Ustawa o ochronie rynku książki budzi duże emocje. O jej sens pytamy jedną z wydawczyń
PAULINA KANIEWSKA: Dla kogo ma być ustawa o ochronie rynku książki?
ANNA ZDROJEWSKA-ŻYWIECKA: Chyba musiałabym zgadywać. Pomysł ustawy regulującej cenę książki pojawił się już bardzo dawno. Prowadzę wydawnictwo od 16 lat. I od czasów, kiedy je założyłam, to już jest trzeci raz, kiedy wraca temat jednolitej ceny książki, która ma chronić, jak rozumiem, księgarnie. Ten pomysł wielokrotnie był krytykowany przez bardzo różne środowiska i dlatego też nigdy nie został przeforsowany. Powracał i upadał. Tym razem został zapakowany przez decydentów w sreberko, którym jest zabezpieczenie artystów i które ma osłodzić wszystkim tę brzydką prawdę, która jest pod spodem. A ta prawda, moim zdaniem, jest taka, że rynek, który jest bardzo turbulentny i niewielki, jeszcze bardziej się skurczy.
Z jakich środowisk wychodzi ta krytyka?
Ta debata trwa chyba 35 lat. Po 1989 r. te pomysły wychodziły ze strony środowisk księgarskich. Ja bym wolała skupić się na tym, w jakim miejscu jesteśmy teraz, bo jesteśmy trochę w innym. Natomiast historycznie było to krytykowane ze względu na wpływ na wydawców, ale też na autorów. Ograniczenie sprzedaży oznacza ograniczenie liczby wydawanych tytułów, np. debiutów. Historycznie wydawcy i autorzy byli po jednej stronie.
W takim razie w jakim miejscu jesteśmy teraz?
Czemu ta ustawa jest teraz procedowana? Jest jakaś wola ministerstwa. My nie wiemy, dlaczego akurat teraz pojawił się taki klimat w ministerstwie, że to aż tak daleko zaszło. Niestety to się brzydko połączyło z momentem, kiedy zostały obcięte środki na zakupy biblioteczne. Z jednej strony mamy komunikat, że ministerstwo robi coś dla rynku książki. Z drugiej strony doświadczenie codzienne wydawnictw, bibliotek oraz autorów jest takie, że państwo w książkę nie inwestuje własnych środków, bo te środki zostały obcięte do 10 mln. W 37-milionowym państwie to po prostu mało.
Jak ustawa może wpłynąć na czytelnictwo w Polsce?
Na pewno może wpłynąć na spadek zakupów. Trzeba pamiętać, że ustawa w różnych krajach, w których się ewentualnie pojawiała i w różny sposób działa, była procedowana w czasach, kiedy nie było streamingu, audiobooki nie były tak popularne. Często nawet nie było sprzedaży internetowej, jak np. wtedy, kiedy wprowadzano ustawę Langa we Francji. My mamy teraz taki rynek książki, na którym czytelnicy odbierają książki w bardzo różnorodny sposób, również słuchając, nie tylko czytając.
Natomiast na Węgrzech była niedawno wprowadzana podobna ustawa i w tej chwili są dyskusje na temat tego, żeby się z niej wycofać, ponieważ spadek sprzedaży wyniósł ok. 8–10 proc. Żeby wartość sprzedaży przy takim spadku była utrzymana, cenę należałoby podnieść. I to jest jeden aspekt, dla którego cena może wzrastać. Drugi jest taki, że dzisiaj w cenie bardzo duży udział ma koszt dystrybucji.
Czytelnik kupując książkę, wynagradza autora. Spadek sprzedaży oznacza niższe wynagrodzenia. Czytelnicy, którzy kupują często z takim średnio 30-proc. rabatem, głównie przez internet, za te same pieniądze będą po prostu mogli fizycznie kupić mniej książek.
Ustawa ma ograniczyć hurtowy rabat do 45 proc.
Złożoność praktyki sprzedaży książki wygląda inaczej w przypadku różnych tytułów. Na przykład teraz ukazała się nowa książka Szczepana Twardocha, który jest autorem bestsellerowym, więc ma bardzo wysoką sprzedaż w pierwszym okresie po premierze. Tego życzę wydawcy i autorowi. Natomiast jest szereg książek, które sprzedajemy w trybie ciągłym przez wiele lat. I tutaj także się pojawiają pytania o ten rabat dystrybucyjny. Czy to znaczy, że w tym pierwszym okresie książka ma być chroniona, a w kolejnym już nie? Wydaję m.in. długie serie dla dzieci. Jak to wpłynie na piąty tom przygód konika Sigge czy „Jano i Wito”? Kiedy te tomy, które cały czas są dostępne i cały czas są kupowane przez rodziców, już wyszły z okresu ochronnego?
Ale podobne zawirowania mogą dotyczyć ambitnych literacko projektów, jak przykładowo nasza kolekcja książek Joan Didion. Co roku pojawiają się nowe tytuły, ale stare wcale nie znikają z półek. Jako wydawcy nie widzimy możliwości uregulowania sprzedaży w sposób odpowiedzialny tymi zapisami.
Coraz większą popularnością cieszą się audiobooki i ebooki. W Polsce sprzedaż produktów cyfrowych, zgodnie z raportem Polityki Insight o rynku książki, wynosi aż 16 proc. przychodów wydawców.
Jest duże ryzyko, że jeżeli wprowadzona byłaby jednolita cena książki, a nie byłby ograniczony streaming, czytelnicy przepłynęliby do niego w związku z ograniczaniem swoich wydatków. Takim, może niewyrażonym explicite, ale dosyć jawnym punktem tej projektowanej ustawy jest ograniczenie nowości w streamingach, prawdopodobnie przez czas obowiązywania jednolitej ceny książki.
Jednocześnie jest wielu autorów, którzy mają w tej chwili wynagrodzenia ze streamingu na poziomie 30 proc. swoich przychodów. Rynek audiobooków jest właściwie jedyną częścią rynku książki, która rośnie. A zdecydowana większość słuchających audiobooki słucha w streamingach. To są zmiany cywilizacyjne, które z nami zostaną i nie da się ich ustawowo zmienić.
Skąd wynika zapis o obowiązku dzielenia się danymi sprzedażowymi? Jaka jest relacja między wydawcami a dystrybutorami?
To jest bardzo enigmatyczny punkt i bardzo trudno mi się do niego odnieść bez wczytania się w konkretne zapisy. My jako wydawnictwo rozliczamy się z naszymi autorami ze sprzedaży egzemplarzowej. Liczymy tantiemy od ceny okładkowej. Inni wydawcy liczą od wartości sprzedaży. Wysyłamy naszym autorom zestawienia, ile egzemplarzy się sprzedało, jaka była cena i z tego wynika ich wynagrodzenie. My sami dostajemy informację o sprzedaży – to jest tzw. sprzedaż komisowa, od dystrybutorów.
Jakie dodatkowe dane i komu powinny być dostarczane? Oczywiście z ciekawości chcielibyśmy wiedzieć, jak w ogóle wygląda rynek. Są komercyjne badania, takie jak badania Nielsena, które pokazują szerzej, co się w różnych kanałach sprzedaje. Tylko to są badania dobrowolne, do których przystępują sprzedawcy. W Polsce te badania też się odbywają, ale nie przystąpił do nich największy detalista. W związku z tym ten panel obejmuje niepełny rynek.
Spodziewam się, że planowane raportowanie będzie kolejnym zadaniem niezwiązanym z wydawaniem samych książek, którym będą musiały się zajmować osoby w wydawnictwie. Dużo takich obowiązków w międzyczasie się pojawiło. Więc już tych obciążeń raportowania mamy bardzo wiele.
Czy ten sztywny próg 10 proc. dla autora sprawi, że wydawnictwa będą ostrożniejsze, jeśli chodzi o debiuty?
Jeżeli ten próg by w jakiś sposób wszedł, myślę, że część tytułów po prostu by się nie ukazała. Większość rynku to jest książka gatunkowa, dziecięca i książka utylitarna, np. kucharska, poradnikowa. Tych gatunków jest bardzo wiele i w każdym panują trochę inne zasady. Książki poradnikowe bardzo często powstają na zamówienia wydawców. W przypadku części książek gatunkowych kolejne tomy, np. w konkretnych seriach, również powstają na zamówienie. Z kolei w przypadku książek prawdziwie literackich podążamy za pewną wizją autora.
Jest pani świeżo po targach książki w Krakowie. To miejsce, które może przyciągnąć czytelnika.
Sprzedaż egzemplarzowa większości wydawnictw spada. Co za tym idzie, spada również sprzedaż na targach. Nie mówię o takich sytuacjach, że jest akurat jakaś bardzo głośna premiera i ta jedna książka się sprzedaje, ale o uśrednionej sprzedaży egzemplarzowej. W pewnym momencie musimy się zastanowić, czy ta sprzedaż nam po prostu wystarczy, żeby pokryć bardzo wysokie koszty stoisk.
Już w tej chwili jest to trudne dla wielu wydawców. W Krakowie targi są fantastyczne i przychodzą na nie czytelnicy. A jednak części sporych wydawców tam brakuje, bo po prostu doszli już do wniosku, że nie są w stanie tego sfinansować.
Czy ustawa ma szansę ochronić księgarnie?
W tej chwili w Polsce jest 900 niesieciowych księgarń. To bardzo mało. W dyskusji o jednolitej cenie książki księgarze walczą o swoje miejsce pracy. Ale w tej chwili sprzedaż w niezależnych księgarniach stacjonarnych to jest kilka procent. Nie ma szansy, że ustawa sprawi, że to wzrośnie dziesięciokrotnie. Nikt o tym nie mówi. Również ministerstwo. Ten element utrzymania sprzedaży jest wyzwaniem. I co za tym idzie: czytelnictwo. Według badań nowego czytelnika wychowujemy w domu, w którym są książki. Oczywiście nie można nie doceniać roli bibliotek. Ona jest szalenie ważna. Natomiast nie ma czytelników, którzy korzystają tylko z bibliotek, a nie mają książek w domu. To są naczynia połączone.
Za każdym razem, kiedy próbujemy nasłać jednych uczestników rynku książki na drugich, zapominamy, że wszyscy jesteśmy w tym razem. W wydawnictwie Mamania, które wydaje książki dla dzieci i rodziców, widzimy, że zaledwie 20–30 proc. sprzedaży jest realizowana stacjonarnie. A ja włączam wszystkie kanały stacjonarne, także dyskonty i duże sieci. To wynika z tego, że rodzice małych dzieci nie mają czasu chodzić i kupować stacjonarnie. Przenieśli się ze swoimi zachowaniami zakupowymi we wszystkich obszarach do internetu. I to też dotyczy książek.
Czy jest coś w całej tej debacie, co umyka opinii publicznej, a jest kluczowe dla tej ustawy?
Powiem jako aktywistka promocji czytelnictwa. Myślę, że umyka to, że żeby w Polsce więcej osób czytało, nie potrzebujemy ustawy, ale potrzebujemy konkretnych działań i idących za tym środków, które umieszczają książkę w każdym elemencie życia społecznego. Na przykład w programach profilaktycznych, w pokazywaniu książki przez polityków, przez trenerów czy piłkarzy, przez nauczycieli. Po prostu promowanie książki. Książka, i tutaj mam na myśli bardzo różnorodne gatunki, pozwala na walkę z dezinformacją, lepszą ochronę społeczeństwa przed fake newsami. Są badania, które pokazują, że sześć minut lektury obniża poziom stresu. Wartość społeczna i kulturowa książki jest ogromna i myślę, że to umyka w tej debacie.
Za mało się mówi o książkach przy okazji ustawy o książce.
Myślę, że za bardzo się mówi o książce w kontekście resortu kultury, a za mało w kontekście ministerstw rozwoju, zdrowia, edukacji i gospodarki. Bo miejsce książki i czytania jest w całej Polsce.
***
Anna Zdrojewska-Żywiecka – wydawczyni i prezeska Grupy Wydawniczej Relacja. Kulturoznawczyni, absolwentka Advanced Publishing Program na New York University oraz studiów MBA w Szkole Głównej Handlowej. Zaangażowana w rozwój rynku książki i promocję czytelnictwa w Polsce. Członkini Rady Porozumienia Wydawców Książek i Fundacji Powszechnego Czytania.