Nauka

Ku pamięci

Sprośny humor z antycznych toalet

Tak mogło wyglądać pełne nieprzyzwoitych graffiti wnętrze latryny publicznej w zbudowanym w 124 r. rzymskim obozie Vercovitium koło Wału Hadriana w Nortumbrii. Tak mogło wyglądać pełne nieprzyzwoitych graffiti wnętrze latryny publicznej w zbudowanym w 124 r. rzymskim obozie Vercovitium koło Wału Hadriana w Nortumbrii. Philip Corke/English Heritage/Heritage Images / Getty Images
W marmurowych, dekorowanych mozaikami antycznych publicznych toaletach kwitło życie towarzyskie i rozwijał się humor. Nie najwyższych lotów, czyli taki, w jakim lubowali się ówcześni Rzymianie.
Kamienne siedziska i kanał na bieżącą wodę, w której maczano gąbki do podcierania w latrynie w Saint-Romain-en-Gal – Vienne nad Rodanem.Hervé Champollion/akg-images/EAST NEWS Kamienne siedziska i kanał na bieżącą wodę, w której maczano gąbki do podcierania w latrynie w Saint-Romain-en-Gal – Vienne nad Rodanem.

Obywatele Antiochii ad Cragum musieli mieć ubaw, siedząc w latrynie term w centrum miasta i patrząc na mozaiki. Na jednej Narcyz, zamiast zachwycać się swym obliczem, podziwia własne przyrodzenie. Na drugiej Ganimedes – w którym zakochał się Zeus i porwał na Olimp pod postacią orła – dzierży gąbkę na patyku, a gromowładny, jako czapla, drugą gąbką w dziobie muska penisa młodego kochanka. Humor kiblowy to widać uniwersalne zjawisko, bo na ścianach innych rzymskich toalet publicznych też są sprośne graffiti. Ale ta odkryta w Anatolii przez archeologów z University of Nebraska-Lincoln jest wyjątkowa – ma unikatową mozaikę z żartem mitologicznym i stanowi pierwsze ikonograficzne potwierdzenie, że gąbki na kiju służyły do podcierania.

Potrzeby fizjologiczne czynią ze starożytnych Rzymian takich samych śmiertelników jak my, bo „wydalanie jest uniwersalne, demokratyczne i ponadczasowe”, pisze dr hab. Andrzej Wypustek w książce „Imperium ścieku, szamba i wychodka”, właśnie wydanej przez Sub Lupa. Rzymskie toalety podłączone do sprawnych systemów kanalizacyjnych przypominają współczesne, upowszechnione dopiero w XIX w. Problem w tym, że choć do dziś zachowało się 250 rzymskich latryn, wiedza na temat ówczesnej higieny intymnej jest anegdotyczna i wymaga wyjaśnień, tym bardziej że antyczni kulturowo i obyczajowo różnili się od nas – swobodniej podchodzili do fizjologii i obsceny, która pojawia się nie tylko w toaletach czy lupanarach, lecz także w mitologii, rytuałach i sztuce. Posiadali nawet boginie opiekujące się tą sferą – Venus Cloacina w Rzymie dbała o sprawność urządzeń sanitarnych, a Fortuna o regularność wypróżnień, co oznacza, że od obu zależało ludzkie zdrowie.

Kucacze i siadacze

Toalety z siedziskami znane były już w Egipcie i na Bliskim Wschodzie, ale pierwsze publiczne latryny miejskie pojawiły się w II w. p.n.e. w Pergamonie. Był to efekt hellenistycznej rewolucji higienicznej, która upubliczniła intymne czynności fizjologiczne. Boom na toalety nastąpił 300 lat później, kiedy to Rzymianie masowo budowali je w miastach imperium – przy forach, teatrach i łaźniach. W samym Rzymie w IV w. było ich 144, największe mieściły 100 osób naraz. Dr Wypustek podkreśla, że romanizacja, choć nie wiązała się z homogenizacją kulturową, polegała na przejmowaniu języka i stylu życia Rzymian, co przypominało współczesną globalizację. A „wielomiejscowe latryny stanowiły jeden z jej najbardziej charakterystycznych przejawów, na równi z amfiteatrami czy łaźniami”.

Mimo to antyczni nie chwalili się specjalnie latrynami – nie wspominają, że je budowano; nie zdradzając szczegółów technicznych związanych z ich konstrukcją, nie dają instrukcji, jak z nich korzystano. Toalety pojawiają się jedynie jako przykład uwłaczającego miejsca śmierci i w anegdotach o defekacji czy puszczaniu wiatrów (z komedii Arystofanesa znamy grecką nazwę na bąka – papapappax, a łacińską – prox uwiecznił rzymski komediopisarz Plaut). Komedia antyczna pełna jest drwin z publicznego wydalania poza wydzielonymi miejscami, co uważano za sprzeczne z etosem obywatela. Załatwiający się na ulicach (cacatores, czyli obsrańcy) to nieokrzesani obcokrajowcy (barbarzyńcy) i pozbawieni kontroli pijacy. Tego procederu zakazują rozliczne graffiti z miast pod Wezuwiuszem i w Ostii pod Rzymem, więc choć potępiany, musiał być nagminny. Przy Via Stabiana w Pompejach ktoś napisał „robię kupę tam, gdzie chcę”. Dlaczego nie wolał skorzystać z latryny? Nie gustował w grupowej defekacji? Był niekulturalny? Należał – jak twierdzi dr Wypustek – do kucaczy, a nie siadaczy, dla których toalety były przystosowane? A może był to rodzaj buntu lub zemsty na kimś, kto zalazł mu za skórę?

Kiblowa wspólnota była w dobrym tonie, nie można się jednak oprzeć wrażeniu, że dotyczyła głównie mężczyzn. Czy panie razem z nimi korzystały z toalet? – Źródła milczą na ten temat – mówi dr Wypustek. – Ale sądzę, że kobiety z plebsu tak. W końcu łaźnie też były koedukacyjne, co świadczy o tym, że antyczni mieli do ciała i fizjologii inny stosunek niż my. Poczucie wstydu i kurtuazja dotyczyły zapewne tylko elit, które preferowały najbardziej intymny sposób wypróżniania, możliwy dzięki przynoszonemu przez niewolnika nocnikowi.

Podmywacze i podcieracze

Toalety, choć skanalizowane i marmurowe, były zazwyczaj tłoczne, ciemne, cuchnące i zarobaczone. Wraz z płynącymi ulicami nieczystościami i dołami kloacznymi sprawiały, że miasta cuchnęły niczym stajnie Augiasza. O ile ze sprzątaniem tych ostatnich Herkules sobie poradził, o tyle czystość miast rzymskich była stałą bolączką ich mieszkańców. „Gdyby komuś z nas jakimś cudem udało się przenieść dwa tysiące lat wstecz, z pewnością zatęskniłby do schludnych łazienek i papieru toaletowego. Szybko też padłby ofiarą jednej z wielu roznoszonych przez bakterie i wirusy chorób, na które nie jesteśmy uodpornieni” – pisze dr Wypustek.

To paradoks, bo Rzymianie dbali przecież o zdrowie i higienę ciała. Znajdowane na ścianach latryn graffiti i malowidła to głównie żartobliwe rady dotyczące wypróżniania. Satyrę i medycynę łączy choćby fresk z term w Ostii z przedstawieniem siedmiu mędrców greckich (zachowało się trzech) – Solon radzi, by masować brzuch, Tales zaleca się napinać, a Chilon uczy, jak cicho puszczać bąki. Poniżej zachowały się resztki malowidła przedstawiającego 20 mężczyzn w latrynie i komentarze w stylu „dobrze się wysraj, a lekarze mogą cię cmoknąć” albo „nikt nie będzie z tobą rozmawiał, Priscianusie, póki nie użyjesz gąbki na patyku”.

Jeśli założyć, że kulturowo dzielimy się na podcieraczy i podmywaczy, to Rzymianie korzystali z obu tych technik. Pierwsi używali kamieni, potłuczonych skorup, mchu. Drudzy, mający dostęp do płynącej w kanalikach przy siedzisku wody, myli się zanurzanymi w niej gąbkami na patykach (xylospongium) lub polewali wodą z naczyń, znajdowanych w kloakach. – Mozaika z Antiochii ad Cragum rozwiała moje wątpliwości, że xylospongium było zbyt niewygodne – proszę spróbować podetrzeć się szczotką klozetową. Zacząłem się zastanawiać, czy dziwny otwór z przodu sedesów, który groził obsiusianiem sobie nóg, nie służył właśnie do wprowadzania gąbek na kijach. Nadal jednak nie wiemy, czy były one do wspólnego użytku – zaznacza autor „Imperium ścieku, szamba i wychodka”.

Podcieranie się wspólnym xylospongium jest dziś nie do wyobrażenia. Wiemy, że w odchodach są zarazki, patogeny czy jaja pasożytów. W dole kloacznym toalety centuriona w Alphen aan den Rijn (Belgia) znaleziono ich mnóstwo, więc toalety publiczne musiały być wylęgarnią infekcji i chorób. Antyczni nie mieli świadomości zagrożenia. Dla większości obywateli miast rzymskich wizyty w latrynach były więc naturalną okazją do przerwy w pracy, spotkania ze znajomymi, pogadania. Według niektórych za korzystanie z nich pobierano opłaty, przez co nadawały się do wytwornego relaksu, podobnie jak portyki czy bazyliki. Ale dr Wypustek jest zdania, że były bezpłatne, tym samym socjalizacja w nich miała bardziej plebejski charakter.

Ryki i uśmiechy

Wbrew pozorom w antyku skatologiczny (dotyczący wydalania) humor wcale nie był spotykany jedynie w miejskich wychodkach. Po pierwsze, duża część poezji antycznej naśladuje improwizowaną, żartobliwą i służącą zabawie poezję sympozjonalną, po drugie – antyczni byli bardziej tolerancyjni w kwestii humoru niż chrześcijanie, co świetnie pokazał w „Imieniu róży” Umberto Eco. – Starożytni dbali o coś, o czym zapomnieliśmy w średniowieczu – powagę przełamywali śmiechem, i to zarówno w poezji, jak i w dramacie – zauważa dr Jan Kwapisz, grecysta z Uniwersytetu Warszawskiego.

W mitologii załamaną stratą córki Demeter pociesza bogini Jambe (Baubo), pokazując łono. To od niej wzięła się poezja jambiczna pełna sprośnego humoru, natomiast komedia ma korzenie w farsie i w procesjach fallicznych ku czci Dionizosa. – Teatralne maski przenosiły aktorów w sferę sacrum, która dopuszcza obscena, stąd doczepione penisy oraz seksualne i skatologiczne żarty – mówi dr Katarzyna Pietruczuk z Instytutu Filologii Klasycznej UW. – Komedie wyśmiewały kobiety, obcych i słabszych, ich nieobycie, fizjologię i przywary, dziś to humor „politycznie niepoprawny”, ale w Grecji służył on umacnianiu wspólnoty obywatelskiej wolnych mężczyzn.

Dr Kwapisz podkreśla, że kategorie nieprzyzwoitości są w antyku przesunięte, bo nie dość, że demokracja dopuszczała wolność słowa (parrhesia), to jeszcze rytuał sankcjonował szpetne mówienie (ajschrologię). – Chrześcijaństwo postawiło kategorię nieprzyzwoitości na piedestale, choć rodzaj cenzury pojawił się już w monarchiach hellenistycznych, bo władza absolutna nie idzie w parze z wolnością słowa. I tak nawet jeśli komedia epoki klasycznej, zwana starą, pełna była sprośności, to od IV w. p.n.e. w komedii nowej nie ma po nich śladu. – O ile Arystofanes chciał, by publiczność ryczała ze śmiechu, o tyle Menander sprawiał, że się uśmiechała – porównuje filolog klasyczny prof. Mikołaj Szymański.

Rzymianie byli pod względem kulturowym uczniami Greków. W dziele „O mówcy” Cyceron namawia do posługiwania się żartem w przemowach, bo to przyciąga uwagę i zjednuje publiczność. Poeta Katullus radzi nijakiemu Egnacjuszowi, by nie szczerzył stale swych pięknych zębów, bo jest Celtiberem, a każdy wie, że tam myje się zęby moczem. – Różnice w poczuciu humoru trochę widać u Plauta, który niby wzorował się na greckiej komedii nowej, ale skupiał się na pikantnych szczegółach. Zapewne miały na to wpływ oczekiwania publiki, skoro inny autor komedii rzymskiej – Terencjusz – skarżył się, że nie udało mu się wystawić pewnej sztuki, bo widzowie woleli oglądać linoskoczków – przypomina prof. Szymański. A dr Pietruczuk wyjaśnia: – Dla Greków teatr był sferą religijną, dla Rzymian – rozrywką. Ci ostatni pozwalali sobie na przekraczanie granic rzymskiej przyzwoitości, jedynie zakładając kostium grecki lub w bardziej swobodnych mimach, wyrosłych w Grecji z improwizowanych scenek z życia codziennego. Z antycznych komediopisarzy najmniej zestarzał się Plaut, u którego mało jest odniesień do ówczesnych realiów i wartka fabuła.

Zdrowie i odprężenie

Ale nie wszystkie antyczne żarty są dla nas tak samo czytelne, więc w zrozumieniu tych o charakterze sytuacyjnym czy personalnym muszą pomóc znający język i kontekst kulturowo-historyczny specjaliści. Objaśnienia (które zresztą skutecznie zabijają dowcip) wymagają nie tylko żarty językowe, ale i figuralne. Nie każdy domyśli się, że na mozaice z Antiochii ad Cragum w scenie z Ganimedesem czapla to Zeus albo że piękny Narcyz ma zbyt długi nos, który go nie tylko szpeci, ale być może koresponduje z wielkością podziwianego przez niego przyrodzenia, tymczasem w antyku wielki członek wcale nie był mile widziany. – W teatrze i sztuce wielki fallus we wzwodzie zarezerwowany był dla niektórych, np. boga Priapa i satyrów. Inni bogowie oraz cywilizowani obywatele (np. atleci) mają malutkie penisy. Duże i obwisłe to atrybut prostaków i barbarzyńców – podkreśla dr Pietruczuk.

W II w. wymowa scenki z Antiochii ad Cragum była jasna – Narcyz jest tu zakochanym w sobie i swoim penisie prostakiem. Tylko dlaczego podobne zabawne mozaiki nie pojawiają się nigdzie indziej? – Nie dziwi mnie, że tego typu przemyślane przedstawienie znalazło się na obrzeżach świata greckiego. Peryferie często swą przynależność do kręgu kultury grecko-rzymskiej podkreślały, sięgając po bardziej zaawansowane intelektualnie środki, niż czyniono to zazwyczaj w centrum – w Grecji czy Italii – tłumaczy dr Kwapisz.

Antyczni może i nie wiedzieli, że humor rodzi się w lewej półkuli mózgu, ale świetnie dostrzegali niespójności i potrafili je wyśmiać. Wiedzieli też, że wspólny śmiech wzmacnia relacje międzyludzkie i odpręża. Taka częściowo uwolniona od literackiego stroju śmieszność uchwycona jest w sprośnych napisach na murach Pompejów i w zbiorze greckich dowcipów z III w. „Philogelos albo śmieszek”. „Mędrek w czasie bitwy wdrapywał się na mury i ktoś cisnął w niego garnkiem nieczystości. Ten wrzasnął: Ty nie chcesz czysto walczyć?”. – Wiele z tych żartów ma długą brodę i nie są najwyższych lotów, ale często przypominają twórczość anonimowych internautów, co pokazuje pewną ciągłość między antykiem a współczesnością. Tajemnicą pozostanie, co śmieszyło ludzi niepiśmiennych – zauważa dr Kwapisz.

Można śmiało założyć, że raczej były to żarty skatologiczne niż wyszukany humor literacki, więc antyczne latryny doskonale sprawdziły się jako miejsca socjalizacji, spędzania wolnego czasu w nader swobodnej atmosferze. Dziś o czymś takim nie ma mowy, a i radosna twórczość kiblowa jest coraz rzadsza. Wydalanie i higiena to poważna sprawa, a że my nie łączymy powagi ze śmiechem, więc w toalecie nie ma już wiele miejsca na wolne żarty. Chyba że te czytane w gazecie lub w komórce, która coraz częściej służy teraz jako towarzyszka wizyt w kibelku.

Polityka 2.2019 (3193) z dnia 08.01.2019; Nauka; s. 56
Oryginalny tytuł tekstu: "Ku pamięci"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ja My Oni

Jak komunikować swoje potrzeby

Jak wyrazić swoje potrzeby, aby inni je uwzględniali.

Anna Dąbrowska, Anna Dobrowolska
06.02.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną