Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kultura

Świat na krawędzi

Śpiewany i tańczony portret Witkacego. Musicale wracają do dwudziestolecia wojennego

„Witkacja. Wodewil na krawędzi” w reż. Ceziego Studniaka „Witkacja. Wodewil na krawędzi” w reż. Ceziego Studniaka Marek Zimakiewicz
Musicalom o dwudziestoleciu międzywojennym nie patronuje dziś nostalgia, tylko strach przed wojną i faszyzmem.

„Witkacja. Wodewil na krawędzi” w reż. Ceziego Studniaka z Teatru Rampa w Warszawie to śpiewany i tańczony portret Stanisława Ignacego Witkiewicza. Nietypowy, bo głównie w wykonaniu kobiet. Matka artysty, jego żona, kochanki i muzy zbierają się na symbolicznym pogrzebie Witkacego, by w piosenkach czerpiących z muzycznych estetyk epoki międzywojnia przedstawić swoje racje, wylać żale, pokazać ciemne strony geniusza i relacji z nim. Spektakl (libretto i piosenki Karolina Felberg-Pawłowska i Roman Pawłowski-Felberg, muzyka Grzegorz Rdzak) powstał z okazji 140. rocznicy urodzin S.I. Witkiewicza i 50-lecia Rampy, dostarcza sporo wiedzy o bohaterze i jego sztuce, ale perspektywa jest współczesna. Od odzyskiwania głosu przez kobiety, po najważniejszą – odzwierciedloną już w tytule – kwestię świata na krawędzi.

Akcja wraca do Warszawy lat 30. XX w., która bawi się, próbując nie myśleć o nadciągającej wojnie. A gdy jest już za późno, gorączkowo się pakuje i zastanawia, dokąd uciec. Najbardziej przejmujące sceny spektaklu dzieją się w wagonie – przywołują niedawne obrazy pociągów z Ukrainy przywożących na nasze dworce uchodźców wojennych. We wrześniu 1939 r. kierunek ucieczki był odwrotny: Witkacy z Czesławą Oknińską jadą na Wschód. W Jeziorach Wielkich na ukraińskim dziś Polesiu artysta popełni samobójstwo na wieść o inwazji Armii Czerwonej na Polskę. A ostatnią kobiecą bohaterką „Witkacji” jest Ukrainka.

Musicali wracających do międzywojnia i początku drugiej wojny światowej jest dziś więcej. Widać nie tylko premier Donald Tusk uważa, że „żyjemy w czasach przedwojennych”. Najnowszy to „Starzyński”, wystawiony w warszawskim Teatrze Syrena przez Konrada Imielę na podstawie biografii autorstwa nagrodzonego Paszportem POLITYKI Grzegorza Piątka. Akcja dzieje się od wieczora 26 października 1939 r. do rana dnia następnego, czyli w ostatnich godzinach spędzonych przez prezydenta stolicy, symbol niezłomnej postawy podczas okupacji, w ratuszu przed aresztowaniem przez Niemców.

W tej samej Syrenie tuż po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę premierę miała „Piplaja”, kameralny musical poświęcony tym razem Stefanii Grodzieńskiej (1914–2010), napisany i wyreżyserowany przez Joannę Drozdę z muzyką Tomasza Filipczaka. Biografia mistrzyni satyry obyczajowej i współzałożycielki Teatru Syrena rymowała się z aktualnym kontekstem wybuchu wojny, ale też cenzorskich rządów PiS, przywołujących dokonania polityków sanacyjnych i PRL-owskich oraz walki z agresorem i strachem za pomocą humoru, kiedyś kabaretowego, dziś memów.

Do międzywojnia i drugiej wojny wrócił też w autorskim musicalu „Piloci” Wojciech Kępczyński (premiera w 2017 r.). Spektakl w Teatrze Muzycznym Roma był hołdem złożonym braciom babci reżysera, walczącym w powietrznej bitwie o Anglię, i miał wielki rozmach. Najwięcej inscenizacji w ostatnich latach doczekał się za to musicalowy klasyk „Cabaret” (libretto Joe Masteroff, muzyka John Kander, piosenki Fred Ebb) o narodzinach nazizmu (choćby: w warszawskim Dramatycznym w reż. Eweliny Pietrowiak, w chorzowskiej Rozrywce w reż. Jacka Bończyka, w krakowskim Teatrze STU w reż. Krzysztofa Jasińskiego czy w poznańskim Teatrze Muzycznym w reż. Łukasza Brzezińskiego). Pierwsze teatralne wzmożenie wywołał wzrost nacjonalistycznych i antysemickich nastrojów za rządów PiS, dziś kolejne produkcje odwołują się do rosnącego poparcia dla Konfederacji i kibolstwa.

Polityka 13.2026 (3557) z dnia 24.03.2026; Kultura+; s. 84
Oryginalny tytuł tekstu: "Świat na krawędzi"
Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Czynsze grozy. Są takie bloki, które zamieniły się w miejsca walk. Podwyżki, straszenie sądem, finansowa panika

Wspólnoty mieszkaniowe zaczęły masowo powstawać w Polsce 30 lat temu. Były jak powiew wolności: małe środowiska rządzące się przejrzystymi, demokratycznymi zasadami. Dziś to tylko wspomnienie. Demokracja wynaturzona, zarząd jak dyktatura, kontroli państwa brak.

Marcin Kołodziejczyk
06.03.2026
Reklama