Nauka

Kobiety w nauce są rzadziej doceniane, bo mniej się chwalą

Kobiety w nauce muszą mierzyć się ze szklanym sufitem i szeregiem stereotypów. Kobiety w nauce muszą mierzyć się ze szklanym sufitem i szeregiem stereotypów. Science in HD / Unsplash
Skromność nie popłaca. Naukowcy płci męskiej częściej określają wyniki swojej pracy jako „niezwykłe”, „obiecujące”, „doskonałe” i „nowatorskie” – i tak też są postrzegani. To wniosek z badań opublikowanych w prestiżowym czasopiśmie medycznym. Czy tylko o to chodzi?

Kobiety nie potrafią się tak chwalić swoimi osiągnięciami jak mężczyźni. Doskonale widać to w nauce, w której panie nadal wypadają gorzej, rzadziej niż panowie uzyskują profesury czy obejmują stanowiska kierownicze. Statystyki pokazują nierówności, a badania starają się wytłumaczyć, skąd się one biorą.

W czasopiśmie medycznym „The BMJ” [BMJBritish Medical Journal] międzynarodowa grupa badaczy przedstawiła wyniki analiz dowodzących, że naukowcy znacznie częściej niż ich koleżanki publikują artykuły, w których pojawiają się takie określenia ich osiągnięć jak „niezwykłe”, „obiecujące”, „doskonałe”, „wyjątkowe”, „nowatorskie” itd. Po przeanalizowaniu ponad 100 tys. artykułów medycznych opublikowanych w latach 2002–17 okazało się, że gdy kobiety są autorkami publikacji, takie pochwalne terminy używane są o ponad 12 proc. rzadziej niż w przypadku artykułów napisanych przez panów, a w najbardziej prestiżowych czasopismach różnica wzrasta nawet do 21 proc.

Kobiety na uczelniach: Nie chcemy być paprotkami

Ten narcystyczny rys bardzo się opłaca, bo do opatrzonych takimi epitetami badań inni naukowcy częściej się odwołują, co ma wpływ na liczbę cytowań, a to jest dziś ważnym wyznacznikiem doskonałości naukowej, przekładającym się na zarobki, możliwość zdobywania grantów czy obejmowanie kierowniczych funkcji. Jak podkreślał jeden z autorów publikacji Anupam Jena, to tylko jeden z przykładów autopromocji mężczyzn.

Zmienić kobiety czy system?

Może zatem warto, by panie przełamały opory i zaczęły się chwalić na potęgę? Reshma Jagsi z University of Michigan i dr Julie Silver z Harvard Medical School w komentarzu do artykułu wezwały redaktorów i recenzentów czasopism naukowych, by zaczęli zwracać na to uwagę i walczyć z nierównościami płciowymi, ale nie tyle poprzez zachęcanie kobiet, by poszły w ślady mężczyzn, ile poprzez ustalenie schematu pisania artykułów, który zakładałby używanie standardowych terminów. Tym bardziej że w czasopismach naukowych artykuły kobiet mogą być w sposób mniej lub bardziej uświadomiony bardziej dogłębnie redagowane, m.in. poprzez usunięcie niepotrzebnych „ozdobników”.

Czytaj także: Kobiety na uniwersytety! Niestety wcale nie było to takie proste

Mężczyźni w nauce promują mężczyzn

To nie pierwszy taki apel o wyrównanie szans kobiet w nauce i z pewnością nie ostatni. Parę lat temu Anna Tramontano, wiceszefowa komisji grantowej European Research Council, zauważyła, że prestiżowe granty ERC otrzymuje zdecydowanie mniejsza liczba kobiet niż mężczyzn. Zleciła badania i okazało się, że kobiety odpadały w pierwszym etapie, w którym oceniane jest CV oraz szkic projektu, jeśli już jednak jakieś panie przeszły przez to sito i w drugim etapie miały szansę zaprezentować przed komisją w Brukseli swój pomysł na badania, większość wypadała znacznie lepiej niż konkurenci z pełnymi zasług autoprezentacjami. W rezultacie podjęto decyzję o wprowadzeniu schematu pisania CV, co sprawiło, że więcej pań zaczęło przechodzić do drugiego etapu konkursu.

Czytaj także: Jak kobiety wybijały się w nauce

Wprowadzenie pewnego ustalonego systemu pisania artykułów naukowych zapewne zwiększy szanse kobiet, nadal jednak to głównie panowie dzierżą władzę w nauce, rozdając stanowiska i granty, i nawet jeśli nie do końca świadomie i z premedytacją, to promują przedstawicieli swojej płci. Doskonale pokazał to eksperyment z 2012 r. Corinne Moss-Racusin, która rozesłała na uniwersytety fikcyjne CV i część podpisała męskim, a część żeńskim imieniem. Posadę kierownika zespołu badawczego chętniej oferowano mężczyźnie, jednocześnie oferując mu wyższe zarobki. Dlaczego? Bo decydentami byli głównie mężczyźni.

Czytaj także: Szklany sufit wśród pracowników naukowych

Wyjątek? Uniwersytet w Eindhoven

Tu nie da się tak łatwo wprowadzić odgórnych regulacji. Chociaż niektórzy próbują. Pojawiają się specjalne granty dla kobiet, nagrody i dofinansowania na ich badania, a Uniwersytet Technologiczny w Eindhoven od tego roku, w ramach zwalczania dyskryminacji płci w nauce, postanowił zatrudniać tylko kobiety. Panowie mogą aplikować, jeśli jednak na to samo miejsce będzie jakaś kandydatka, to ona je dostanie. Władze uczelni szacują, że w ciągu 5 lat 150 stanowisk obejmą kobiety. Na zarzuty, że w ten sposób dyskryminowani są mężczyźni, uczelnia odpowiada, że zdaje sobie z tego sprawę, ale czas wyrównać nierówności.

Decyzja kontrowersyjna, więc panowie nie powinni się bać, bo raczej mało kto pójdzie w ślady uczelni z Eindhoven. Większość wybierze metodę małych kroków, więc jeszcze jakiś czas przyjdzie się kobietom zmagać z mniej lub bardziej uświadomionymi stereotypami na temat kobiet w nauce.

Czytaj także: Sofia Kowalewska, czyli matematyka jest nie tylko dla mężczyzn

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Przejechała 1400 km, żeby wykonać legalną aborcję

Kiedyś byłam za PiS, uważałam, że pomaga rodzinom, a aborcja to morderstwo. Już tak nie sądzę – mówi Maria. W pięciu szpitalach odmówiono jej zabiegu przerwania ciąży.

Agata Szczerbiak
17.06.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną