Czy warto podbijać Czerwoną Planetę? O tym w serialu „Mars”
Andy Weir, jeden z tzw. Wielkich Myślicieli drugiego sezonu serialu „Mars”, opowiada o ewentualnych wyprawach na Czerwoną Planetę. I Księżyc.
Drugi sezon serialu „Mars” można oglądać od 12 listopada.
mat. pr.

Drugi sezon serialu „Mars” można oglądać od 12 listopada.

MARCIN ZWIERZCHOWSKI: – Dlaczego powinniśmy lecieć na Marsa?
ANDY WEIR: – Jeśli cała ludzkość będzie zasiedlać wyłącznie Ziemię, to jest możliwe – choć mało prawdopodobne – że pojedyncza katastrofa zakończy istnienie naszego gatunku. Moglibyśmy wymrzeć albo w wyniku uderzenia meteorytu, albo plagi, albo wojny. Wiele rzeczy zagraża nam dlatego, że wszyscy mieszkamy na jednej planecie. Gdybyśmy zasiedlali dwie, prawdopodobieństwo śmierci wszystkich ludzi byłoby zerowe. Nawet jeśli na Ziemi wybuchnie śmiertelna zaraza, nie musiałaby dotrzeć na Marsa. Taka jest klasyczna odpowiedź na to pytanie. Ale moim zdaniem, dopóki nie ma ekonomicznego uzasadnienia dla takiej wyprawy, nie musimy wybierać się na Marsa. Budujemy roboty, sztuczna inteligencja się rozwija, więc wszystkiego o Czerwonej Planecie możemy dowiedzieć się zdalnie.

Główną zaletą wysyłania ludzi na Marsa – w celach badawczych, a nie kolonizacyjnych – jest to, że nasze mózgi nadal są najlepszymi komputerami, jakimi dysponujemy. Jeden geolog na powierzchni Marsa w dzień zdziałałby więcej niż wszystkie sondy, które tam wysłaliśmy.

Czytaj także: Jesteśmy gotowi stanąć na Marsie

Pozostaje kwestia piaru. „Człowiek na Marsie” brzmi lepiej niż „robot na Marsie”.
Najlepiej byłoby wysłać zdalnie sterowane łaziki i umieścić ludzi na orbicie Marsa. Zniknęłoby opóźnienie w komunikacji między człowiekiem a maszynami na powierzchni planety. Mars jest za daleko, żeby kierować czymkolwiek z Ziemi. Dlatego łazik musi być inteligentny. Problem by zniknął, gdyby dało się nim sterować z orbity.

Nie wspominając o tym, że to bezpieczniejsze. I tańsze niż wysyłanie ludzi na powierzchnię Marsa.
Wysłanie człowieka na orbitę Marsa i z powrotem jest o wiele bezpieczniejsze, tańsze i łatwiejsze niż podróż na powierzchnię Marsa i z powrotem. Człowiek sterujący z orbity łazikiem daje de facto ten sam efekt co ludzka obecność na samej planecie. Choć nie jest to tak ekscytujące.

Faktycznie, „pierwszy człowiek niemalże na Marsie” nie brzmi już tak dobrze.
Zanim wysłaliśmy człowieka na Księżyc, wysyłaliśmy misję na orbitę Księżyca. Zrobiono to w Apollo 8.

Nie mieliśmy po prostu technologii umożliwiającej lądowanie i start z Księżyca?
To był krok w większym planie, który zakładał, że najpierw sprawdzimy, czy damy radę dotrzeć na orbitę Księżyca i z powrotem. Apollo 8 dotarł do Księżyca, okrążył go bodaj 10 razy i wrócił, dowodząc, że możemy umieścić coś na stabilnej orbicie wokół Srebrnego Globu, pozostać na niej i wrócić. Mając tę wiedzę, możemy się zastanawiać, jak coś odłączyć od orbitującego statku, sprawić, by wylądowało na Księżycu i wróciło na orbitę.

W przypadku Marsa umieszczanie ludzi na orbicie nie jest konieczne, ale według mnie potrzebne. I nie jest to mój pomysł. Wszystko zależy od tego, jaki obierze się cel. Jeśli chcemy poznać Marsa, trzeba człowieka na orbicie i robota na powierzchni planety. Co innego, jeśli myślimy o kolonizacji.

Drugi sezon serialu „Mars” stawia pytanie o sens podróży na Marsa. Biorąc pod uwagę to, co robimy z Ziemią, to chyba nie najlepszy pomysł.
Nie jestem pesymistą w ocenie ludzkich działań. Sądzę, że ludzie są całkiem dobrzy. Łatwo skupiać się na tym, co w nas złego. Tak działają też newsy. Oglądając programy informacyjne, można odnieść wrażenie, że jest z nami bardzo źle. Ja tymczasem uważam, że jesteśmy coraz lepsi. Ziemia to coraz lepsze miejsce. Wolałbyś żyć teraz czy sto lat temu? Przenieść się do 1918 r. czy 1818 r.? Zawsze wybrałbyś tę późniejszą datę. Bo ludzkość radzi sobie coraz lepiej. Dlaczego ten trend miałby się odwrocić? Przyszłość powinna być lepsza niż teraźniejszość, w 2118 r. powinno być lepiej niż w 2018.

Czytaj także: Raport na temat zmian klimatycznych. 12 lat do katastrofy

Na Marsie może być tak jak na Ziemi? Czy mieszkający tam ludzie będą skazani na życie pod sztucznymi kopułami?
Terraformowanie Marsa jest jak najbardziej możliwe. Ale dziś nie mamy takich możliwości technologicznych. A raczej bylibyśmy w stanie to zrobić z użyciem już istniejących technologii, ale zajęłoby to kilka stuleci. Kluczowe jest ogrzanie Marsa. Na biegunach znajduje się sporo dwutlenku węgla w postaci lodowej, który, gdyby go ogrzać, uwolniłby się do atmosfery, wywołując efekt cieplarniany. Co na Ziemi stanowi problem, jest pożądane na Czerwonej Planecie. Jeśli stopić wystarczającą ilość lodowego dwutlenku węgla, ten dostałby się do atmosfery, gdzie umożliwiłby zatrzymywanie promieni słonecznych – temperatura by rosła, wytapiałoby się jeszcze więcej gazowego dwutlenku węgla, atmosfera stałaby się gęsta. Gdyby udało się podnieść temperaturę, na Marsie znów zaczęłaby płynąć woda, a to już coś.

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj