Wyspa
Dość przewrotny thriller religijny.

Po szeregu nihilistycznych filmów na temat wychodzenia z komunizmu wreszcie dociera do nas fala rosyjskich obrazów poświęconych sprawom nieco bardziej wzniosłym. Świętości, odkupieniu, duchowości, a więc kwestiom, do których kino naszych wschodnich sąsiadów zawsze przykładało dużą wagę. „Wyspa” Pawła Łungina tylko pozornie przypomina dokonania Tarkowskiego. W istocie jest to dość przewrotny thriller religijny o karze wymierzonej samemu sobie przez tchórza i zbrodniarza (Piotr Mamonow).

Pokuta, którą odbywa w samotni, gdzieś na obrzeżach Morza Białego, trwa kilkadziesiąt lat i czyni z niego obiekt kultu. Pielgrzymi przybywają do niego z beznadziejnymi przypadkami, błagają o błogosławieństwo, choć samozwańczy mnich wcale się za świętego nie uważa. Reżyser nie drwi z naiwnej wiary ludu, tylko pokazuje paradoksy losu i sumienia. Niekoniecznie to, co się uważa za grzech, wymaga wielkiego napiętnowania. A skrucha nie musi trwać wiecznie. Piękny film, którego walory estetyczne dorównują ambicjom metafizycznym.

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną