Dla każdego coś ciężkiego
Dla każdego coś ciężkiego. Muzyka metalowa w Polsce przeżywa złotą erę
Tylko najbardziej niezorientowani słuchacze postrzegają dziś metal jako artystyczną niszę. Już dawno przedostał się do szerokiej świadomości, o czym świadczyć mogą choćby komercyjne sukcesy Behemotha czy występy nominowanej do Paszportu POLITYKI Furii w „Weselu” Jana Klaty na deskach Narodowego Starego Teatru w Krakowie. Także kojarzenie metalowych koncertów z przemocą to już kwestia subkulturowej prehistorii, a agresja w muzyce nie przekłada się na agresję pod sceną. Dwu-, a nawet trzypokoleniowe rodziny na festiwalach nie są wcale rzadkością – szczególnie gdy w składzie imprezy obok szanowanych klasyków, grających już czwartą czy piątą dekadę, pojawiają się młodzi gniewni, czasem eksperymentalnie łączący metal z innymi gatunkami muzycznymi, a kiedy indziej odwołujący się wprost do jego korzeni z lat 70.
A dla fanów ciężkiego grania we wszystkich jego odmianach nastały złote czasy. Mnogość koncertów klubowych latem zostaje uzupełniona bogatą ofertą festiwalową. Tylko w czerwcu odbędą się cztery mniejsze i większe imprezy, na których tempo zabawie będą nadawać gitarowe riffy i perkusyjne blasty, a sporą publiczność zgromadzą także występy gigantów takich jak Metallica (19 maja, Chorzów). Guns N’Roses (4–6 czerwca, Gliwice) czy Tom Morello (dawny gitarzysta Rage Against The Machine zagra w Warszawie 9 czerwca).
Metal przejmuje sceny
Jak co roku uderzeniową dawkę metalu szykuje Mystic Festival (3–6 czerwca, Stocznia Gdańska). Ponad 90 zespołów na pięciu scenach, od największych gwiazd – takich jak Megadeth, Behemoth, Anthrax czy Mastodon – po wykonawców, którzy na scenie pojawili się całkiem niedawno, ale z pewnością warto na nich zwrócić uwagę (Neckbreakker, Knife Bride, Escuela Grind). Gdański festiwal zapewnia też pełen przekrój gatunkowy, od metalu w bardziej przebojowym, komercyjnym wydaniu, po jego najbardziej ekstremalne odmiany (black, death, grindcore). A że Mystic jest bardzo eklektyczny, to w line-upie pojawiają się także wykonawcy niekoniecznie grający głośno i agresywnie, choć dobrze czujący się w metalowym towarzystwie: francuski projekt synthwave’owy Carpenter Brut, raper Kent Osborne, jazzowe Ciśnienie czy brytyjska wokalistka A.A. Williams zapewnią uczestnikom festiwalu jeszcze większą muzyczną różnorodność.
Nazwa Lost Generation Festival (16 czerwca, Kraków) może przywoływać literackie skojarzenia ze straconym pokoleniem, ale to impreza dla tych, którzy tęsknią za przełomem lat 90. i zerowych w przebojowo-rockowym wydaniu. Zaproszone do Krakowa gwiazdy przypomną słuchaczom czasy, gdy niszowe zespoły zaczęły odkrywać, że jest także masowa publiczność, która lubi czasem pokiwać głową w rytmie nieco ostrzejszej muzyki (ale bez przesady). Widzów rozbujają więc m.in. fiński The Rasmus, numetalowcy z Papa Roach, a przede wszystkim pop-punkowy The Offspring.
Świeża energi
Kolejna nowa nazwa w koncertowym kalendarzu to Summer Punch Festival (18–19 czerwca, Warszawa), a tu dla odmiany będą dominować zespoły młode i bardzo młode, co nie znaczy, że niedoświadczone. Choć wśród gości pojawi się nieco weteranów gitarowego grania – m.in. popularne przed laty P.O.D. oraz Three Days Grace – oraz zespołów młodszych, ale już bardzo popularnych, jak Palaye Royale, to spora część zespołów zabrzmi świeżo i unikatowo. Od j-popowej grupy Man with a Mission, poprzez wściekły brytyjski elektroniczny duet Wargasm, aż po deathcore’owy Paleface Swiss: warto posłuchać, co dziś interesuje metalową młodzież.
I na koniec miesiąca jeszcze jeden nowy festiwal: Hells Bells (26–27 czerwca, Szczecin). Sama nazwa, zapożyczona od płyty AC/DC, sugeruje, że to wydarzenie raczej dla fanów klasyki, za to w bardzo różnorodnym wydaniu: od death metalu (Vader, Possessed) po punk rock (Dezerter, Discharge, Cockney Rejects), choć będą też zespoły o pokolenie młodsze, jak choćby Furia. Jednak wiek nie jest tu żadną przeszkodą, może na scenie staną weterani, ale zdecydowanie młodzi duchem. Wystarczy posłuchać nowej płyty Dezertera „Wolny wybieg”, żeby się o tym przekonać.
Festiwal czy rozczarowanie?
Wśród tych fantastycznie zapowiadających się imprez jest jeszcze jedna, przed którą warto przestrzec. Impact Festival przed laty był wielką marką, a na imprezie grali giganci pokroju Slayera, Aerosmith czy Rammsteina. Reaktywacja po latach zapowiada się jednak na kapiszon. Okrojony do jednego dnia i zaledwie trójki wykonawców Impact (3 czerwca, Kraków) jest festiwalem tylko z nazwy, na dodatek headlinerem będzie cokolwiek przebrzmiała gwiazda, czyli Limp Bizkit.
Lider zespołu Fred Durst kilka lat temu wychwalał Putina (ówczesna żona wokalisty była Rosjanką, co tłumaczy go jednak w stopniu minimalnym), a na scenie pokazywał się z transparentem sugerującym, że Krym jest rosyjski. I choć od kilku lat nie zabiera głosu w sprawach międzynarodowej polityki, dawne wypowiedzi nie wystawiają mu dobrego świadectwa. W Estonii stały się nawet przyczyną odwołania koncertu Limp Bizkit. W Polsce się na to nie zanosi, ale na szczęście kto chce posłuchać mądrzejszego (a już na pewno lepszego pod względem artystycznym) metalu, ma mnóstwo innych możliwości.