Jak walczyć z cholesterolem?

Bomba w genach
Trudno go zobaczyć, choć jest wrogiem publicznym numer 1. U osób z zaburzeniami genetycznymi może być sprawcą zawałów serca nawet w 30. roku życia.
Odkrycie, że miażdżyca nie polega na samym mechanicznym zatkaniu naczyń krwionośnych, lecz jest de facto procesem zapalnym, stanowiło w kardiologii przełom.
Ugreen/PantherMedia

Odkrycie, że miażdżyca nie polega na samym mechanicznym zatkaniu naczyń krwionośnych, lecz jest de facto procesem zapalnym, stanowiło w kardiologii przełom.

Włókna cholesterolowe po krystalizacji.
Sidney Moulds/Science Photo Library/EAST NEWS

Włókna cholesterolowe po krystalizacji.

Mnóstwo ludzi przez długie lata próbuje obniżać wysoki poziom cholesterolu. Ofiarnie słuchają lekarzy namawiających ich do aktywności, zmiany diety i pozbycia się nadwagi. Żadna z tych metod na dłuższą metę się jednak nie sprawdza. W końcu sięgają więc po leki zwane statynami, które już od 30 lat normalizują stężenie najgroźniejszych lipidów i tym samym zmniejszają ryzyko zawałów serca lub udarów mózgu.

Ale u wielu osób klasyczne leczenie to za mało. Mają bowiem w swoim materiale genetycznym mutacje odziedziczone po rodzicach, które predysponują ich do szczególnie wysokich stężeń cholesterolu. – To, co różni tych pacjentów z hipercholesterolemią rodzinną od pozostałych, to fakt, że mogą zacząć ćwiczyć, całkowicie zmienić dietę, a i tak mimo wysokich dawek statyn będzie im trudno osiągnąć zamierzony cel kuracji – mówi dr Krzysztof Chlebus z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Kardiolodzy już się przekonali, jak wiele przy osiąganiu celów kuracji zależy od wyjściowego poziomu cholesterolu. Sposób leczenia zależy od tego, czy trzeba go zredukować o 20, 50 czy aż o 70 proc. – Na taki efekt przy samych statynach trudno liczyć – przyznaje prof. Piotr Jankowski z Komisji Promocji Zdrowia Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. No i żadne leki nie zadziałają odpowiednio u tych, którzy je niewłaściwie przyjmują. – To duży problem, zwłaszcza u młodszych: brak regularności, zmniejszanie dawek. Bo przecież nadmiar cholesterolu nie boli.

Pacjenci mogą mieć też problem ze zrozumieniem, dlaczego różne frakcje cholesterolu odmiennie wpływają na serce i ich normy nie są dla wszystkich jednakowe. Cholesterol to tłuszcz, który nie rozpuszcza się w wodzie ani we krwi, więc aby mógł być transportowany do tkanek, musi przyłączyć się do innych substancji krążących w osoczu – są nimi lipoproteiny o dużej lub małej gęstości. Te o dużej, zwane HDL (z ang. high density lipoproteins), usuwają nadmiar lipidów, przenosząc je do wątroby, gdzie są następnie utylizowane. Te o małej gęstości, zwane LDL (z ang. low density lipoproteins), przywierają do ścianek tętnic, więc są najistotniejszym czynnikiem przyczyniającym się do rozwoju miażdżycy. Jak zaapelowano w sierpniu podczas największego kongresu Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego w Monachium, coraz bardziej traci na znaczeniu oznaczanie cholesterolu całkowitego i HDL – przy ocenie ryzyka zawałów serca lub udarów mózgu liczy się dzisiaj już tylko LDL i to jego wartości są najważniejsze.

Miażdżyca – proces zapalny

Generalnie im mniej LDL, tym lepiej – ale normy uwzględniają również stan pacjenta, który wykonuje to badanie. U osób zdrowych, szczupłych, które nie palą papierosów, właściwy poziom to 115 mg/dl, choć niektórzy eksperci sugerują, że warto obniżać go nawet do 100. U pacjentów z cukrzycą lub u tych, którzy przebyli zawał serca i występują u nich dodatkowe czynniki ryzyka (np. otyłość lub choroby nerek), za bezpieczną normę LDL uważa się 70 mg/dl. – Standardy są coraz bardziej wyśrubowane. Można się spodziewać, że w kolejnych wytycznych poziom ten może być zmniejszony nawet do wartości poniżej 50 mg/dl – zapowiada prof. Maciej Banach, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego.

Dziś już jednak w całej Europie z osiąganiem zamierzonych celów tej kuracji nie jest najlepiej – odsetek pacjentów, u których dzięki terapii udaje się doprowadzić niebezpieczną frakcję LDL do poziomu 70 mg/dl, waha się od 55 proc. w Finlandii do 10 proc. na Litwie. Polska znalazła się pośrodku stawki, z wynikiem 36 proc. (to nieco powyżej średniej w Europie – 32 proc.). Czy tak niskie stężenie LDL jest celem wartym takiego zachodu? Czy przełoży się na wydłużenie życia?

Sprawa jest bardziej złożona, bo – jak przypomina dr Krzysztof Chlebus, koordynator Krajowego Centrum Hipercholesterolemii Rodzinnej w Gdańsku – przy powikłaniu miażdżycy, jakim może być zawał serca lub udar mózgu, liczą się dwa komponenty: – Jedna ścieżka zapobiegania to zbijanie poziomu cholesterolu, drugą powinno być likwidowanie stanu zapalnego blaszki miażdżycowej.

Odkrycie, że miażdżyca nie polega na samym mechanicznym zatkaniu naczyń krwionośnych, lecz jest de facto procesem zapalnym, stanowiło w kardiologii 30 lat temu przełom porównywalny z uznaniem jej za chorobę, a nie naturalny proces starzenia. Kiedy zbyt dużo lipidów zgromadzi się w ścianie tętnicy, dokonuje w jej śródbłonku potężnego zamieszania, angażując mnóstwo komórek, które tworzą wybrzuszenie w stronę światła naczynia (tak powstaje blaszka miażdżycowa).

Czytaj także

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną