Ludzie i style

Pierwszy Brzęczek

Jerzy Brzęczek Jerzy Brzęczek Kuba Atys / Agencja Gazeta
Jerzy Brzęczek rozpoczyna pisanie swojej trenerskiej historii w piłkarskiej reprezentacji Polski od meczu w Włochami w Lidze Narodów. Z jaką drużyną pojedzie do Bolonii?

To zupełnie nowe rozgrywki drużyn zrzeszonych w europejskiej federacji futbolu. Można zarobić sporo pieniędzy, można dostać od UEFA dodatkową szansę awansu na mistrzostwa Europy w przypadku wpadki w eliminacjach. Z powodu wysokiego miejsca w rankingu Polacy zmierzą się właśnie z Włochami i Portugalczykami w najwyższej z czterech grup.

Czas weryfikacji

Na boloński mecz z Italią będziemy jednak patrzeć przede wszystkim jako na debiut trenera Brzęczka. Czas na rozpoczęcie weryfikacji opowieści o niezwykłych przymiotach Brzęczka jako piłkarza, trenera i człowieka zwanego nawet „papieżem”. Można odnieść wrażenie, że wraz z upływem czasu od przyjazdu z rosyjskiego mundialu Adam Nawałka staje się coraz gorszym trenerem, a Jerzy Brzęczek wręcz przeciwnie. Teraz rozpoczyna się czas weryfikacji. Jeśli to prawda, co mówią piewcy charakteru i umiejętności nowego szefa reprezentacji, to Brzęczek jest w stanie oprzeć się fali wazeliny. Tym bardziej że za chwilę trzeba się będzie zmierzyć z rzeczywistością.

A rzeczywistość jest taka, że właśnie dostaliśmy baty na mistrzostwach w Rosji. Baty nie pierwszyzna, ale jechaliśmy tam z grupą zawodników sporo znaczących, perfekcyjnym trenerem i takim samym sztabem. Prezes piłkarskiego związku Zbigniew Boniek stara się zdjąć presję z trenera i poobijanych wewnętrznie zawodników. Celem są kwalifikacje do finałów mistrzostw Europy, a nie Liga Narodów, ale czy naród (polski) to zrozumie?

Czytaj także: Prezes mówi: Brzęczek

Znękani zawodnicy, drużyna w rozsypce

Niby nie można mówić o rozsypce ani spalonej ziemi, a jednak od nowego trenera oczekuje się znacznie więcej niż mitycznego efektu nowego szefa. Pogubieni na rosyjskich stadionach Polacy potrzebują nie tylko nowych nazwisk, potrzebują też skutecznej organizacji gry. Jedna z pierwszych deklaracji dotyczy rezygnacji z trzech i powrotu do czterech obrońców. Tylko jak ich zebrać? Jest co prawda Kamil Glik, który na szczęście tylko postraszył rezygnacją. No, ale nie ma już Łukasza Piszczka, który faktycznie pożegnał reprezentację. Nie ma i może już nie być Michała Pazdana, który przez pewien czas robił wrażenie niezawodnego w swoim fachu. Do tego Maciej Rybus wyjechał ze zgrupowania z bolącą pachwiną. Poza Bartoszem Bereszyńskim, który ma spore szanse zastąpić jeden do jednego Piszczka, następcy nie pchają się drzwiami i oknami.

Nie ma skrzydłowych, którzy w przeszłości potrafili napędzić strachu rywalom. Kamil Grosicki jest bohaterem transferowych opowieści bez happy endu i bez przyszłości w swoim angielskim Hull. Kuba Błaszczykowski powołany przez wujka Brzęczka jest zdrów i gotowy do hasania po boisku, ale w swoim Wolfsburgu na razie bez szans. Na domiar złego pechowiec Maciej Makuszewski, który ledwie zapomniał o poważnym urazie sprzed mundialu, znów niedomaga. Na szczęście nie tak groźnie.

Krzysztof Piątek, Piotr Zieliński, Karol Linetty wzmocnią kadrę?

Same złe wiadomości? Otóż nie. Taki na przykład Krzysztof Piątek wyjechał z Cracovii do Genui i sprawia wrażenie, jakby strzelanie goli we Włoszech było tak samo proste jak w polskiej lidze. Może to on stanie ramię w ramię z Robertem Lewandowskim i posadzi na ławce Arkadiusza Milika, trochę sponiewieranego w raporcie Nawałki z MŚ?

Jest Piotr Zieliński, który według najnowszych analiz tylko z powodu swojej nieśmiałości nie zachwycał w kadrze. Teraz słynny Carlo Ancelotti ośmielił go w Napoli i jest szansa, że właśnie nabyta pewność siebie obejmie też reprezentację. Jest wreszcie Karol Linetty, jak się okazuje, ulubieniec Zbigniewa Bońka. Zdaniem prezesa – prawdziwa kariera ciągle przed nim.

Faceci mocno skaleczeni. Zagrają o siebie

Nie ma chyba sensu wymieniać najbardziej znanych nazwisk z Robertem Lewandowskim na czele. To są faceci mocno skaleczeni przez wydarzenia sprzed ponad dwóch miesięcy. Oni nie tylko dla Brzęczka, ale przede wszystkim dla siebie będą chcieli udowodnić swoją rynkową markę. A więc owo zderzenie z europejską rzeczywistością może nie być takie bolesne. No ale po drugiej stronie boiska staną Włosi – znacznie bardziej doświadczeni. Przecież byli mistrzowie świata do Rosji w ogóle nie pojechali.

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ja My Oni

Ula: Zaczęło się od typowego lesbijskiego zauroczenia

Przyjechałam do Łodzi z małej wioski w 1983 r. Do liceum. Moją trzecią fascynacją była koleżanka z bursy. W bursie to nie mogło się rozwinąć (nocą panie robiły nam naloty, z zaglądaniem pod kołdry).

Edyta Gietka
18.08.2020
Reklama