfreta pokazuje, jak po 1989 r. solidarnościowe władze z pomocą byłych szpiegów SB otworzyły nam drzwi na Zachód.

Grzegorz Rzeczkowski
17.01.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną