Moje miasto

Na zarazę: samorząd. Epidemia to test dla Polski lokalnej

1 maja 2020 r. Spacer rocznicowy nad Motławą w Gdańsku 1 maja 2020 r. Spacer rocznicowy nad Motławą w Gdańsku Martyna Niecko / Agencja Gazeta
Zaczęło się odmrażanie kraju. Rząd działa zgodnie ze sprawdzoną metodą: wydaje dyspozycje, odpowiedzialnością obciążając samorządy. Żeby nie było zbyt łatwo, pogrąża kraj w chaosie, angażując wszystkich w spór o wybory.

Niepewność to słowo klucz do zrozumienia kryzysu wywołanego przez pandemię Covid-19. Z niepewnością mierzyć się muszą wszyscy, niezależnie od pełnionej funkcji i odgrywanej roli: pracownicy, nauczyciele, maturzyści i ósmoklasiści, burmistrzowie i przedsiębiorcy. Taka jest natura zagrożenia niesionego przez patogen dopiero rozpoznawany przez uczonych. Dlatego nie wiadomo, kiedy zagrożenie się skończy ani jak skutecznie z nim sobie radzić.

Czytaj też: Jak wrócić z pandemii?

Koronawirus, czyli niepewność

Ze względu na tę niepewność nie można mieć pretensji do władz publicznych, że nie zawsze podejmują dobre decyzje. I tym bardziej cieszyć się trzeba, gdy zadziałają nadspodziewanie dobrze. Niewątpliwie więc do radykalnego spowolnienia epidemicznej fali przyczyniła się decyzja o lockdownie podjęta tuż po ujawnieniu pierwszych przypadków zachorowań.

Postanowienie rządu nie przyniosłoby jednak skutku, gdyby nie nadspodziewana dyscyplina społeczna i pełna mobilizacja struktur władzy samorządowej. To one wspomagały znajdujące się na ich terenie szpitale pozbawione zaopatrzenia w środki ochrony osobistej i organizowały pożywienie dla personelu. Jednocześnie struktury samorządowe mierzyć się musiały i muszą z mniej dopracowanymi decyzjami władz centralnych, jak organizacja zdalnego nauczania, a teraz odmrażanie instytucji opiekuńczych dla dzieci.

Czytaj też: Rząd za szybko i bez namysłu otwiera żłobki i przedszkola

Polska w kryzysie, czyli zaufanie

Badania polskiego społeczeństwa w czasie epidemii prowadzone przez zespół Radosława Markowskiego z Uniwersytetu SWPS pokazują, że Polacy doceniają pracę samorządu w czasie kryzysu – 59 proc. ankietowanych uznaje, że zachowują się one adekwatnie. Podobnie o rządzie myśli 44 proc. (spadek w ciągu tygodnia o 8 pkt). Wyniki te nie zaskakują, dobrze odpowiadają rezultatom sondażu przeprowadzonego przez CBOS tuż przed pandemią.

CBOS pytał o zaufanie. Polacy słyną z przekonania, że „ostrożności nigdy dość” w relacjach z innymi, generalnie też nie darzą zaufaniem instytucji władzy publicznej. Z dwoma wyjątkami: tylko władze lokalne i prezydent RP mogą pochwalić się zaufaniem więcej niż połowy respondentów. Samorządowi ufa 74 proc., prezydentowi 58 proc. Rządowi – 46 proc.

Co ciekawe, zaufanie do władz lokalnych nie zależy od wieku i w niewielkim tylko stopniu zależy od wielkości zamieszkiwanej gminy, wykształcenia czy poglądów politycznych. Warto przy tym zaznaczyć, że nie zawsze tak było – w 2002 r. władzom lokalnym ufało jedynie 43 proc. badanych.

Czytaj też: Trauma pandemii. Albo wygramy, albo przegramy

Siła lokalności

Te zaskakująco dobre wyniki można interpretować na wiele sposobów. Na pewno wpływ na nie ma prosperity związana z przystąpieniem do Unii Europejskiej i napływ środków, które zmieniły polskie gminy, miasta i miasteczka. Niewątpliwie też administracja lokalna systematycznie profesjonalizuje się i nabywa kompetencji. Musi także mierzyć się codziennie z krytyką zarówno zwykłych mieszkańców, jak i coraz bardziej kompetentnych środowisk tworzących choćby ruchy miejskie lub organizacje strażnicze.

Czytaj też: Samorządy wchodzą do gry

Ich krytyka pokazuje z kolei, jak ciągle wiele jest do zrobienia, jeśli chodzi o praktykowanie lokalnej demokracji. Nie będę teraz powtarzał wielokrotnie przytaczanych argumentów o fasadowości konsultacji, o nieufności lokalnych włodarzy wobec partycypacji mieszkańców w podejmowaniu decyzji, o braku przejrzystości i kłopotach z dostępem do informacji.

O krytyce tej należy pamiętać, w tej chwili jednak trwa szczególny test, który sprawdzi zarówno poszczególne samorządy, jak i samą zasadę samorządności. Rozmawialiśmy o tym z prezydentką Ostrowa Wielkopolskiego Beatą Klimek, wójtem Sędziejowic Dariuszem Cieślakiem, prezydentem Białegostoku Tadeuszem Truskolaskim i prof. Arturem Wołkiem z Akademii Ignatianum podczas debaty „Polska samorządów” zorganizowanej online przez Fundację im. Stefana Batorego i „Politykę”:

Czytaj też: Widmo bezrobocia. Czy wirus wywróci rynek pracy?

Pochwała decentralizacji

Artur Wołek nie miał wątpliwości, że obecny kryzys zweryfikował pozytywnie zasadę decentralizacji, i żywił nadzieję, że przedstawiciele obecnego obozu rządzącego, niekryjący wobec decentralizacji sceptycyzmu, zweryfikują swoje poglądy. Tak podpowiadają argumenty racjonalne i empiryczne dowody pokazujące, że struktury lokalne radzą sobie lepiej z kryzysem niż siejące chaos instytucje centralne.

Problem w tym, o czym także mówił Artur Wołek, że w działaniu władz centralnych trudno odróżnić niezdolność do zarządzania chaosem i niepewnością będącą po prostu skutkiem zagrożenia od celowego pogłębiania niepewności i chaosu jako metody rządzenia. Niezależnie od proporcji faktem jest, że niepewność jako element sprawowania władzy pozostanie z nami nawet po kryzysie.

Uczestniczący w dyskusji samorządowcy traktują taką ewolucję relacji między centrum a Polską lokalną ze zgorszeniem, ale i bez zdziwienia. Pogarszanie się tych relacji to dla nich stały kontekst codziennej pracy. Czym więc równoważyć niepewność, której źródłem jest nie tylko kryzys epidemiczny, ale i polityka władz centralnych? Odwołaniem do siły lokalnych więzi.

Czytaj też: Upadek świata nowym początkiem?

Solidarność i samoorganizacja

Kryzys ujawnił różnorodne reakcje indywidualne i społeczne na zagrożenie. Generalnie jednak pokazał, niezależnie od wielkości lokalnych wspólnot, ich odporność na zagrożenie, zdolność do samoorganizacji i współpracy, solidarności i samodyscypliny.

I tu dochodzimy do kluczowego momentu opowieści. Kryzys dopiero się rozpoczyna. Jego konsekwencją będą problemy społeczne, zmniejszone wpływy do samorządowej kasy, konieczność zmiany priorytetów i oszczędności. Jak będą podejmowane decyzje? Jaki model będzie zwyciężał: współdecydowania z mieszkańcami czy technokratyczny, polegający na cięciu tam, gdzie najłatwiej, np. w wydatkach na kulturę, organizacje społeczne i budżet obywatelski?

Czytaj też: Jak wirus zmienia nasze postawy

Kryzys jako szansa

Kryzys jest szansą na odnowienie samorządowego mandatu i potwierdzenie, że wysokie zaufanie to nie tylko skutek czasów prosperity, ale także zasób na trudny czas. Bardzo łatwo ten zasób roztrwonić. Ostrzega przed tym Kongres Ruchów Miejskich, apelując, by ofiarą oszczędności nie padły budżety obywatelskie.

Owszem, funkcjonowały one w różny sposób w różnych miastach, stały się jednak ważnym mechanizmem współdecydowania mieszkańców o swoich wspólnotach. Być może da się na nich trochę zaoszczędzić w sensie finansowym, straty mierzone w rachunku społecznym będą jednak znacznie większe.

Dobrze już było

Dobrze już było, pisał Paweł Adamowicz w książce „Gdańsk jako wspólnota”. To prawda. Co jednak nie oznacza, że musi być źle. Jak więc będzie? Nie wszystko zależy od lokalnych wspólnot, na pewno jednak nie mogą one liczyć na to, że ktoś z zewnątrz zorganizuje im przyszłość.

Spotkanie "Przyszłość samorządu po epidemii" odbyło się w ramach cyklu debat "Polska samorządów" organizowanych w jubileuszowym roku 30-lecia samorządu przez forumIdei Fundacji im. Stefana Batorego.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Klasyki Polityki

Jak dzieci odczuwają i rozumieją ból?

Jeszcze na początku lat 80. uważano, że noworodki w ogóle nie odczuwają bólu! A ponieważ nie potrafią werbalnie wyrazić tego, co czują, nie dbano o ich komfort w szpitalach.

Paweł Walewski
08.08.1998
Reklama