Kultura

Miało być wielkie święto kinomanów. Ale trzeba zaczekać

Sala kinowa z odstępami koniecznymi ze względu na ryzyko zakażenia koronawirusem Sala kinowa z odstępami koniecznymi ze względu na ryzyko zakażenia koronawirusem Paweł Małecki / Agencja Gazeta
W piątek 3 lipca miały się otwierać multipleksy, ale tak się nie stanie. A to rodzi kolejne pytania: czy kino, jakie znaliśmy, jeszcze wróci? Czy w ogóle jest potrzebne?

Piątek 3 lipca miał być wielkim świętem kinomanów. Otwarcie sal zapowiadały sieci multipleksów, takie jak Cinema City czy Multikino. W ostatniej chwili postanowiono się jednak z tym wstrzymać. Mają na to wpływ przede wszystkim decyzje amerykańskich dystrybutorów, którzy w obliczu niesłabnącej pandemii w USA przesuwają najważniejsze premiery lata. Skoro więc musimy się jeszcze przez jakiś czas obyć bez większości sal kinowych, to może pora zapytać, jak ten nasz powrót przed wielkie ekrany ma wyglądać.

Co by to było, gdyby kina nie było

Nie można powiedzieć, że kina w Polsce nie działają wcale – gdy w czerwcu weszliśmy w kolejny etap odmrażania, otworzyły się te studyjne, które nie mogłyby już dłużej funkcjonować bez żadnych źródeł finansowania. Z zachowaniem zasad bezpieczeństwa widzowie mogą więc oglądać albo te produkcje, które weszły na ekrany tuż przed wybuchem pandemii, albo niszowe tytuły, które miały premierę wkrótce potem. Wciąż jednak w wielu miastach dostęp do pokazów jest znacznie ograniczony.

To wszystko sprawia, że po raz pierwszy możemy sobie realnie odpowiedzieć na pytanie: co by się stało, gdyby kina nie było? Od kilku lat trwa dyskusja o tym, czy wobec rozwoju platform streamingowych i idącej za tym zmiany modelu dystrybucji (filmy coraz częściej mają premierę od razu w internecie) kino jako miejsce ma jeszcze rację bytu. Miesiące zamknięcia mogły nas w teorii przekonać, że wyprawa do kina jest zupełnie zbędną stratą czasu, skoro wszystko jest pod ręką. Tak się nie stało. Paradoksalnie w pandemii pojęliśmy, że streaming nie jest w stanie zastąpić kina. Wyczekiwania na seans, oglądania dzieł na dużym ekranie, chwili oderwania od codzienności, wspólnego przeżywania emocji. Duże widowiska, jak chociażby nowa produkcja Christophera Nolana „Tenet”, powstają po to, by je oglądać na dużym ekranie, a nie na laptopie ułożonym na stosie poduszek. Poza tym kino to więcej niż film – to wciąż najprostszy pomysł na randkę, wypad z przyjaciółmi czy po prostu miły wieczór poza domem.

Czytaj też: Witajcie w czasach Covid Film Festival

A jeśli ktoś chrząknie na widowni?

Zamknięcie kin to jeden problem. Drugi to próba ustalenia, kiedy da się do nich wrócić. Choć w salach będą obowiązywały zasady sanitarne, to nie da się ukryć, że mało jest w nas zaufania do innych uczestników pokazów. Skoro ludzie lekceważą zalecenia w komunikacji miejskiej czy sklepie, to trudno zakładać, że będą ich posłusznie przestrzegali w sali kinowej. Każde kaszlnięcie czy chrząknięcie będzie przypominało, że ryzykujemy zdrowie dla rozrywki.

To z kolei prowadzi do innego pytania: kiedy będzie można zasiąść na widowni bez zastanawiania się, czy nasza potrzeba obejrzenia hollywoodzkiego widowiska rzeczywiście jest tego warta. Kinomani będą decydować, czy obejrzeć premierę z duszą na ramieniu, czy odczekać kilka miesięcy, aż pojawi się w internecie albo na płycie. I to nie będą łatwe wybory.

Czytaj też: Powrót na plan filmowy

Kino pod chmurką i dla wybranych

Zarazem nie ma wątpliwości, że ludzie tęsknią do kina. Informację, że Cinema City przekłada termin otwarcia sal, przyjęto w sieci z oburzeniem i krytyką. Od początku pandemii zyskują na popularności kina samochodowe, które choć nie zawsze są bardzo komfortowe, to dają możliwość oglądania filmu na wielkim ekranie. Lato zachęca do pokazów na świeżym powietrzu, gdzie dużo łatwiej zachować dystans i zadbać o odpowiednią wentylację. Kto wie, być może to w tym roku będzie najlepsze rozwiązanie dla wielbicieli kina na przymusowym odwyku.

Nowych rozwiązań szukają też same kina. Sieć Helios proponuje seanse prywatne, na których będziemy mogli oglądać filmy wyłącznie z wyselekcjonowaną grupą znajomych. To może zapewnić większe poczucie bezpieczeństwa, bo w tym przypadku jednak łatwiej wyegzekwować i monitorować stosowanie się do przepisów.

Wielki ekran jednak nie do zastąpienia

Trudno dziś przewidzieć, kiedy kina wrócą do normalnego funkcjonowania (oraz ile z nich przetrwa ten okres zamknięcia) i kiedy widzowie będą mogli bez lęku usiąść w ciemnościach i cieszyć się seansem. Szukając pozytywnych stron w tej sytuacji: pandemia dowiodła, że kino jako instytucja wciąż odgrywa ważną rolę w życiu wielu ludzi, a duże ekrany są absolutnie kluczowe w procesie dystrybucji filmów. Nie ma wątpliwości, że branżę czekają teraz trudne miesiące (jeśli nie lata). Ale i nie ma wątpliwości, że głód seansu kinowego jest nadal żywy.

Podkast: Czy życie filmowe przenosi się do sieci?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Dlaczego Donald Trump nie zatańczy na TikToku?

Gdy jedni prezydenci pokazują się na TikToku, inni próbują go zbanować. Popularna wśród młodzieży – i nie tylko – aplikacja już została usunięta z Indii. Następne będą USA?

Michał R. Wiśniewski
12.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną