Banksy made in Poland? Polscy oszuści zalali amerykański rynek sztuki podróbkami
Erwin Bankowski (lat 50) oraz Karolina Bankowska (lat 26) w sądzie federalnym na Brooklynie przyznali się do winy – między 2020 a 2025 r. do obiegu wprowadzić mieli ponad 200 falsyfikatów. Prace trafiały do amerykańskich galerii oraz domów aukcyjnych. Ojciec i córka mogą spędzić w więzieniu nawet 20 lat.
Czytaj też: Marcel Duchamp wraca do MoMA. Szykuje się najważniejsza wystawa roku?
Rodzinny biznes
Falsyfikaty wprowadzono m.in. do tak znanych placówek, jak domy aukcyjne Bonhams czy Phillips. Polacy skutecznie zatruwali obieg sztuki. Budzili zaufanie i stwarzali wrażenie poważnych handlarzy. Mieszkali w New Jersey, a swój „rodzinny biznes” rozpoczęli w 2020 r. Sami podróbek nie wytwarzali, korzystali z pomocy anonimowego polskiego artysty. Jedna osoba miała produkować falsy, które później zalewały amerykański rynek.
Wśród podrabianych artystów są m.in. Andy Warhol, Pablo Picasso czy Banksy. Komercyjna ekstraklasa „made in Poland”. Na warsztat wzięto także sztukę rdzennych Amerykanów, co w Stanach budzi zrozumiałe oburzenie. Ojciec z córką zajmowali się fałszowaniem proweniencji. Zmyślali historie na temat pochodzenia dzieł, podrabiali dokumentację prac i pieczęci galeryjne. Głównie chodzi tu o podmioty, które zakończyły działalność. Innymi słowy, dorabiali legendę do prac w rzeczywistości bezwartościowych.
Robili to naprawdę skutecznie. Jedną z prac, której rzekomym autorem był Richard Mayhew, sprzedano w domu aukcyjnym DuMouchelles za 160 tys. dol. W sumie straty obliczono na blisko 2 mln dol. Teraz ojcu i córce grozi za to wszystko nawet 20 lat więzienia. Do ich problemów dodać można także roszczenia wściekłych nabywców, którzy stracili pieniądze i chcieliby je odzyskać. Do niechlubnych rekordów rynku jednak Polakom daleko. Dla porównania nowojorska Knoedler Gallery oszukała swoich klientów na blisko 80 mln dol.
Najsłynniejszym fałszerzem – a przynajmniej znanym z imienia i nazwiska – pozostaje natomiast Han Van Meegeren, czyli XX-wieczny ekspert w podrabianiu Vermeera. Historię jego życia przybliża książka „To ja byłem Vermeerem. Narodziny i upadek największego fałszerza XX wieku”. Warto również zajrzeć do wydanej w 2024 r. książki „Być jak Caravaggio. Życie i oszustwa genialnego fałszerza dzieł sztuki”. Wyłania się z niej dość niepokojący obraz rynku sztuki, daleki od pełnej blichtru PR-owej wersji.
Czytaj też: Pięć wystaw na dobry początek wiosny. Od Ewy Partum po Muzeum Plakatu
Wielka niewiadoma
Można powiedzieć, że polska sztuka w ostatnich latach zalewała amerykański rynek... Szkoda, że akurat tego typu. Kto wie, może rodzina oszustów po prostu zainspirowała się filmem „Vinci”? Jednakże przy okazji tak dużej afery niczym bumerang wraca pewna nieprzyjemna kwestia. Jak wiele falsyfikatów obecnych w obiegu pozostaje nierozpoznanych? 20, a może 30 proc.? Jeszcze więcej? Wielka niewiadoma.
Problem dotyczy także naszego polskiego rynku sztuki. I tak np. w 2021 r. media informowały, że w domu aukcyjnym Desa Unicum pojawił się obraz wyceniony na kilkadziesiąt tysięcy złotych, którego rzekomym autorem był Leon Tarasewicz. Pracę jeszcze przed licytacją znalazł na stronie internetowej... sam artysta. Do sprzedaży podróbki nie doszło. Czy to Stany Zjednoczone, czy Polska, problem z falsami mamy więc podobny. Może lepiej nie wiedzieć, jak duża jest jego skala.