Reforma prawa autorskiego może zapowiadać powtórkę historii z ACTA
Głosowanie w Komisji Prawnej Parlamentu Europejskiego to kluczowy moment w trwającym od dwóch lat procesie legislacyjnym, który jest pierwszą od dekady szansą na zreformowanie systemu prawa autorskiego.
Najgorętsza dyskusja dotyczyła w ostatnich tygodniach propozycji wymogu filtrowania treści publikowanych na platformach internetowych przez użytkowników.
Glenn Carstens-Peters/Unsplash

Najgorętsza dyskusja dotyczyła w ostatnich tygodniach propozycji wymogu filtrowania treści publikowanych na platformach internetowych przez użytkowników.

Propozycja nowej dyrektywy prawnoautorskiej, przyjęta właśnie przez Komisję Prawną Parlamentu Europejskiego, jest wielkim zwycięstwem europejskiego sektora kreatywnego. Posiadacze praw autorskich – twórcy, wydawcy i inni pośrednicy – przekonali posłów, że w interesie Europy jest wzmocnienie systemu praw autorskich. Zgodnie z tą narracją zagwarantuje to twórcom godziwe wynagrodzenie, a osłabi pozycję wielkich firm internetowych, rozwijających się ich kosztem. Przegrała alternatywna narracja, forsowana przez organizacje pozarządowe, ekspertów i działaczy prawnych, według której prawdziwą stawką są prawa podstawowe europejskich internautów – przede wszystkim wolność słowa. Wskazywano też, że kluczowe zmiany osłabią otwarte obiegi treści i informacji, które powinny być fundamentem europejskiej innowacyjności.

Potrzeba nowego prawa autorskiego

Głosowanie w Komisji JURI jest kluczowym momentem w trwającym od dwóch lat procesie legislacyjnym, który jest pierwszą od dekady szansą na zreformowanie systemu prawa autorskiego. Powszechna jest opinia, że od dawna należało zmienić prawo autorskie, które w okresie gwałtownych zmian technologii komunikacji szybko staje się przestarzałe. Kluczowe przepisy obowiązujące dziś – dotyczące m.in. odpowiedzialności pośredników internetowych oraz praw internautów i zakresu dozwolonego użytku – zostały przyjęte dziesięć lat temu i dawniej. Rozbieżne są jednak wizje, jaki kształt to nowe prawo autorskie powinno mieć.

Najgorętsza dyskusja dotyczyła w ostatnich tygodniach propozycji wymogu filtrowania treści publikowanych na platformach internetowych przez użytkowników (zapisana w artykule 13 Dyrektywy). Niemiecki poseł Axel Voss, sprawozdawca do spraw Dyrektywy z ramienia grupy EPP, argumentuje, że mechanizmy filtrowania połączone z obowiązkiem licencjonowania treści przez platformy uszczelni „value gap” – dziurę w wynagrodzeniach twórców. Powstaje ona, bo platformy internetowe nie dzielą się wystarczająco zyskami z twórcami.

Technologia weźmie prymat nad prawem

Wszyscy uczestnicy dyskusji zgadzają się, że twórcy powinni być wynagradzani. Na czym polega więc problem? Posłowie oraz lobbujący na rzecz „value gap” przedstawiciele twórców i organizacji zbiorowego zarządzania pomijają skutek uboczny proponowanych zmian. A jest nim wprowadzenie algorytmów filtrujących treści, które w sposób automatyczny będą przesądzać, które treści są legalne, a które nie. Technologia weźmie więc prymat nad prawem – przypadki blokowania treści mylnie ocenionych jako nielegalne są już dziś nagminne.

To także czynnik, który doprowadzi do dalszej centralizacji internetu – wszystko wskazuje bowiem na to, że najwięksi gracze internetowi, tacy jak firmy Google czy Facebook, bez kłopotu wdrożą filtry, negocjując jednocześnie z sektorem kreatywnym korzystne warunki. Przegrane będą mniejsze platformy, bez takiej samej zdolności negocjacyjnej i zmuszone do ponoszenia kosztów technologii, które dziś posiadają tylko największe firmy.

Czytaj także: A jak Ty byś naprawił prawo autorskie?

Wszystko kosztem sturt-upów i branży internetowej

Szkoda również, że politycy nie przyjrzeli się innym fragmentom łańcucha wartości dodanej w przemysłach kreatywnych. Problemy pojawiają się nie tylko na ostatnim etapie, platform internetowych pokazujących treści internautom. Nierozwiązanym problemem od lat są też np. niekorzystne dla twórców umowy z pośrednikami, w tym wytwórniami muzycznymi. O tym w Brukseli nikt nie chce rozmawiać.

Wyniki głosowania są paradoksalne także w świetle szerszej unijnej wizji rozwoju europejskiego sektora nowych technologii. Strategie unijne są pełne stwierdzeń o potrzebie proinnowacyjnych przepisów, wspierających europejski sektor start-upów i budujących pozycję Europy w gospodarce internetowej. Jednocześnie Komisja, pracując nad nową Dyrektywą prawnoautorską, decyduje się zabezpieczać prawa tradycyjnego sektora kreatywnego kosztem start-upów i szeroko pojętej branży internetowej.

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj