Fragment książki „Pepiki. Dramatyczne stulecie Czechów”
Przywódcy czechosłowackiego narodu, zwłaszcza prof. Masaryk i Dürich, przesyłają Wam to przesłanie.
Okładka książki „Pepiki. Dramatyczne stulecie Czechów”
Wydawnictwo Czarne/mat. pr.

Okładka książki „Pepiki. Dramatyczne stulecie Czechów”

Trzy lata zabiegów, trzy lata determinacji zaowocowały sukcesem. Kiedy 28 października 1918 roku w Pradze proklamowano powstanie państwa czechosłowackiego, żadnego z wielkiej trójki nie było w stolicy, choć w wydanej deklaracji można było przeczytać: „Nazwiska Tomáša G. Masaryka, Milana Štefánika, Edvarda Beneša oraz wszystkich ich kolegów i współpracowników, których nie sposób wymienić, wdzięczny naród czeski wpisuje w swoje serce, zapisując ich działalność kryształowym pismem w najsławniejszych kartach historii narodu”.

Beneš właśnie zmierzał do Genewy, by rozpocząć negocjacje z przedstawicielami czeskich stronnictw politycznych na temat utworzenia rządu. Masaryk był w Stanach Zjednoczonych. Udało mu się przekonać prezydenta Thomasa Woodrow Wilsona, że powstanie Czechosłowacji winno się stać jednym z celów wojny. Štefánik był na dalekiej Syberii, dokąd przybył zaniepokojony położeniem czechosłowackich legionistów. Tam się dowiedział, że prezydentem nowego państwa został Masaryk, a on pierwszym generałem nowo powstałej Republiki i jej ministrem wojny. Tam też na dwa dni przed podpisaniem przez ententę rozejmu z Niemcami generał Maurice Janin udekorował go po raz trzeci Legią Honorową.

Droga, jaką Štefánik przebył między grudniem 1915 a końcem 1918 roku, fascynuje. Bezustanne wyniszczające go podróże. Nieustanne napięcie i prozaiczna tułaczka, aby wśród często sprzecznych interesów walczących państw znajdować nisze i za pomocą faktów budować pozycję, która po wojnie uniemożliwi sojusznikom wycofanie się z obietnic i zobowiązań.

Wiosną 1916 roku, pomimo że powinien jeszcze się kurować, wyruszył z misją do Włoch. W imieniu Paryża miał przekonać rząd w Rzymie, aby ten zdobył się na wydanie oświadczenia uspokajającego Serbów, że nie ma w planach zajęcia po wojnie Dalmacji. Chciał także uzyskać zgodę na formowanie wojsk czechosłowackich na terenie Włoch lub ich przerzut do Francji. Wziął ze sobą kilkaset tysięcy ulotek.

Słowianie! Czesi! Słowacy!

Niemcy i Węgrzy wypowiedzieli wojnę całemu światu, chcą panować nad wszystkimi narodami, a z nas, Słowian, zrobić niewolników, aby miał kto za nich i dla nich pracować. Tę pychę i zarozumiałość chcą złamać nasi bracia Rosjanie i nasi przyjaciele – Francja i Anglia, do których przyłączyły się Włochy […].

Jeśli masz honor w duszy i słowiańską krew w żyłach, pamiętaj zatem, że świętą powinnością twoją jest wykorzystać każdą okazję do osłabienia tych, którym dziś służysz. Poddaj się przy pierwszej okazji włoskiej armii, tak jak to zrobiły dobrowolnie całe nasze pułki, kiedy Węgrzy i Niemcy wysyłali je przeciwko Serbom, Rosjanom i Francuzom. […]

Przywódcy czechosłowackiego narodu, zwłaszcza prof. Masaryk i Dürich, przesyłają Wam to przesłanie. A nadporucznik dr Milan Štefánik sam przybywa z Francji do Włoch i nad Wasze okopy, aby Wam ze swojego aeroplanu je dostarczyć.

Włosi pozwolili mu na loty nad frontem i prowadzenie akcji propagandowej. Na więcej – mimo że zyskał sympatię większości rozmówców – się nie zgodzili. To wciąż był zbyt groźny precedens dla Rzymu. Tego samego mogliby zażądać Jugo­słowianie, a wobec klarujących się sporów terytorialnych Włosi nie zamierzali iść na ustępstwa.

Wracał do Paryża zawiedziony. Nie odpoczął. Francuzi bardzo potrzebowali żołnierzy i wraz z Czechosłowakami zadecydowali, że należy ich szukać w Rosji. Liczbę jeńców i dezerterów szacowano na dwieście pięćdziesiąt tysięcy. I wciąż ich przybywało. Czesi i Słowacy nie mieli zbytniej ochoty umierać za cesarza i gremialnie poddawali się Rosjanom. Wcześniej wysłany w tej samej sprawie Josef Dürich, wiceprzewodniczący Czechosłowackiej Rady Narodowej, nie wywiązał się z zadania. Gorzej – razem z kijowskim Związkiem Czechosłowackim na Rusi uległ rosyjskiemu pomysłowi utworzenia po wojnie królestwa czechosłowackiego pod berłem cara Rosji. To był ­najpoważniejszy rozłam w Radzie, mogący zagrozić jej istnieniu.

Štefánik pojawił się w Rosji wyposażony w pełnomocnictwa generała Josepha Joffre’a. Misja się nie powiodła. Rosjanie upierali się, że to oni zorganizują jednostki, w których będą walczyć Czesi i Słowacy, a Dürich, mimo że podpisał dokument, w którym uznawał zwierzchność Rady, po wyjeździe Štefánika szybko odwołał swój podpis i poparł stanowisko Moskwy.

Z Rosji Słowak pojechał do Rumunii. Uzyskał zgodę króla, aby tysiąc czterystu jeńców czechosłowackich mogło służyć we Francji. W dramatycznych okolicznościach, w ostatniej chwili, kiedy wojska niemieckie były na rogatkach Bukaresztu, udało mu się uciec z miasta.

Pod koniec 1916 roku został awansowany do stopnia majora. Po naradach z Masarykiem w lutym 1917 roku wrócił do Rosji. Tym razem nie rozmawiał już z Dürichem. Wyrzucił go z Czechosłowackiej Rady Narodowej. Nowy rosyjski rząd początkowo nie zmieniał stanowiska. Dopiero pogorszenie sytua­cji wewnętrznej, rozprzężenie wśród żołnierzy frontowych i zwycięstwo czechosłowackiej brygady walczącej po stronie rosyjskiej pod Zborowem na Ukrainie spowodowało, że szef MSZ Paweł Milukow zgodził się na formowanie armii podległej Francji. We wrześniu oddziały liczyły prawie dwadzieścia dwa tysiące żołnierzy. Po rewolucji październikowej ich liczebność wzrosła do siedemdziesięciu tysięcy. Za misję w Rosji Štefánik otrzymał drugą Legię Honorową.

Po kolejnych bezowocnych rozmowach z Włochami Štefánik wyjechał na kilka miesięcy do USA, by tam szukać ochotników. W Ameryce wykonał nieprawdopodobną pracę. Do Europy przypłynęło z nim trzy tysiące ochotników i prawie półtora miliona dolarów zebranych wśród Amerykanów czeskiego i słowackiego pochodzenia.

17 grudnia 1917 roku prezydent Francji Raymond Poincaré wreszcie podpisał dekret, na mocy którego powstała Armia Czechosłowacka we Francji. Żołnierzy było tylko i aż dziesięć tysięcy. Przyszli za Štefánikiem ochotniczo z Ameryki i Francji, wyciągnął ich z obozów jenieckich Rumunii, Serbii, Rosji i Włoch.

Pierwsze miesiące 1918 roku Štefánik spędził ponownie we Włoszech. Wytrwale przekonywał i wreszcie Włosi ustąpili. Umowa, którą podpisał 30 czerwca 1918 roku w imieniu Czechosłowackiej Rady Narodowej, nie tylko pozwalała formować czechosłowackie jednostki, ale i była „pierwszym międzynarodowym dokumentem uznającym niepodległe państwo czechosłowackie”, jak wypowiedział się o niej włoski premier Vittorio Orlando. Pod koniec wojny pod biało-czerwonymi (tak, tak, dopiero w 1920 roku parlament Czechosłowacji zmieni barwy narodowe na znane do dzisiaj trójkolorowe) sztandarami czechosłowackimi służyło we Francji, w Rosji i we Włoszech prawie sto tysięcy żołnierzy. Štefánik zasłużył na stopień generała brygady.

Dla czechosłowackich legionistów podpisanie pokoju brzeskiego między Niemcami a Rosją bolszewicką w marcu 1918 roku oznaczało zamknięcie powrotnej drogi lądowej do kraju. Masaryk pragnął, aby legiony zachowały neutralność wobec rosyjskiej wojny domowej. Wymógł obietnicę na bolszewikach, że nie przeciwstawią się oni ewakuacji przez Władywostok do Francji. Ci jednak obietnicy nie dotrzymali. Legioniści od maja (po próbie rozbrojenia ich przez Armię Czerwoną) panowali nad Koleją Transsyberyjską, tocząc zwycięskie walki i zdobywając kolejne miasta. Ale nastroje wśród żołnierzy się pogarszały. Kolejne daty ewakuacji i powrotu do domu były odwoływane.

Štefánik przez USA i Japonię dotarł na Syberię. Stał na stanowisku, że mocarstwa zachodnie powinny rozstrzygnąć: albo interwencja przeciwko bolszewikom, albo legioniści jak najszybciej wracają do kraju. Niezdecydowanie państw, bez których pomocy nie można było przetransportować ponad siedemdziesięciu tysięcy żołnierzy, spowodowało, że ostatni z nich pojawili się w Czechosłowacji dopiero dwa lata po zakończeniu wojny.

***

Mariusz Surosz, Pepiki. Dramatyczne stulecie Czechów, wydanie II rozszerzone, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2018, s. 375

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj