Recenzja książki: Jacek Melchior, „Koniec zabawy”
Opowieść o mijaniu, nieuchronnym, po szekspirowsku trochę tragicznym, nieco groteskowym.
Opowieść o mijaniu, nieuchronnym, po szekspirowsku trochę tragicznym, nieco groteskowym.
To prawie 900-stronicowe wydanie można traktować jako podsumowanie połowy życia.
Główna bohaterka budzi sympatię i kibicujemy jej w zawirowaniach życiowych i rodzinnych.
Pynchon przedstawia rzeczywistość sieci, w której każdy może głosić swoje teorie.
Jeden z najczulszych ojcowskich portretów w literaturze ostatnich lat.
Dobro i zło wiecznie mocujące się ze sobą. Jak na porządny thriller przystało.
Stanisław Syc zapowiada się świetnie jako oryginalny literacki głos.
Opowieść idzie na skróty, gdy czytelnik chciałby wziąć zakręt.
Dostajemy Litwę nieoczywistą. Czy teraz, zachęceni, odwiedzimy ją w jedno z litewskich, a nie naszych narodowych świąt? Byłoby to miarą sukcesu tej książki.
Ta książka pozostawia niedosyt, który sprawia, że trzeba ją przeczytać jeszcze raz. I wtedy działa.
To książka, od której trudno się oderwać, nawet jeśli po lekturze nie zostaje w pamięci jakikolwiek wyraźniejszy ślad.
Panek napisał historię przegranych.
Zwięzłe refleksje, anegdoty i wspomnienia czyta się z zainteresowaniem, ale wyjątkowy ciężar całości nadają zmagania z chorobą.
Bohaterom łatwo się wybacza ich dziwactwa i to też zasługa autorki, która ma dla nich sporo wyrozumiałości i czułości.
Atkinson sięga do 1926 r. Mieszkańcy Londynu wciąż odreagowują pierwszą wojnę światową i rzucają się w wir szaleństw.
Autor zatopił się w świecie spisku i paranoi, ale w nim nie utonął.
Opowieść toczy się rytmicznie i dynamicznie za sprawą pięknego przekładu Piotra Siemiona.
W „Prawdzie i tylko prawdzie” autor mierzy się z podgatunkiem domestic noir, odkrywającym mroczne sekrety rodzinne.
Emma Cline brawurowo portretuje oszustkę, która mami przede wszystkim siebie.
Kraina ta, choć widowiskowa pod względem przyrodniczo-krajobrazowym, jest mało przyjazna.