Nauka

„Etyczny karp” na wigilijnym stole. Już niedługo

Karp rozgościł się na naszych wigilijnych stołach w czasach PRL-u – jako jedyna wówczas dostępna w okresie przedświątecznym świeża ryba. Nie taka długa to tradycja. Karp rozgościł się na naszych wigilijnych stołach w czasach PRL-u – jako jedyna wówczas dostępna w okresie przedświątecznym świeża ryba. Nie taka długa to tradycja. Alexander Francis Lydon / Wikipedia
Co roku ten sam dylemat – jeść wigilijnego karpia czy nie jeść? Z jednej strony względy etyczne, zdrowotne, środowiskowe. Z drugiej – tradycja.

Gdyby nie działalność organizacji prozwierzęcych, to pewnie mało kto ujmowałby się za żywymi karpiami poupychanymi w okresie przedświątecznym w ciasnych, sklepowych basenach, często z brudną, słabo natlenioną wodą. Tego typu sytuacje, o których słyszymy co roku, dają podstawę prawną do interwencji policji i nałożenia na odpowiedzialnego kary.

Dla niektórych myśl o stłoczonych rybach, niesionych później w foliowej siatce do domu, by je własnoręcznie zabić, jest wystarczającą motywacją, by z jedzenia karpia zrezygnować. Z kolei dla innych mięso tej ryby nie jest szczytem kulinarnych oczekiwań, zwłaszcza że często ma ono, jak to się określa, „mulisty” posmak. Poza tym jest stosunkowo tłuste i odznacza się niekorzystnym stosunkiem kwasów omega-6 do omega-3, wynoszący nawet 10:1. Z karpia rezygnuje więc również wiele osób dbających o zdrowie. Wreszcie, hodowla karpia nie odbywa się bez skutków środowiskowych. Nie bez powodu stawy karpiowe o intensywnej produkcji wpisano w Polsce na listę przedsięwzięć mogących istotnie oddziaływać na rzeki, do których spuszczane są wody po hodowli.

Czytaj także: Wigilia bez karpia: dla zdrowia, środowiska i spokoju sumienia?

Wigilijny karp – straszący duch PRL-u

Mimo iż popularność karpia systematycznie spada, to Polska jest, obok Czech, jego największym producentem w Europie. Wielu Polaków bez tej ryby nie wyobraża sobie świąt. Z niedowierzaniem przyjęliby fakt, że nie jest to wcale gatunek rodzimy, a do centralnej Europy trafił z regionu zlewisk Morza Czarnego, Aralskiego i Kaspijskiego. Do Polski sprowadzony został najprawdopodobniej przez cystersów na przełomie XII i XIII wieku. Natomiast jego tzw. tradycyjna, świąteczna obecność nawiązuje – o zgrozo – do czasów niedostatków żywności w PRL, kiedy to karp był w czasie przedświątecznym jedyną dostępną świeżą rybą. Dziś jest stałym gościem na wigilijnym stole, niekiedy wymiennie z innymi gatunkami ryb, w których pozyskiwanie również wpisane są rozmaite problemy środowiskowe i zdrowotne. Zbyt intensywne poławianie dziko występujących ryb prowadzi do załamywania się liczebności ich populacji, mięso tuńczyka straszy rtęcią, a w hodowlach stosuje się antybiotyki i fungicydy. Ot, żeby tylko wspomnieć niektóre z utrapień.

Czytaj także: Kuriozalne wytyczne pozwalają znęcać się nad karpiami

Mięso ryb in vitro to duch współczesności

A gdyby tak na naszym talerzu wylądowało mięso ryby, którego pozyskanie byłoby bardziej przyjazne dla środowiska i na dodatek – nie wzbudzało wyrzutów sumienia? No cóż, pisząc niedawno w POLITYCE o mięsie produkowanym metodą in vitro, które dziś stoi w Stanach Zjednoczonych u bram komercjalizacji, nie miałem na myśli tylko wołowiny, wieprzowiny czy drobiu... Czy można więc wyizolować komórki macierzyste ryby, a następnie w warunkach laboratoryjnych odpowiednio zróżnicować i namnożyć je, a potem ułożyć trójwymiarowo, by uzyskać tkankę mięśniową nadającą się np. do usmażenia na patelni? Pewnie! Co więcej, to już się udało.

Oficjalnie 8 września 2017 r. amerykańska firma Finless Foods pochwaliła się takim sukcesem. Wyprodukowała w warunkach in vitro pierwsze filety karpiowe, które usmażono i zjedzono na uroczystej degustacji. To kompletna rewolucja. Bez cierpienia ryb, bez hodowli i jej środowiskowych skutków, bez ości, z zastosowaniem protokołów hodowli komórkowych i porównywalnie smacznie. Koszt produkcji to obecnie ok. 165 euro za sztukę przy braku jakiejkolwiek komercjalizacji i przemysłowego skalowania produkcji. To oczywiste, że koszt ten będzie spadał. W końcu na przestrzeni ostatnich pięciu lat koszt wyprodukowania wołowiny in vitro spadł... ponad 320 razy.

Czytaj także: Smacznego karpia po torturach!

Wartość dodana: pozbycie się FBS-u z hodowli komórkowych

To, co dziś istotnie podnosi koszt produkcji mięsa (nie tylko rybnego) in vitro, to konieczność stosowania względnie drogich odczynników. Jednym z nich jest płodowa surowica cielęca (ang. fetal bovine serum; FBS), którą powszechnie wykorzystuje się przy bardzo różnych hodowlach komórkowych in vitro prowadzonych w celach biomedycznych. Dodatek FBS do pożywki sprzyja proliferacji komórek i chroni je przed uszkodzeniami mechanicznymi. Surowicę pozyskuje się, jak nazwa wskazuje, z cielęcych płodów, z krwi pobranej iniekcyjnie prosto z serca. Nie trzeba chyba dodawać, że stosowanie FBS musi więc budzić sprzeciw etyczny. O ile w typowych hodowlach in vitro nie stosuje się tej surowicy bardzo dużo, to przy produkcji tkanki mięśniowej na cele spożywcze potrzebne są jej ogromne ilości. I tu dobra wiadomość: to właśnie firmy chcące wprowadzić na rynek mięso in vitro w największym stopniu zainteresowane są poszukiwaniem alternatyw dla FBS.

Czytaj także: Ustawa o in vitro. Mięsie in vitro. Odsłona pierwsza

Pomysłów nie brakuje – jednym z nich jest lizat z ludzkich płytek krwi bądź ekstrakty z alg lub grzybów. Być może więc, jeżeli surowice zwierzęce w ogóle znikną z użytku w laboratoriach, to właśnie dzięki staraniom producentów mięsa in vitro. Zresztą, wspomniany już Finless Foods zdołał w 2018 r. ograniczyć użycie FBS o połowę, a w 2019 r. ma zamiar prowadzić produkcję mięsa ryb in vitro zupełnie bez niego!

Mięso in vitro: bez dylematów etycznych i zdrowotnych

Wyobraźmy sobie nadchodzącą perspektywę: tuńczyk bez rtęci, łosoś bez dylematów czy dziki, czy z akwakultury, karp spożywany bez wyrzutów sumienia. Kiedy? Przy sprzyjającym prawie, które jest dziś przedmiotem rozważań organów administracyjnych w USA, pierwsze rybne mięso in vitro mogłoby trafić do sklepów już w przyszłym roku. Amerykańskie firmy biotechnologiczne jako bezpieczną datę podają jednak 2021 r. Europa też nie próżnuje – w ostatnim czasie powstało aż 20 zupełnie nowych przedsiębiorstw chcących produkować produkty mięsne in vitro.

Z upragnieniem czekam na to, by przy moim wigilijnym stole goście mogli się cieszyć mięsem ryb in vitro. I niech im będzie – zgodzę się nawet na karpia!

Czytaj więcej: Karp. Historia osobista

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ja My Oni

Jak komunikować swoje potrzeby

Jak wyrazić swoje potrzeby, aby inni je uwzględniali.

Anna Dąbrowska, Anna Dobrowolska
06.02.2018
Reklama