Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Nauka

Covid uderza w Chiny. Scenariusze są druzgocące i groźne dla świata

Kolejka po test antygenowy w chińskim Hangzhou Kolejka po test antygenowy w chińskim Hangzhou China Daily / Reuters / Forum
Według niektórych symulacji Chiny może wkrótce czekać covidowy armagedon. To cena za bezwzględną politykę, wieczne lockdowny i ślepe przekonanie, że chińskie szczepionki są najlepsze.

Na początku grudnia chińskie władze zdecydowały się poluzować niezwykle rygorystyczne ograniczenia znane jako strategia „zero covid”. Spotykały się one z narastającym sprzeciwem. Celem tej polityki było całkowite wygaszanie pojawiających się ognisk infekcji SARS-CoV-2 poprzez masowe testowanie, surowy reżim sanitarny, zamykanie szkół, sklepów i miejscowe lockdowny.

Milion zgonów w kilka miesięcy?

Niemal trzy lata polityki „zero covid” nie przyniosły jednak sukcesu. Owszem, liczba oficjalnie notowanych infekcji i zgonów była nieduża, ale wirus i tak krążył w populacji. A teraz może swobodniej dochodzić do głosu. Nic w tym zaskakującego: lockdown to gra na zwłokę – ma jedynie spowalniać rozprzestrzenianie się patogenu po to, by lepiej się przygotować do walki z nim. To czas, by kupować niezbędny sprzęt, jak respiratory, reorganizować opiekę zdrowotną, szlifować schematy leczenia. I szczepić, gdy tylko stanie się to możliwe. W Chinach posłużył natomiast za podstawowe narzędzie walki, które stosowano dłużej niż gdziekolwiek na świecie.

Decydenci podkreślali wielokrotnie, że dzięki „zero covid” udało się uniknąć mnóstwa zgonów. Problem w tym, że teraz ten efekt może zostać roztrwoniony. Najgorsze scenariusze wstępnych symulacji wskazują, że w najbliższych miesiącach w Chinach z powodu covidu może umrzeć nawet milion ludzi. A szacunki nie obejmują zgonów z powodu opóźnień w leczeniu osób z innymi chorobami. Inna analiza sugeruje, że jeżeli nic się nie zmieni, liczba ofiar śmiertelnych wyniesie pół miliona do kwietnia 2023, a do końca przyszłego roku – aż 1,6 mln.

Słabo immunizujące szczepionki

Jak to możliwe? Jednym z głównych powodów jest niewystarczający poziom immunizacji. Z oficjalnych danych wynika, że infekcję SARS-CoV-2 przeszło niespełna 2 mln osób z 1,4 mld żyjących w Chinach. Nawet gdyby tę liczbę uznać za dziesięciokrotnie niedoszacowaną, to i tak nie ulega wątpliwości, że zdecydowana większość populacji nie przechorowała covidu. Przed ciężką chorobą i zgonem można by ją teraz uchronić, gdyby czas polityki „zero covid” wykorzystano na podawanie skutecznych szczepionek. Chiński rząd chwali się, że ok. 90 proc. ludności otrzymało dawki podstawowe, ale pierwszą przypominającą przyjęło już tylko 70 proc. osób w wieku 60 plus. Najważniejszy problem to jednak stosowane w Chinach preparaty. W przeciwieństwie do innowacyjnych szczepionek mRNA i wektorowych chińskie propozycje opierają się na rozwiązaniach tradycyjnych – inaktywowanym (czyli zabitym) koronawirusie.

Z badań wynika, że unieszkodliwianie SARS-CoV-2 w celu wyprodukowania takich szczepionek powoduje niekorzystne zmiany struktury kluczowego białka kolca. Ich podanie musi więc przekładać się na gorsze pobudzenie odpowiedzi układu odporności. Wyniki jednej z analiz porównawczych są druzgocące. Zaszczepienie chińskimi preparatami prowadziło do produkcji trzy do sześciu razy niższych stężeń przeciwciał przeciw białku kolca niż w przypadku szczepionek mRNA, a odpowiedź komórkowa, której podstawową rolą jest łagodzenie przebiegu infekcji, była pobudzana ponaddziesięciokrotnie słabiej. To oczywiste, że takie szczepionki gorzej chronią przed zakażeniem, ciężkim covidem i śmiercią z jego powodu.

Spóźniony zwrot ku mRNA

Chiny wolały jednak otwarcie krytykować preparaty dopuszczone w USA i Europie, choć już w kwietniu 2021 r. dyrektor tamtejszego Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorób stwierdził, że skuteczność ich szczepionek nie jest wysoka. W międzyczasie pojawiały się kolejne wersje SARS-CoV-2, odbiegające coraz bardziej od pierwowzoru, na bazie którego opracowano chińskie preparaty. Duma narodowa skutecznie powstrzymywała jednak rząd w Pekinie od dopuszczenia skutecznych szczepionek z zachodnich krajów. Zaczęły się próby stworzenia własnej platformy mRNA. Ich owocem jest m.in. szczepionka opracowana przez Walvax Biotechnology. We wrześniu doczekała się autoryzacji, ale w... Indonezji. Wciąż nie wiadomo, kiedy jej produkcja będzie możliwa w Chinach. Co gorsza, wcale nie musi się okazać skuteczna w walce z dominującym omikronem. Dlaczego?

W przeciwieństwie do szczepionek Moderny i BioNTech/Pfizer preparat mRNA opracowany w Chinach nie niesie przepisu na zoptymalizowane białko kolca SARS-CoV-2, a jedynie na jego mały fragment zwany domeną wiążącą receptor. A to niejedyny element białka, który odpowiada za wyzwolenie skutecznej odpowiedzi układu odporności. Poza tym to właśnie on w dużym stopniu ulega zmianom w toku ewolucji wirusa. Omikron w jego obrębie skumulował koło dziesięciu mutacji. Uzasadniona jest więc wątpliwość, czy tak skonstruowana szczepionka mRNA będzie skuteczna. Gdy w krajach rozwiniętych oferuje się już od jakiegoś czasu drugą dawkę przypominającą, opartą na zaktualizowanych, dopasowanych do omikrona preparatach, Chiny ewidentnie gonią w piętkę i dają się wyprzedzić wirusowi. Na własne życzenie.

Cukrzyca, otyłość, grypa, RSV

Sytuację komplikuje duża liczebność grup ryzyka. Ponad 160 mln osób żyje w Chinach z cukrzycą, ok. 90 mln jest otyła, a co najmniej 8 mln seniorów w wieku 80 plus w ogóle nie otrzymało szczepionki. Na to nakłada się brak systemu podstawowej opieki medycznej, opartego na lekarzach pierwszego kontaktu. Czas, by stanąć frontem do SARS-CoV-2, też nie jest najlepszy. Na zimę przypada szczyt sezonu różnych patogenów układu oddechowego, w tym wirusów grypy i RSV. Ich cyrkulacja w Chinach była również mocno stłamszona przez niemal trzy lata surowych restrykcji. Można się więc spodziewać, że teraz dojdą do głosu ze wzmocnioną siłą, obciążając szpitale. To natomiast może pogarszać sytuację osób, które będą wymagać specjalistycznej opieki z powodu ciężkiego covidu. Wreszcie obchody Chińskiego Nowego Roku i Festiwalu Wiosny spowodują masowe podróżowanie po kraju, co będzie sprzyjać rozprzestrzenianiu się koronawirusa.

Chińska fala infekcji nie jest tylko wewnętrznym problemem. Może przełożyć się na pogłębiający się w krajach rozwiniętych problem z dostępnością leków, których substancje czynne produkowane są właśnie tam. Poza tym ogromna liczba zakażeń to doskonałe warunki do szybkiej zmienności wirusa, której kierunki i konsekwencje nie są łatwe do przewidzenia. W kolejnych odmianach omikrona wirus na razie pozostaje wysoce transmisyjny, ale na szczęście jest łagodniejszy niż wcześniej dominująca delta. Byłoby jednak bardzo źle, gdyby przetaczając się przez kraj, wyewoluował w formy niebezpieczniejsze – a taki scenariusz nie jest wcale niemożliwy. Dlatego to nasz wspólny interes, by Chiny jak najlepiej poradziły sobie ze zbliżającym się dużymi krokami wyzwaniem.

Doszczepiać, leczyć i nosić maseczki

Niektórzy eksperci są zdania, że i tak jest już za późno, by cokolwiek zmienić. Inni wskazują na konkretne metody ograniczenia skutków wzmożonego uderzenia covidowego. Z jednej analizy wynika, że gdyby 85 proc. osób otrzymało drugą dawkę przypominającą szczepionki innej niż dotychczas stosowane w Chinach, dałoby się istotnie zmniejszyć liczbę ciężkich przypadków i zgonów. Osiągnięcie tak wysokiego odsetka wyszczepienia jest wątpliwe, ale jakikolwiek jego wzrost będzie niósł korzyści. Chiny musiałyby jednak najpierw kupić szczepionki mRNA od zachodnich producentów, a to dla rządu oznaczałoby przyznanie się do porażki. Na razie zezwoliły jedynie na podawanie szczepionki BioNTech/Pfizer mieszkającym w Chinach niemieckim obywatelom.

Analizy wskazują również, że ograniczenie najbardziej tragicznych skutków infekcji można osiągnąć, stosując jednocześnie celowane leki przeciwwirusowe wśród zakażonych osób w wieku 60 plus. Na to akurat szansa jest. Niedawno firma farmaceutyczna Meheco podpisała umowę z Pfizerem na import i dystrybucję paxlovidu, doustnego leku hamującego replikację SARS-CoV-2. Ważne będzie również powszechne stosowanie maseczek. Najlepiej N95, bo z badań wynika, że są najskuteczniejsze, także w obliczu omikrona.

Polityka „zero covid” okazała się mieczem obosiecznym. Miała pokazać światu, jak sprawnie radzić sobie z koronawirusem, a doprowadziła do frustracji i niekorzystnych prognoz epidemiologicznych. Teraz cały świat będzie się przyglądał, czy i jak Chiny wybrną z problemu, który same sobie zgotowały.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Marek Kondrat dla „Polityki”: Już nie noszę ojczyźnianego plecaka

Rozmowa z Markiem Kondratem o potrzebie ucieczki z klatki ocen, roli czystego zachwytu w życiu i biznesie i o tym, dlaczego nie chodzi już do teatru.

Martyna Bunda
28.01.2023
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną